Czy jestem swoim mózgiem z przeszłości?
Czy jestem swoim mózgiem z przeszłości?
Jak doświadczenia kształtują mózg i jak możemy wpływać na jego przyszłość.
Czy jestem tym samym człowiekiem, którym byłem kilka lat temu? Odpowiedź wydaje się oczywista – tak. A jednak mój mózg nie jest dokładnie taki sam. Nauczyłem się nowych rzeczy, o innych zapomniałem – to znaczy, zmieniły się połączenia neuronalne, wzorce aktywności i sposób interpretowania świata.
Większość ludzi myśli o swojej psychice: „Jestem, jaki jestem”.
Neurobiologia sugeruje bardziej dynamiczne spojrzenie: „Mój mózg składa się z wielu systemów, które można trenować”.
To jest ogromna zmiana perspektywy.
- „Taki już jestem – zawsze będę się bał”
- „Nie potrafię działać pod presją”
- „Nie mam silnej woli”
- „Nie umiem ufać ludziom” albo „Ludziom nie można zaufać”
Perspektywa neurobiologiczna pozwala zamienić to na:
- „Mój układ nerwowy nauczył się reagować w taki sposób”
- „Ta reakcja miała kiedyś funkcję ochronną”
- „Mogę stopniowo uczyć mózg nowych sposobów działania”
Mój obecny sposób reagowania jest wynikiem tego, czego mój mózg nauczył się wcześniej, ale nie jest ostatecznym opisem tego, kim mogę się stać.
Przez wiele lat wydawało mi się, że przeszkody w mojej głowie są czymś tajemniczym. Neurobiologia pokazała mi, że za wieloma z nich stoją konkretne mechanizmy. To nie oznacza, że można je łatwo kontrolować. Oznacza jednak, że można je poznawać, świadomie angażować różne sieci mózgowe i stopniowo rozwijać umiejętności, które wcześniej wydawały się poza naszym zasięgiem.
Nie oznacza to, że każdy może dowolnie zmienić swoją osobowość ani że wszystkie trudności znikną dzięki samodyscyplinie. Oznacza jednak, że wiele naszych reakcji, nawyków i sposobów radzenia sobie nie jest niezmienną cechą — są one wynikiem działania określonych sieci neuronalnych, które mogą się uczyć i przystosowywać.
Jednym z przykładów takiego systemu jest przednia część środkowej kory zakrętu obręczy (anterior mid cingulate cortex, aMCC). Obszar ten uczestniczy w sytuacjach, gdy musimy pokonać opór, wytrzymać dyskomfort albo kontynuować działanie pomimo braku natychmiastowej nagrody. Jak wtedy, gdy postanowiliśmy chodzić regularnie na spacer, bo wiemy, że nam to dobrze robi, ale akurat dzisiaj nam się nie chce. Łatwo wtedy dochodzi do głosu myśl: „Po co to, i tak to nic nie da”.
Za każdym jednak razem, gdy robimy coś istotnego mimo wewnętrznego „nie chce mi się”, dajemy mózgowi możliwość ćwiczenia mechanizmów odpowiedzialnych za wytrwałość. Wielokrotne powtarzanie takich doświadczeń może z czasem prowadzić do trwałych zmian w sposobie działania tych sieci.
Nie chodzi jednak o ciągłe zmuszanie się do działania ani ignorowanie własnych emocji. Chodzi o stopniowe rozwijanie zdolności do działania także wtedy, gdy pojawia się dyskomfort.
Te nasze małe codzienne wybory są jednym z impulsów, przez które mózg uczy się i zmienia.
- Czy patrzysz czasem na swój umysł nie jako na jedną całość, ale jako na współpracujące ze sobą systemy?
- Czy próbowałeś kiedyś regularnie coś ćwiczyć lub uczyć się czegoś, mimo że Ci się nie chciało? Miało to efekt?
Podobne tematy poruszam również w książce: „Dobre i złe dni. O traumie dla wędrowców”, a także we wpisach na blogu i FB.
The Tenacious Brain: How the Anterior Mid-Cingulate Contributes to Achieving Goals. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC7381101/
From movement to motivation: a proposed framework to understand the antidepressant effect of exercise. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC11222551/

Cześć! Jeśli wyciąga się wnioski i stara się poprawiać swoje działanie, to już dużo. To ciągłe maszerowanie na przód, co w przypadku życia jest dużo lepsze niż sprint, który może szybko dać zadyszkę.
OdpowiedzUsuńTak, jeśli się reflektuje i wyciąga właściwe wnioski, to jest to dobry początek.
UsuńCzasami trudno jednak ocenić własną sytuację, gdy człowiek tkwi w jakimś schemacie poznawczym. Może być wtedy trudno rozpoznać istniejące alternatywy, inne spojrzenie na siebie, bez otwartej komunikacji ze światem na zewnątrz.
Ta może być utrudniona, gdy nie ma się zaufania do innych, co nie jest rzadkim przypadkiem, na przykład wtedy, gdy nie miało się stabilnego opiekuna w dzieciństwie. Wiem to po sobie, może dlatego wspominam o tym tak często, zarówno tutaj, jak i w książce.
Spokojnego weekendu! :)
Trzeba słuchać siebie i obserwować. Ja chyba dość dużo czasu straciłem na tym, że "olewałem" siebie.
UsuńNo tak, problemy z kiedyś mogą ciągnąć się niczym cień...
Miłej soboty (wieczoru) i całej niedzieli 😃
Tak, słuchanie siebie jest ważne. No to fajnie, że zacząłeś to robić :)
UsuńOprócz słuchania siebie (co jest raczej wewnętrznym, subiektywnym procesem), także weryfikacja "danych" z bardziej obiektywnymi źródłami informacji może być istotna, choćby z literaturą, albo przez zapisywanie pewnych rzeczy.
Inaczej, to człowiek może kręcić się w kółko, przekonany, że "wie jak jest". Nie bez powodu istnieje w psychologii pojęcie "confirmation bias", czyli tendencja do szukania takich informacji, które potwierdzają, że ma się rację.
Dlatego mówi się też, że niektóre grupy internetowe, często chodzi o ideologiczne czy religijne, żyją we własnych bańkach przekonań. Media społecznościowe, jak YT, wzmacniają te tendencje, bo algorytmy proponują tego typu tematy, które człowiek często ogląda. I tak kółko się zamyka.
Dzięki, wzajemnie, miłej niedzieli! :)
Ja u siebie widzę trudność w tej kwestii, bo pewne rzeczy ukształtowały się u mnie w okresie dziecięcym/nastoletnim i wiele lat "chodziłam z tym" jako z "ustawieniem domyślnym". Wprawdzie już na początku leczenia psychiatrycznego 20 lat temu dowiedziałam się kilku rzeczy, ale na porządną terapię indywidualną trafiłam dopiero dobrze po 30-stce. Wcześniej próbowałam, ale żaden z tamtych terapeutów nie potrafił mi pomóc, a nawet pogarszał sprawę. Dodatkowo mieszkanie w domu rodzinnym jeszcze mi to wszystko utrwalało...
OdpowiedzUsuńNo i dopiero od niedawna żyję. W lipcu pyknął rok jak mieszkam w nowym miejscu, czasem jest mi ciężko ogarnąć tzw. dorosłe życie, ale myślę że robię jakieś postępy. Staram się więcej edukować i jakoś to idzie. Poprawiła mi się pamięć i koncentracja, z czego też się bardzo cieszę. W sumie to i tak dobrze, bo wielu ludzi faktycznie przyjmuje to wszystko jako "tak już jest" i nie próbują nic zmienić.
Ano, znam z autopsji to, z "ustawieniem domyślnym", w stylu: "świat jest zły", "ludzie są źli, a przynajmniej wielu z nich", "nic nie zmienię", "muszę cierpieć".
UsuńA świat jest jaki jest, czasami własna nadwrażliwość i bezradność wykrzywia spojrzenie.
Tak, hipokamp i inne części mózgu pracują dużo lepiej, regenerują się nawet trochę, jak stres znika.
Myślę, że "tak już jest" pochodzi ze starych przekonań, że mózg jest niezmienny.
To stare podejście: "Człowiek się czegoś nauczył, coś tam ma w genach i od pewnego wieku już nic się nie zmienia, tyle, że obumierają komórki nerwowe."
Współczesne badania wskazują na to, że mózg cały czas ulega zmianom, szczególnie wtedy, gdy ma do tego impulsy. Dlatego tak istotne jest jego trening, konfrontacja z czymś nowym.
Dla mnie mózg nie jest czymś "magicznym", ale jest jak inny organ. Zbliżony działaniem trochę do mięśni. Niektóre pracują całe życie, jak te serca, a inne słabną, jak się ich nie używa, jak choćby biceps czy mięśnie nóg czy pleców.
Jak człowiek tylko siedzi na kanapie i nie zachęca ani mięśni ani mózgu do pracy, to organizm "oszczędza energię" i redukuje zarówno wydajność mięśni, jak i aktywność umysłową (ilość receptorów na synapsach).
Z drugiej strony, nowe impulsy, związane z wysiłkiem, powodują aktywację zarówno mięśni, jak i mózgu (powstają nawet nowe komórki nerwowe w hipokampie). Dlatego tyle mówi się o znaczeniu ćwiczeń fizycznych i umysłowych.
Spokojnego dnia!
Fascinating post. Thank you for sharing, and warm greetings from Montreal, Canada.
OdpowiedzUsuńHi Linda,
UsuńI'm glad, that you liked it!
Are you interested in psychology? Maybe you would like my other posts.
I visited Canada once, it's a beautiful country, splendid nature :)
Greeting back to Montreal, have a nice day! :)
Ćwiczyć coś mimo tego, że mi się nie chciało próbowałam wielokrotnie i różne to przynosiło efekty. Ogółem zwykle jestem uparta i wytrwała. Jednak czasem okazywało się, że pewne rzeczy lepiej było odpuścić albo na zawsze albo na dłuższy zas i do nich wrócić, żeby coś z tego było :).
OdpowiedzUsuńWiadomo, czasami warto coś tam odpuścić, problem w tym, że nierzadko trudno powiedzieć co :)
UsuńChodziło mi też ogólnie o ćwiczenia, zarówno te fizyczne, jak i umysłowe.
Bo przezwyciężanie się do czegoś, to forma treningu, dobra do utrzymania sprawności psychicznej (jak twierdzą badania), co także przyczynia się do lepszego balansu mentalnego.
To niezależnie od jakichś wymiernych korzyści, jak poprawa sprawności fizycznej, czy nauczenie się czegoś nowego, nowej umiejętności albo nowego języka. :)