Podwójne standardy wobec samego siebie

Czasami mam tak, że coś teoretycznie jest na moim poziomie, a mimo to nie umiem tego zrobić. Innym razem coś trudniejszego wcale nie sprawia mi problemu. I nie zawsze da się to łatwo wyjaśnić umiejętnościami, siłą, czy techniką.

Weźmy na przykład wspinaczkę — tu łatwo to dostrzec. Trudność nie jest czymś całkowicie obiektywnym. Dwie drogi mogą mieć ten sam stopień trudności, a mimo to jedna będzie dla mnie „do zrobienia”, a druga kompletnie nie do przejścia. Czasem dzieje się też odwrotnie — coś, co inni uważają za trudne, dla mnie okazuje się względnie naturalne. W rozmowach ze wspinaczami często wychodzi, że wiele osób odczuwa to podobnie; jedne drogi „pasują”, inne nie.

I wtedy zaczyna się ciekawa część — porównywanie nie tyle prób pokonania tych dróg, ile własnych reakcji na to. Gdy drogę przeszło się bez problemów, to uważa się, że była ona łatwa. Porażkę tłumaczy się jednak tym, że było się nieudolnym. 

Stosuje się podwójny standard wobec samego siebie: 

  • Sukces: „To nic takiego, każdy by sobie poradził”
  • Porażka: „To dowód, że jestem beznadziejny”

W psychologii opisuje się to jako negatywny styl atrybucji. Polega on na tym, że: 

  • sukcesy wyjaśnia się czynnikami zewnętrznymi (np. „było łatwe”, „miałem szczęście”),
  • a porażki przypisuje się własnym, trwałym cechom („nie potrafię”, „jestem nieudolny”).

W praktyce oznacza to pomniejszanie własnych sukcesów i jednoczesne wzmacnianie znaczenia porażek. Psychologia poznawcza określa ten mechanizm jako jedną z form dewaluacji pozytywów — czyli tendencji do umniejszania tego, co działa na naszą korzyść.

Jest to również jednym z klasycznych błędów poznawczych opisywanych w terapii poznawczo-behawioralnej (CBT).

W kontekście doświadczeń traumatycznych, takich jak CPTSD, warto zauważyć, że taki sposób myślenia często nie pojawia się przypadkowo. Osoba, która w przeszłości była często krytykowana, może nauczyć się: 

  • ignorowania własnych sukcesów,
  • traktowania błędów jako zagrożenia,
  • budowania obrazu siebie głównie na podstawie porażek.

W efekcie błędy poznawcze związane z przeszłością mogą obniżać poczucie własnej skuteczności (self-efficacy). Pojawia się wtedy schemat: „jeśli coś mi nie wychodzi, to znaczy, że się nie nadaję”, podczas gdy sukcesy nie mają wystarczającej siły, żeby ten obraz skorygować.

Poznanie tego mechanizmu jest pierwszym krokiem do zmiany. Kolejnym może być świadome zwracanie uwagi na własne sukcesy — nie w sensie ich wyolbrzymiania, ale zauważania ich jako realnych zdarzeń, które również coś mówią o naszych możliwościach. Nie trzeba ich specjalnie celebrować, ale warto sobie o nich przypominać, bo często są one bardziej istotne, niż nam się wydaje.

A jak to wygląda u Ciebie?

Na koniec coś lżejszego — drzewo z pobliskich ogródków działkowych 🙂 


O tych i podobnych zjawiskach piszę szerzej w mojej książce (link na marginesie).

Komentarze

  1. Cześć, ciekawy wpis!

    Ja obserwuję u siebie to o czym piszesz, czyli umniejszam umiejętności i sukcesy, a akcentuję niepowodzenia i porażki. Od pewnego czasu (oczy otwiera Twoja książka) staram się odwrócić ten trend i analizować to, co udało mi się np danego dnia zrobić, a co mogłem zepsuć. Interesujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fajnie, że inaczej patrzysz na swoje podejście i że coś tam moja książka pomogła :)

      Wiem po sobie, bo sam pracuję nad tym, że nie jest to takie proste, doceniać sukcesy. Z tym, że sam sobie zapisałem pewne rzeczy i je powtarzam, w ramach treningu. Polecam.
      Na przykład to, że zrobiłem siódemkę. Robiąc to zauważa się, jak umysł lubi ignorować sukcesy, w zależności od humor. ;)

      Ty też miałeś spory sukces ostatnio, ciekawe, czy sobie to powtarzasz?

      Niewątpliwie jest to interesujące :)

      Usuń
    2. Nie, ale myślę o tym - oraz o tym że tak wiele osób tego nie zdało.

      Usuń
    3. Myślę, że jak sobie to zapiszesz, to będziesz miał to czarne na białym. Chodzi też o to, żeby wpłynąć na własne postrzeganie.
      Ja sobie takie rzeczy zapisuję, bo uważam, że mi to pomaga.

      Myśli to jedna sprawa, ale umysł lubi "zapomnieć" o sukcesach, jak jest w schemacie niskiego poczucia skuteczności. To znaczy, jak ten schemat jest bardziej aktywny. To co jest zapisane, jest w pewnym sensie niezależne od chwilowego stanu umysłu ;)

      Ciekawe w czym dokładniej moja książka była pomocna? Który rozdział na przykład?

      Usuń
    4. Na przykład rozdział "Motywacja do zmian i pracy nad sobą", czy podrozdział "Logika i racjonalne myślenie", ale nie tylko te.

      Książka jako całość podejmuje problemy i sytuacje, które mniej lub bardziej można napotkać w codziennym życiu, a przedstawione tam tezy są bardzo trafne.

      Usuń
    5. Ok, dzięki! :)
      Dla mnie to zawsze ciekawe, jakie wrażenie te teksty sprawiają :)

      Usuń
  2. Dodam jeszcze, że gdy obserwuje swoich kolegów z pracy to widzę, że oni potrafią cieszyć się nawet z tego, że dane zadanie wykonali dość średnio żeby nie napisać byle jak. Mnie nie zadowala nawet gdy robię coś na 90%, a pełny sukces jest wtedy, gdy mam coś ponad stan - czyli powyżej 100%. Punkt ten zależy od widzenia danej sprawy i własnego profilu tego, jak to powinno wyglądać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >"potrafią cieszyć się nawet z tego, że dane zadanie wykonali dość średnio "
      Koledzy cieszą się z małych sukcesów. W sumie, to jest to pozytywne, tak mi się wydaje.
      Odwalanie roboty na byle jak już mniej, wiadomo.

      Jeżleli dla nich praca, to po prostu praca, nie jest najważniejsza, chodzi o zarobienie na życie, to im to pewnie wystarczy.

      Mówisz, że są zadowoleni, ale nie wiesz, na ile mają z tego wewnętrzną satysfakcję, na ile jest to na pokaz. Nie masz z nimi bliższych kontaktów, mówiłeś. Może oni pokazują jakiś rodzaj maski na zewnątrz. Trudno mi to ocenić, tak po prostu głośno myślę. Ciekawe.

      Spokojnego weekendu!

      Usuń
  3. Ciekawie to opisane i niby wszystko się zgadza, ale mam wrażenie, że to „umniejszanie sukcesów” nie zawsze wynika z jakichś głębokich schematów czy traumy, tylko czasem po prostu z tego, że człowiek ma dziwnie ustawioną poprzeczkę wobec siebie. Sam łapię się na tym, że jak coś mi wyjdzie, to szybko to zbywam, a jak nie wyjdzie — to od razu analizowanie na 100 sposobów, jakbym szukał potwierdzenia, że „tak, jednak nie umiem”. I teraz pytanie, które mnie tu najbardziej zatrzymało: czy to faktycznie jest aż tak „psychologicznie uwarunkowane”, czy jednak trochę też kulturowe i wyuczone przez porównywanie się do innych?

    Z drugiej strony, to co piszesz o wspinaczce jest mega trafne — czasem jedna droga „siada” idealnie, a inna niby prostsza kompletnie blokuje głowę. I to trochę rozwala ten prosty schemat oceniania siebie. Zastanawiam się, czy w ogóle da się nauczyć patrzenia na siebie bardziej „neutralnie”, bez tego automatycznego etykietowania sukces–porażka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)

      Nie do końca rozumiem część twojego komentarza:
      >"niby wszystko się zgadza, ale mam wrażenie, że to „umniejszanie sukcesów” nie zawsze wynika z jakichś głębokich schematów czy traumy"

      Co rozumiesz pod pojęciem: "głęboki schemat"?

      We wpisie opisuję zjawisko występowania błędów poznawczych, takich jak: "negatywny styl atrybucji" czy "dewaluacji pozytywów".
      Nie określam do końca powodów, które prowadzą do ich wystąpienia.

      Wskazałem na zjawisko, że błędy poznawcze "często" są związane z CPTSD i że ktoś "możne" się nauczyć błędnego typu myślenia.
      To nie znaczy, że te problemy zawsze są traumę spowodowane, ale że wzrasta prawdopodobieństwo, że się pojawią.

      Cytat z wpisu:
      >"W kontekście doświadczeń traumatycznych, takich jak CPTSD, warto zauważyć, że taki sposób myślenia często nie pojawia się przypadkowo. Osoba, która w przeszłości była często krytykowana, może nauczyć się"

      Zjawisko, że "czasem po prostu z tego, że człowiek ma dziwnie ustawioną poprzeczkę wobec siebie" może wynikać z tego, że ewolucyjnie na to patrząc, zazwyczaj większą uwagę przywiązujemy do zagrożenie i negatywnych impulsów niż tych pozytywnych. Nie znaczy to, że ignorujemy te pozytywne, tyle, że te negatywne mogą być dla nas szkodliwe, dlatego są bardziej istotne dla przeżycia.

      Co do twojego pytania:
      "I teraz pytanie, które mnie tu najbardziej zatrzymało: czy to faktycznie jest aż tak „psychologicznie uwarunkowane”, czy jednak trochę też kulturowe i wyuczone przez porównywanie się do innych?"

      Dla mnie wpływy kulturowe i porównywanie się do innych też są formą psychologicznego uwarunkowania, bo oddziałują na psychikę poprzez proces uczenia się. Pytanie brzmi raczej, jaki jest udział mechanizmów wrodzonych, a jaki nabytych.

      To znaczy, do jakiego stopnia wspomniane wyżej błędy poznawcze mają podłoże ewolucyjne, a do jakiego są one wynikiem wpływu środowiska: doświadczeń, wychowania, norm społecznych i mediów.

      Te uwarunkowania można też podzielić na następujące kategorie:
      - uwarunkowania biologiczne (genetyka, neurobiologia),
      - uwarunkowania psychologiczne (emocje, przekonania, style poznawcze, nawyki),
      - uwarunkowania społeczne i kulturowe (wychowanie, normy społeczne, media).

      Zazwyczaj zachowanie (reakcje) są wynikiem wszystkich tych czynników.

      >Czy można się nauczyć patrzenia na siebie bardziej "neutralnie"?
      Trudno mi odpowiedzieć do jakiego stopnia, ale myślę, że można to trenować, w zależności od potrzeb. Pracuje się nad tym w różnych formach terapii, na przykład CBT.
      Efekty takich treningów zależą od wielu czynników i ale pewne zmiany schematów myślenia można tu osiągnąć.

      Usuń
  4. Co ciekawe ja nie byłam krytykowana, mam nawet wrażenie, że odwrotnie byłam za bardzo chwalona i przegłaskana przez rodziców, dlatego nie radzę sobie kompletnie z porażkami. Ostatnio to się w ogóle czuję jak jedna wielka chodząca porażka.
    Ale z tą wspinaczką (no dobra może w moim przypadku podejściem pod górkę, znów sobie umniejszę, ale jako tako się nie wspinałam ;p) to fakt. Może tu mieć też duże znaczenie prosty czynnik jak nasz stan danego dnia. Jak jesteśmy zmęczeni, to lekka trasa pójdzie gorzej niż trudna, gdy jesteśmy w pełni sił. Samo miejsce też może mniej lub bardziej podejść. Psychika dużo robi, to czy jesteśmy z kimś, jak skupimy się na widokach zamiast na zmęczeniu. No sporo tych czynników może być. Ale trudno być z siebie dumnym, gdy coś poszło za łatwo, a w sumie wtedy najbardziej powinniśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, w kontekście złożonej traumy może dojść do zaniżonego poczucia własnej wartości i przez to niewłaściwej oceny własnej osoby i własnych osiągnięć. Nie znaczy to, że zawsze tak jest, bo to też zależy od wielu czynników.

      Co do bezstresowego wychowania, to jest to z jednej strony dobre, ale zbytnia ochrona przed stresem może prowadzić do zmniejszenie odporności na stres. Kontrola nad emocjami, umiejętność opanowania stresu, nie jest tak wykształcona. Można to ćwiczyć, przeprowadzano tego rodzaju eksperymenty.
      Owocne przezwyciężenie stresu powoduje zwiększenie odporności na niego. Można to stwierdzić także na podstawie badań połączeń nerwowych na poziomie biologicznym.

      Istnieje wiele mechanizmów, które powodują takie, czy nie inne reakcje na stres czy czy (samo-)krytykę.
      Dlatego też wystąpieniu pewnych objawów, na przykład nadmiernej samokrytyki, najczęściej nie jest spowodowane jednym tylko czynnikiem, ale wieloma.

      Ja opisuję to w sporym uproszczeniu, bo temat jest złożony, a chcę jakieś jego kawałki zawrzeć w krótkiej treści.
      W książce napisałem więcej na te tematy, ale też wyrzuciłem sporo, bo bym nigdy nie skończył.

      Chcę się nauczyć komunikować pewne rzeczy, tak, żeby były w miarę zrozumiałe. Na przeszkodzie stoi też to, że nauka ma ograniczoną wiedzę na temat działania mózgu, a ja jeszcze mniejszą :)
      Wiele z tego, to teorie, ale łączą się one w jąkąś wspólną całość :)

      Co do wspinaczki, to tak, koncentracja jest czasami bardzo istotna. Ja to mam przy ćwiczeniach, do których muszę się skupić, na przykład takich na maksymalną siłę.
      To jak w większości sportów, gdzie wymagana jest precyzja ruchu. Koncentracja jest najczęściej niezbędna. Dlatego między innymi sport profesjonalny korzysta z pomocy psychologów, a amatorzy, jak ja, próbują coś tam podpatrzeć.

      Masz rację, człowiek powinien być zadowolony, że w miarę łatwo poszło :)

      Usuń

Prześlij komentarz