Racjonalizacja unikania?

Czasami zastanawiam się, jak to jest z nieświadomym unikaniem rzeczy, tych, których się obawiamy. Czy rzeczywiście nie zdajemy sobie sprawy z tego, że mentalnie uciekamy od czegoś?

Podam przykład, z którym spotkałem się okazyjnie w literaturze. Niektóre osoby wybierają dłuższą drogę, wracając do domu, byle tylko nie przejść koło bramy z agresywnym psem. Gdy je zapytać, dlaczego obierają tę dłuższą drogę, to odpowiedzą, że ta im lepiej odpowiada, bo więcej drzew, bo lubią. Jakiś tam powód znajdą. Nie odpowiedzą jednak, że boją się tego psa, dlatego tamtędy chodzą.

– Jak można nie wiedzieć, że się człowiek czegoś obawia? – chodziło mi po głowie kiedyś.

– Wiedzą przecież co robią, podejmują racjonalną decyzję: „idę tą drogą”.

Teraz wiem, że tego typu mniej lub bardziej świadome unikanie jest czymś naturalnym, bo nie analizujemy każdej naszej decyzji. Jak pada deszcz, to zakładam kurtkę przeciwdeszczową, wychodząc z domu. Przejdzie mi pewnie przez głowę: „nie chcę zmoknąć”, ale najczęściej nie skupię się na tej myśli, bo po co. Kurtkę zakładam automatycznie, bez filozofowania. Chcę uniknąć deszczu i tyle. W takiej sytuacji mam do wyboru dwie opcje: założyć kurtkę albo nie. Obieram pierwszą z nich, gdy nie chcę zmoknąć, a nie używam parasola.

Pamiętam czas, gdy trudniej mi było wychodzić z domu, szczególnie w weekend. Bywało, że musiałbym wyjść na zakupy, bo mało było już chleba albo mleka w kuchni. Z tym że to też nie zawsze było argumentem do tego, by opuścić mieszkanie.

– I tak chciałem jeść mniej chleba, ryżu sobie ugotuję – argumentował mój wewnętrzny głos.

– Mam jeszcze resztkę mleka, starczy do kawy – słyszałem w głowie.

Bywało, że ulegałem tym głosom i w niedzielę rano frustrowałem się tym, że nie poszedłem jednak do sklepu.

– Za każdym razem to samo – mówiłem sobie – następnym razem muszę na zakupy. 

Wiele ścieżek w górach



Czy rozważanie tego typu sprzecznych ze sobą decyzji da się je jakoś ogarnąć logiką?

Myślę, że mechanizm ich podejmowania łatwiej zrozumieć, gdy spojrzeć nie na lęki, ale na to, co sprawia nam przyjemność.

Gdy ładna pogoda i można siąść na balkonie, to nasz mózg przeczesuje naszą pamięć w poszukiwaniu tego, w jaki sposób można taki moment uprzyjemnić. „Siedzieć i wpatrywać się w chmury”, będzie jedną opcją, „kawa i lody” – przyjdzie też do głowy. Mało kto pomyśli: „Zrobię zadanie z matematyki”, choć takie osoby też istnieją. Pomysł z kawą i czymś słodkim kojarzy się dobrze, cieszymy się już na samą myśl o tym. To spowoduje zrodzenie się miłego uczucia, co zachęci nas do akcji, więc pewnie za moment delektujemy się tymi przysmakami, o ile były pod ręką.

Spoglądając na mechanizm tego wydarzenia, obserwujemy, że racjonalne myślenie proponuje tu jakąś czynność, a system emocji i nagród wzmacnia myśl o niej, dając nam motywację do jej realizacji.

Podobnie jest z działaniem, które to wywołuje uczucie lęku. Tu też chodzi o myśl o jakiejś aktywności jak wspomniane już wyjście z domu. Z tym że zaczynamy tę myśl odsuwać, ignorować ją, bo wiąże się z nieprzyjemną emocją. Łatwiej jest wtedy wybrać mniej stresującą alternatywę: „zostaję w domu”. Tę odczuwa się jako „lepszą”.

W praktyce chodzi też o to, że praca neuronów, a to w dużej mierze dzięki nim powstają myśli, może być pobudzana, albo hamowana. Przezwyciężenie automatycznej reakcji wymaga zaangażowania procesów neuronalnych związanych między innymi z kontrolą zachowania. Dotyczy to na przykład aktywności neuronowej potrzebnej do pohamowania nadmiernego apetytu na słodkości albo jakieś używki. Jako ciekawostka, semaglutyd (substancja czynna leku Ozempic) może zmieniać aktywność neuronów NPY/AgRP i POMC w podwzgórzu, wpływając w ten sposób na obwody regulujące głód i sytość.

Czy da się coś zrobić, żeby wzmocnić te bardziej dla nas korzystne opcje, to znaczy, mniej uciekać przed czymś? To pod warunkiem, że zdamy sobie z tego sprawę.

Z natury rzeczy da się trenować swój system nerwowy jak wzmacnianie poczucia własnej skuteczności. Do tego można użyć małych kroków, choć istnieją też inne metody. Nie chodzi jednak o to, żeby zawsze wybierać najłatwiejsze warunki, lecz żeby stopniowo zwiększać trudność i uczyć się, że można sobie poradzić również w bardziej stresujących sytuacjach.

Na przykład lęk przed wychodzeniem z domu można obniżyć poprzez odpowiedni trening. Jednym z elementów takiego treningu jest obniżenie stresu związanego z tą działalnością. Dlatego, gdy ktoś obawia się mas ludzkich, albo tłoku na zakupach, może wychodzić o takich porach, gdy mało ludzi na ulicach. Można też wychodzić na krótki spacer, gdy nie powoduje on tak silnych emocji, jak zakupy w przepełnionym sklepie. To tylko parę przykładów takich metod na pracę nad lękami, bo istnieje ich dużo więcej.

Podsumowując: czasami wybieramy jakąś czynność dlatego, że wiąże się z mniejszym dyskomfortem psychicznym niż alternatywa, albo z większą przyjemnością. To nawet wtedy, gdy racjonalne podejście byłoby korzystniejsze, patrząc na to długoterminowo.


– A Ty, czy przyglądasz się czasami swoim myślom i emocjom w czasie podejmowania decyzji?


Link do badania związanego z ozempikiem: 
Time and metabolic state-dependent effects of GLP-1R agonists on NPY/AgRP and POMC neuronal activity in vivo

Komentarze

  1. Hej! Ciekawy wpis, ale nie potrafię zebrać myśli. Jedyne w miarę sensowne skojarzenie które się u mnie pojawiło jest w kwestii wychodzenia do sklepu który mam blisko mieszkania. Nie idę jednak najkrótszą drogą, bo muszę wtedy przejść przez miejsce, gdzie w kosza grają młode osoby. Mam wrażenie że przeszkadzam im, się czuję oddać przez to miejsce no chyba że ich nie ma akurat. Czasem przełamię się i idę, ale potrafię też sporo nadrobić drogi aby uniknąć tego rodzaju spotkania.

    Myślałem o tym. I wciąż podejmuję decyzję każdorazowo jakby "na bieżąco".

    Przyjemnego weekendu życzę i pozdrawiam z mokrej północy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dzięki.

      Wiadomo, czasami myśli biegają jak chcą.

      No właśnie, unika się pewnych sytuacji ze względów emocjonalnych. Ty pewnie nie jesteś pierwszą i ostatnią osobą, która tam przechodzi. To może być dobre poletko eksperymentalne, do obserwacji własnych myśli i emocji. Bo czy naprawdę im jakoś nadzwyczajnie przeszkadzasz? Oni grają tylko.

      Dziękuję, wzajemnie, przyjemnego weekendu.
      Tu też jest deszczowo, na innej północy ;)

      Usuń
    2. No tak, to nie jest ta sama północ jakkolwiek to zabrzmi 😁

      Usuń
    3. Północ północy nierówna ;o)

      Usuń
  2. Chyba najbardziej podstępne w unikaniu jest właśnie to, że człowiek potrafi bardzo logicznie uzasadnić sobie, dlaczego czegoś nie zrobi. Sam nieraz łapię się na tym, że łatwiej znaleźć dobry powód, żeby jeszcze poczekać, niż po prostu przyznać przed sobą, że czegoś się obawiam albo zwyczajnie mi się nie chce. I wtedy granica między rozsądnym odpuszczeniem a uciekaniem od problemu robi się naprawdę cienka. Warto chyba czasem zadać sobie proste pytanie: czy ja naprawdę tego nie chcę, czy tylko szukam powodu, żeby tego nie robić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to logiczne uzasadnianie, dlaczego czegoś nie trzeba robić akurat teraz, może ułatwić unikanie. Szczególnie gdy dojdzie do tego myśl "później to zrobię", albo "jutro".

      Wygrywa wtedy jedna z tych konkurujących myśli: "zrobię teraz" albo "zrobię potem".

      Nie jest to aż tak bardzo różne od tych dwóch postaci, aniołka i diabełka, siedzących każde przy jednym z uszu. Każde z nich coś tam szepcze, przeważnie mając inne pomysły, niż ta druga postać.

      Problemem może być też to, że niektóre z myśli, związane są z takimi emocjami, które wywołują stan "zamrażanie", "freeze". Wtedy człowiekowi dosłownie czuje, że nie ma energii, żeby zabrać się za jakieś zadanie.

      Niektóre myśli związane są z czymś przyjemnym, albo nawet nałogiem, wtedy łatwiej je zrealizować, albo nawet trudniej powstrzymać się od proponowanych przez nie akcji, jak skorzystanie z używki, choćby nawet w formie mediów społecznościowych.

      Ciekawe, na ile to proste pytanie, o którym mówisz, funkcjonuje w praktyce?

      Usuń
  3. Akurat jeśli chodzi o moje lęki jestem bardzo świadoma. Zdarzyło mi się nie wychodzić z domu, czy unikać konkretnego miejsca po prostu bo się bałam. Ciekawe jest takie wmawianie sobie, że inna opcja jest dla nasz lepsza. Może jakbym się kogoś bardzo wstydziła, to wcisnęłabym mu tego typu ściemę, ale sobie raczej bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że "racjonalizacja unikania" zależy trochę od tego, jak się ją zdefiniuje.
      To może być też obieranie jakiejś akcji (albo bezczynności), by uniknąć czegoś nieokreślonego, ale nieprzyjemnego.

      Napisałaś, że czasami racjonalnie nie wychodziłaś z domu, bo opuszczanie go wywoływało u ciebie lęk. Starałaś się uniknąć tej emocji, bo uważałaś, że jest ona zbyt silna albo nieprzyjemna, by warto ryzykować wyjście. Tak sobie zgaduję.

      Pozostaje pytanie, na ile te twoje lęki miały racjonalne podłoże. Czy rzeczywiście zagrażało ci coś na zewnątrz, jakiś pies albo ktoś groźny?
      Można by powiedzieć: obawiałaś się czegoś nieznanego, co wywoływało nieprzyjemne odczucia. Może mówiłaś sobie: "zostanę w domu, bo lepiej się tu czuję, tu nie odczuwam lęku".
      Tak jak ktoś inny mówi: "idę tą drogą, bo lepiej mi się nią idzie", w sensie, taka osoba lepiej się przez to czuje.

      Różnica jest chyba taka, że ty starasz się uniknąć nieprzyjemnych emocji, nie wiedząc, czego się obawiasz, to znaczy, czym konkretnie są te emocje wywoływane,
      gdy ktoś inny nie jest świadom tego, że unika nieprzyjemnych emocji, ale podobnie jak ty, nie wie, czego się obawia.

      Ciekawe, jak ty to widzisz.

      Usuń
    2. Nie mówię, że moje lęki są racjonalne, świadome ale no większość lęków w fobii społecznej racjonalna nie jest. Po prostu nie wmawiałam sobie, że zostaję w domu nie dlatego że się boję ale dlatego że w domu jest fajnie. Zostawałam bo bałam się emocji związanymi z ludźmi. Zwykle było to poczucie wstydu. Owszem czasem przełamuję, bo muszę. Nie jest to zagrożenie życia, ale lęk przed konkretnymi emocjami.

      Usuń
    3. Ano tak. Ja też zazwyczaj unikam świadomie czegoś, ze względu na emocje, których nie lubię odczuwać, albo które mnie blokują.

      Z drugiej strony właśnie obserwuję swoje własne "unikanie".
      Wydaje mi się, że to powiedzonko "manana", czyli "jutro zrobię", albo inne formy prokrastynacji, polegają po części na tym, że człowiek sobie mówi: "jutro to mogę zrobić".

      Akurat wczoraj miałem taką sytuację, że nie miałem na coś ochoty, bo było związane ze stresem.
      Mówiłem sobie "po co to będę teraz robił, zrobię innego dnia" albo "kiedyś".
      Na koniec przezwyciężyłem się.
      Bywało, że zapisywałem sobie na kartce poprzedniego dnia, że coś chcę zrobić, by nie mieć "racjonalnej" wymówki na odkładanie tego.

      Wydaje mi się, że czasami trudno wyłapać takie momenty, gdy wymówka jest dobra.
      Człowiek obawia się czegoś, więc znajduje wymówkę by nie musieć się z tym zmierzyć.

      Usuń
  4. Wlazłem na ten link do badań, ale tam trudne wyrazy i skomplikowane rzeczy. Dobrze, że Twój "język" jest przystępny i czytelny także dla takiego laika jak ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie, to z badań najbardziej interesujący jest początek, gdzie opisują co chcą badać i koniec tekstu, gdzie podają wyniki :)
      Ale cieszy mnie, że mój "język" jest bardziej czytelny :)
      Ja czasami podaję link, żeby ktoś sobie mógł sprawdzić, choć pewnie też to wyjdzie, jak wpisze się jakieś hasło w googlu albo ChatGPT.
      Z tym, że ChatGPT, jak wiadomo, czasami lubi sobie pofantazjować ;)

      Usuń
  5. Zdarza się jeszcze tak, że ktoś się boi iść jakąś drogą, ale nie zna przyczyny tego strachu. Świadomość mu podpowiada jedno, a źródło leży gdzie indziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jakby się wsłuchać we własne myśli i emocje, to jakiś powód się tam wyłapie czasami.
      Ale czasami jest jak napisałeś, świadomość jedno, a źródło gdzieś tam schowane, nierzadko w przeszłości.

      Usuń
  6. Bardzo ciekawa i skłaniająca do refleksji perspektywa. 😊 Szczególnie podoba mi się pokazanie, że nie zawsze jesteśmy świadomi tego, co naprawdę stoi za naszymi decyzjami — czasem „wygodniejsza” droga jest po prostu sposobem na uniknięcie dyskomfortu.

    Myślę, że samo zatrzymanie się i zadanie sobie pytania „dlaczego właściwie to wybieram?” może już sporo zmienić. A podejście małych kroków wydaje mi się bardzo wartościowe — bez walki ze sobą, ale z uważnym oswajaniem tego, co trudne. Dzięki za ten tekst i inspirację do przyjrzenia się własnym wyborom. 🌿

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pozytywny i konstruktywny komentarz :)

      Tak, zatrzymanie się może czasami pomóc, a małe kroki ułatwić zainicjowanie jakiejś zmiany :)
      Duże kroki wydają się czasami trudne do wykonania, ale coś małego może być początkiem czego nowego. To może trochę jak u mrówek, które swoimi drobnymi łapkami potrafią zbudować złożone mrowisko.

      Usuń

Prześlij komentarz