Czy leki leczą? SSRIs i inne.

Wiele osób bierze leki przeciwdepresyjne lub przeciwlękowe przez miesiące albo lata. Jedni mówią: „w końcu mogę normalnie żyć”. Inni: „kiedy odstawiłam lek, wszystko wróciło”.

Kto ma rację?

Czy takie leki w ogóle leczą, czy po prostu łagodzą symptomy? – można sobie zadać pytanie.

Pomagają na pewno w ten sposób, że mogą wpłynąć na poprawę samopoczucia, dodać energii, zmniejszyć poziom odczuwanego lęku – poprawić funkcjonowanie.

Ktoś pod wpływem takich leków stwierdzi nagle, że całkiem dobrze funkcjonuje w stresie, dużo lepiej niż przedtem. Łatwiej jej znaleźć pracę czy wyjść po prostu z domu. Taka osoba uwierzy też w siebie, dzięki temu poprawi swoją ogólną sytuację.

Z punktu widzenia neurobiologii leki wpływają na funkcjonowanie różnych układów chemicznych i neuronalnych w naszym mózgu.

Leki SSRI hamują wychwyt zwrotny serotoniny w synapsach, czyli miejscach komunikacji między neuronami. Powoduje to zwiększenie dostępności serotoniny dla receptorów. SSRI oznacza – selektywny inhibitor wychwytu zwrotnego serotoniny. 
Choć zmiany w poziomie serotoniny pojawiają się szybko, pełny efekt terapeutyczny zwykle rozwija się przez kilka tygodni, ponieważ wymaga adaptacji całych sieci neuronalnych.

Zmiany w układzie serotoninowym uruchamiają szereg procesów adaptacyjnych, które z czasem mogą wpływać na regulację emocji i stresu.

Leki i SSRIs (stworzona przez AI)
Wybrane obszary mózgu, leki i SSRI (AI)

Leki mogą leczyć zaburzone funkcjonowanie układów odpowiedzialnych za nastrój i lęk. Nie oznacza to jednak, że automatycznie usuwają wszystkie przyczyny psychologiczne problemów, np. traumatyczne doświadczenia czy utrwalone schematy myślenia.

Innym aspektem działania tych leków jest zwiększenie zdolności mózgu do adaptacji i przebudowy połączeń neuronalnych.

To znaczy, jednym z badanych efektów długotrwałego działania leków przeciwdepresyjnych jest zwiększenie plastyczności neuronalnej, czyli zdolności mózgu do modyfikowania połączeń i uczenia się nowych wzorców.

Dzięki temu łatwiej jest uczyć się bardziej adaptacyjnych reakcji emocjonalnych. Dotyczy to nie tylko leków typu SSRI, ale także wielu innych.

Reasumując: leki te ułatwiają wprowadzanie zmiany we własnym życiu, rozwiązywanie problemów spowodowanych stanem psychicznym. Mogą pomóc wyjść na prostą, ale dalsza droga zwykle wymaga również własnej aktywności i nowych doświadczeń.

Nie znaczy to, że leki są niezbędne do pobudzenia neuroplastyczności, czyli zdolności adaptacyjnych mózgu. Badania wskazują na to, że podejmowanie działań mimo początkowego braku motywacji, albo praca nad lepszą kontrolą własnych emocji, także do tego prowadzi.

Także obniżenie poziomu stresu, poprawa kontaktów społecznych – również mogą prowadzić do pozytywnych zmian w różnych areałach mózgu.

Zmiany te dotyczą wielu obszarów mózgu związanych z regulacją emocji, pamięcią i motywacją, m.in. kory przedczołowej (prefrontal cortex, PFC), hipokampa (hippocampus) oraz układów nagrody związanych z jądrem półleżącym (nucleus accumbens, NAcc) i brzusznego pola nakrywki (ventral tegmental area, VTA). Jest to bardzo uproszczony obraz działania leków psychotropowych.

Leki nie zastępują pracy nad sobą, ale u części osób mogą stworzyć warunki, w których taka praca staje się możliwa.

- Jakie Ty masz doświadczenia z lekami czy pracą nad stresem?

- Czy widzisz efekty pracy nad sobą na przestrzeni lat?
 

Tematy związane z pracą nad emocjami opisuję również w książce: „Dobre i złe dni. O traumie dla wędrowców”, a także we wpisach na blogu i FB.

Poniżej linki do badań związanych z tematyką wpisu: 

Plasticity of synapses and reward circuit function in the genesis and treatment of depression.

Stress-induced changes in human decision-making are reversible

Komentarze

  1. Cześć!

    Moja znajoma mówi, że gdy przestanie brać leki to depresja wraca i ciężko jej wtedy funkcjonować. O ile znam jej sytuację to widzę, że prócz branka leków nie robi w tym kierunku nic. Ale mogę też czegoś nie wiedzieć.

    Ja natomiast bardzo unikam leków przeciwbólowych, bo uważam że lepiej wyeliminować przyczynę niż tłumić skutek. Gdy boli mnie głowa, to staram się dowiedzieć dlaczego. Z braku jedzenia, zmęczenia, nadmiernego stresu, czy zbyt gorąca. I w ten sposób zadziałać, aby sytuacja uległa poprawie.

    Miłego weekendu 😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej,

      no tak, trudno powiedzieć jak to jest w przypadku tej znajomej, ale ogólnie mówiąc, gdy do powstawania objawów depresji przyczyniają się jakieś problemy związane z traumą, albo nieodpowiednim postrzeganiem świata, to same leki jej nie "wyleczą". Psychoterapia albo samodzielna praca nad zmianą pewnych wzorców mogłaby być pomocna. Tyle, że nie mam pojęcia, jak to jest w przypadku tej znajomej :)

      Zgadzam się. Jak nie trzeba leków przeciwbólowych, da się bez nich wytrzymać i znaleźć źródło problemu, to lepiej ich unikać. To chociażby dlatego, że niektóre z nich, jak Ibuprofen, mają negatywny wpływ na system trawienny (żołądek).

      Dzięki, również miłego weekendu! :)

      Usuń
  2. Z drugiej strony, nie mam pojęcia co i jak czuje osoba która przeżywa znaczny dyskomfort z różnych powodów.
    Kiedyś, po wyrwaniu ósemki miałem taki ból (już w domu, po zakończeniu działania znieczulenia), że mógłbym chodzić po ścianach. Brałem wtedy bardzo silne leki, bez nich mógłbym zwariować już do końca. Zatem trudno powiedzieć, jak się kto czuje przed i jakie stosuje kryteria do zażywania leków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałem wspomnieć we wpisie o konwencjonalnych lekach, w tradycyjnej medycynie. Tam są one często niezbędne, na przykład te na znieczulenie w czasie operacji, czy u dentysty.

      Z drugiej strony część leków, jak te na nadciśnienie, spełnia tylko pomocniczą rolę, bo w przypadku nadciśnienie właściwe odżywianie odgrywa dużą rolę.

      Z tego, co wiem, to leki są bardzo pomocne, gdy ma się określone problemy, jak choćby ciężką depresją. Pomagają one w tym, żeby normalnie funkcjonować. Najczęściej nie są one wystarczające, żeby bez pomocy pracy nad sobą uniezależnić się od nich. To też zależy od indywidualnych przypadków.

      Usuń
  3. Ja jestem z tych, którzy nie mają wyboru. W sensie, jest wybór, ale dalsza perspektywa jest dość marna. :')
    Escitalopram uratował mi życie i to niebywałe, że żaden lekarz nie wpadł na to, żeby zapisać mi go wcześniej. Inna sprawa, że tych psychiatrów na NFZ, z którymi miałam styczność, nie interesowało zbyt wiele. Odbębnić, recepta, i spadaj.

    Escitalopram okazał się jednak dla mnie za słaby i teraz biorę Setaloft, a na lęki wolnopłynące Lerivon. Męczą mnie skutki uboczne tego drugiego, ale gdybym przestała go brać, byłoby jeszcze gorzej.

    No i piszesz tylko o antydepresantach, a są jeszcze inne leki, neuroleptyki. W dużym skrócie, blokują dopaminę. Niestety razem z objawami psychotycznymi blokują też jakiekolwiek chęci do działania i energię do życia. Stąd u większości schizofreników ciężko o jakąkolwiek aktywność. Większość schizofreników nie może brać SSRI.

    Brałam w ciągu 20 lat różne neuroleptyki, żeby ostatecznie dojść do momentu, w którym po większości mam tak dziwaczne skutki uboczne, że mój psychiatra mówi, że w ciągu 30 lat swojej pracy jeszcze nie widział, żeby ktokolwiek tak reagował na te leki.
    Obecnie biorę tylko 37 mg Latudy, co jest dawką podtrzymującą. Latuda to nowy neuroleptyk, ale z tego co czytam online, większości pacjentów z F20 nie służy. Znam nawet przypadki, w których zmiana dotychczasowych leków na Latudę wywoływała psychozę. Hardkorowym przykładem takiej sytuacji jest ten cały Andrzej, który umarł w wieku 44 lat po silnej psychozie.

    Latuda działa inaczej, niż neuroleptyki starszej generacji - blokuje objawy psychotyczne, ale nie robi z człowieka zombie i nie blokuje normalnego odczuwania emocji. W schizofrenii jedno i drugie jest niestety połączone.
    Ja nie mam schizofrenii i dla mnie ten lek jest ok. Jedyne co, często boli mnie po nim żołądek.

    I tak, leki to fundament, ale to od nas zależy, co na nim zbudujemy. Niektóre osoby ze schizofrenią wpadają w błędne koło "tabletka na wszystko", a jednocześnie następuje u nich regres, bo się izolują i nie mają żadnych aktywności ani nawet hobby. Człowiekowi z depresją czy zaburzeniami lękowymi po wyciszeniu objawów jest na pewno łatwiej wrócić do normalnego funkcjoinowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jak piszesz, leki to fundament i od nas zależy, co na nim zbudujemy.

      Rzeczywiście sporo leków zażywasz. Te SSRI, jak Setaloft czy andtydepresyjne jak Lerivon ograniczają pewnie negatywny wpływ Latudy (neuroleptyka).

      Z tego, co kiedyś czytałem, to psychozy czy schizofrenia związane są do pewnego stopnia z dopaminą, jej nadmiarem w pewnych obszarach. Taka jest jedna z teorii. Neuroleptyki blokują część receptorów dopaminy. Lurasidon (Latuda) blokuje D2 i D3, mówi wikipedia.

      Wspomniałem tylko o depresji (także SSRI), ze względu na długość tekstu. Nie wspominam w nim o PTSD czy innych problemach, bo byłby za długi.

      Wydaje mi się, że z postępem nauki, poszerzaniem wiedzy ( także neuronauk i farmakologii) coraz lepiej zna się mechanizm działania umysłu. Poprawia się też selektywność, z jaką leki działają, w efekcie ich funkcjonalna skuteczność. To znaczy, czy na przykład pomagają w motywacji albo osłabiają psychozy.

      Problemem jest na razie, że mechanizmy nie są do końca poznane. Różnych receptorów serotoniny jest ponad 10, dopaminy ponad 7 czy jakoś tak. Spełniają one też różne funkcje w różnych komórkach i obszarach mózgu. Dlatego poprawa selektywności ich aktywacji albo blokowania może pomóc.

      Niezależnie od tego, tendencja jest taka, żeby poprawić funkcjonowanie pacjenta poprzez jego aktywną współpracę. Dotyczy to zarówno medycyny "klasycznej", jak i zaburzeń psychicznych.
      Widać to metodach rehabilitacji, na przykład po udarze mózgu, albo zawale serca. Współpraca pacjenta zwiększa w dużym stopniu jego szanse na poprawę.
      Chodzi też o indywidualizację metod leczenia, co związane jest z kosztami.

      Nie mówię, że tak jest w każdym przypadku, nie mówię o Tobie, ale o ogólnej tendencji w medycynie.

      Jeżeli interesuje cię jakiś temat, to napisz, to zrobię wpis do tego, o ile będę miał pojęcie :)
      Ostatnio czytałem o regeneracji hipokampa (ale też innych obszarów mózgu) po długim stresie, może zrobię na ten temat któryś z kolejnych wpisów. Pisaliśmy kiedyś o tym.

      Myślę, że podejście do zdrowia psychicznego zmieniło się także pod wpływem tego, że stwierdzono, że mózg jest zdolny do regeneracji i pozytywnych zmian (neuroplastyczność).
      Nie wspominając już o tym, że dochodzi do tworzenia nowych komórek nerwowych w hipokampie (neurogeneza postnatalna).

      Usuń
    2. Regeneracja hipokampa zawsze mnie interesuje! :)
      I ok, jak wpadnę na jakiś pomysł na wpis to się podzielę. :)

      Usuń
    3. W tych załączonych badaniach było o tym, między innymi.
      I tak chcę napisać więcej o neuroplastyczności i możliwościach regeneracji, bo na tym polega jeden z elementów pracy nad sobą. Dotyczy to nie tylko systemu nerwowego, ale też aparatu mięśniowego.
      Dzisiaj rozmawiałem z kumplami o tym. Jeden z nich robi podciągnięcia na drążku z dodatkowym ciężarem +48 kilo, on sam waży 70 kilo. Była mowa o tym, jak często można to ćwiczyć, bo mięśnie potrzebują czasu na regenerację.

      Usuń
  4. Aktualnie dopiero dobrałam leki, które faktycznie troche mi pomagaja. Ale fakt same leki to nie wszytko, ważna jest praca nad sobą, zmiany, często zmiana środowiska najwięcej daje. Wszystko zalezy od tego z czym się borykamy. Czasem bez leków nie da się nic zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że leki ci pomagają.
      No właśnie, leki mogą ułatwić przyswojenie sobie bardziej poprawnych wzorców działania, albo wzmocnienie tych, które są pozytywne.
      Tak, dużo zależy od tego, skąd problemy się wzięły. Szczególnie w przypadku traumy, istotna jest praca nad sobą, z pomocą czy bez pomocy terapeuty (bo nie każdy ma dostęp albo odwagę do tego).

      Usuń
  5. Nie mam problemów ze stresem ani lękami, ale brałam duloksetynę na neuropatię w dłoniach po chemioterapii i bardzo dobrze się u mnie sprawdziła. Jednak cieszę się, że mam to już za sobą. Natomiast moja siostra zmaga się z depresją i z jej perspektywy sprawa wygląda dokładnie tak, jak piszesz- bez leków nie jest w stanie normalnie funkcjonować, a każda próba ich odstawienia niosła za sobą nawrót choroby. W jej przypadku te leki to warunek konieczny do normalnego funkcjonowania, a nie tylko 'dodatek' do pracy nad sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że duloksetyna ci pomogła. :)
      Uważam, że postęp medycyny, a także leków jest sporo, niezależnie od tego, co niektórzy sądzą o firmach farmakologicznych.
      200 lat temu nie było mowy o czymś takim, jeszcze sto lat temu ludzie brali "leki" zawierające kokainę.

      Zobaczymy, jak się to rozwinie z leczeniem depresji. To znaczy, mówi się o "spektrum depresji", bo to zbiór różnych objawów, których pochodzenie nie zawsze jest znane (albo najczęściej nie jest znane).

      Ciekawe, jak twoja siostra pracuje nad tym, żeby złagodzić objawy choroby.
      Bywa, że jak tabletki pomagają, to na tym kończy się terapia. Nie ma w tym nic niezwykłego, bo praca nad własną psychiką kosztuje sporo energii i czasu.
      Czasami brakuje też wiary w skuteczność metod terapeutycznych, bo w praktyce różnie z tym bywa.

      Usuń
  6. Bardzo ciekawy temat, bo mam wrażenie, że często patrzymy na leki jak na coś, co albo „naprawia wszystko”, albo jako coś zupełnie zbędnego. A chyba prawda jest gdzieś pośrodku — czasem lek nie rozwiązuje całego problemu, ale może dać człowiekowi siłę, żeby w ogóle zacząć coś zmieniać. Trudno pracować nad sobą, kiedy człowiek ledwo wstaje z łóżka albo cały czas walczy z lękiem. Zastanawia mnie tylko, czy wciąż za mało mówi się o tym, że po poprawie samopoczucia potrzebne jest też budowanie nowych nawyków i wsparcie, a nie samo czekanie, aż tabletka zrobi całą robotę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w dużej mierze wygoda, brak czasu i wiedzy powodują, że ludzie patrzą na leki jako na środek do "naprawy wszystkiego".
      Łatwiej wrzucić jakiś lek, to trwa parę sekund, niż robić na przykład korygujące ćwiczenia.

      Innym aspektem może być brak rozpowszechnienia wiedzy na temat skuteczności własnego działania.
      Obserwuję medycynę (także historię) i zauważyłem, że tam jeszcze 50 lat temu wymagana była od pacjenta pasywność, na przykład po zawala. Teraz wiadomo, że rehabilitacja (odpowiednia gimnastyka) zwiększa szanse na przeżycie.
      Wynika to też ze współczesnych technik, na przykład użycia artroskopii (minimalnie inwazyjnych metod), a także MRT i innych technologii. Poprawiła się precyzja i inwazyjność w czasie operacji.

      Co do problemów psychicznych, to jednym z problemów może być brak znajomości działania mózgu. Dotyczy to zarówno pacjentów jak i u psychoterapeutów. Może przyczyniać się do tego, że nie rozumie się, dlaczego jakaś metoda może zadziałać.
      To też dlatego, że wiele odkryć jest bardzo nowych i nie weszło jeszcze ani do programu studiów psychologii, anie nie są rozpowszechniane w prasie, to znaczy, ludzie nie są z nimi obeznani.
      Takie są przynajmniej moje spostrzeżenia i przypuszczenia.
      Istnieje grupa psychoterapeutów, która stosuje współczesną wiedzę, ale myślę, że to jak ze wszystkim, trzeba czasu, żeby się ona rozprzestrzeniła.

      Usuń
  7. Temat rzeka. Biorę leki psychotropowe, bez których nie mogę się obejść. Ogólnie innych doległiwości nie mam. Z moją diagnozą choruje się całe życie i praktycznie nie ma innej możliwości. Za każdym razem gdy rezygnowałem z leków to lądowałem w szpitalu.

    Innych leków nie zażywam raczej. Bardzo rzadko. Nawet przeciwbolówych które są dość modne nie biore. Chyba ze mnie cholernie boli ząb.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, obszerny temat.
      Ciekawe, jak się lecznictwo rozwinie w przyszłości. Leki psychotropowe, to nic innego, jak inne leki, choćby ibuprofen. Tyle, że działają nie tyle na poszczególne organy i części ciała, co na niektóre areały mózgu, niektóre ich połączenia. Stąd na przykład nazwa "selektywne" i "serotoniny" w SSRI, bo wpływa na poziom serotoniny (poprzez kontrolę jej wchłanianie). Receptory serotoniny nie występują wszędzie, przynajmniej nie wszystkie, ale w określonych obszarach mózgu, dlatego o tym wspominam.

      Przypuszczam, choć mogę się mylić, że będzie to jak w tradycyjnej medycynie. Równolegle z lepszym poznaniem działania organizmu i jego budowy, udaje się lepiej stosować różne terapie, oparte zarówno na lekach, operacjach, jak i na ćwiczeniach czy odpowiedniej diecie. Akurat interesuję się ortopedią, to mam w tym dobre porównanie, bo oglądam wypowiedzi specjalistów z różnych krajów. Historia pokazuje, że doszło do znaczących zmiany w podejściu do zaburzeń i metod leczenia. Nie wycina się już na przykład tak szybko łękotek jaki kiedyś, tylko próbuje je naprawiać. Po zawale serca, oprócz leków, zalecana jest zmiana diety i rehabilitacja fizyczna, a nie jak kiedyś leżenie w łóżku i "oszczędzanie się", co powoduje zanik mięśni.

      Podobnie może być z podejściem do umysłu (mózgu).
      Badania wskazują na to, że można za pomocą różnych ćwiczeń aktywować pewne części mózgu, na przykład te związane z siłą woli (AMCC), ale także kontrolą emocji (jak DRN).
      W praktyce powinno się dokonywać obiektywnej diagnostyki, za pomocą odpowiednich skanów mózgu. Robi się to, ale raczej dla celów badawczych, bo technologia nie jest jeszcze taka tania i wiedza rozpowszechniona.

      Podobnie jest z lekami. Powinny być przepisywane nie ze względu na wagę i płeć, ale na fenotyp danego pacjenta. To też kwestia kosztów.

      W każdym razie, to bardzo interesujący temat, uważam :)

      Usuń

Prześlij komentarz