Przekraczanie granic

Dziś chcę powiedzieć o tym, że przekraczanie własnych granic – zarówno mentalnych, związanych z lękiem, jak i fizycznych – może mieć sens. Jest możliwe, choć wymaga zaangażowania i odpowiedniego podejścia. Pokażę to na przykładzie ćwiczenia fizycznego, a potem odniosę do lęku wysokości.

Kiedy warto przekraczać granice?
Jeśli wszystko działa dobrze, człowiek czuje się stabilnie i nie chce nic zmieniać – nie ma potrzeby ich przesuwać.
Inaczej, gdy lęki zaczynają ograniczać codzienne funkcjonowanie i zawężać świat, na przykład utrudniając wyjście z domu. Albo, kiedy stres wywołuje rozmowa po angielsku, gdy zaczęło się pracować w międzynarodowej korporacji.
Podobnie, gdy marzy się górska wędrówka z nowo poznanym partnerem lub partnerką, a tu kondycja nie pozwala.

Czy takie zmiany są realne?
Nauka języka obcego wydaje się możliwa – zrobiły to miliony ludzi. Poprawa kondycji również: można zacząć od spacerów. Przesunięcie granic lęku bywa trudniejsze, ale niektóre fobie – np. lęk wysokości (akrofobia) – można złagodzić poprzez stopniową ekspozycję.

Czy wszystko da się osiągnąć?
Nie wystartuję na olimpiadzie ani nie zagram w Konkursie Chopinowskim, choćbym trenował jak szalony. Z tym że często można zrobić więcej, niż się wydaje – jeśli robi się to świadomie i z planem. 

Mój przykład 
Na zdjęciu widzicie ciężarki, których kiedyś nie byłem w stanie podnieść. 


 

Chciałem wzmocnić palce, bo we wspinaczce ma to znaczenie, a poza tym, jakoś miałem ochotę. Tym bardziej, że ten żółty trójkąt przy ciężarkach, widoczny na zdjęciu wydrukował mi znajomy. Mała rzecz, a jakoś cieszy. Od czego zacząłem?

Zasady, których się trzymałem: 

  • Motywacja – wiedziałem, po co to robię.
  • Plan i taktyka – ustaliłem obciążenie i regularność (2–3 razy w tygodniu).
  • Uważność wykonania – niezbędne było skupienie, inaczej by się nie dało. Potrzebne także, żeby się nie kontuzjować.
  • Regeneracja – siła nie rośnie podczas treningu, ale po nim. Sen i odżywianie są równie ważne, jak samo ćwiczenie. 
  • Nagroda – w tej czy innej formie, czasami po prostu satysfakcja z osiągnięcia celu.

Nie podniosłem tego ciężaru po kilku dniach ani nawet tygodniach. Zaczynałem od mniejszego. 


 

Były momenty postępu, stagnacji i cofnięcia. Ostatecznie się udało – dlatego też pewnie o tym piszę. 😁 Przypominam sobie takie momenty gdy coś mi nie wychodzi. To takie jakby "widzisz, dałeś radę z tamtym, to dasz też radę z czym innym".

Znajoma zwróciła mi dzisiaj uwagę na to, że nie napisałem ile to kilogramów. To 65 kilogramów które unoszę na zdjęciu poniżej, a na pierwszym zdjęciu w tym wpisie jest 75 kg.

 


A jak z granicami mentalnymi?

Fizyczne ograniczenia łatwiej zauważyć i zmierzyć, dlatego używam ich jako przykładu. W przypadku tych mentalnych jest trudniej, nie widać ich tak wyraźnie, ale proces może przebiegać podobnie.

Przykład: lęk wysokości.
Można nad nim pracować poprzez stopniowe przyzwyczajanie – zaczynając od bezpiecznych sytuacji, regularnie zwiększając ekspozycję. Warto: 

  • Mieć motywację.
  • Określić cel (np. wejść na wieżę widokową albo przejść most).
  • Przygotować plan (gdzie trenować, w jakich odstępach czasu).
  • W razie potrzeby skonsultować się ze specjalistą.
  • Zadbać o regenerację, zwłaszcza o sen – to wtedy mózg integruje doświadczenia. 
  • Nagrodzić się za wynik: czasami wystarczy celebrowanie satysfakcji z osiągnięcia celu, czyli wewnętrzna nagroda. Ale też późniejsza radość z górskiej wycieczki.
Podobnie jest z innymi wyzwaniami, mentalnymi czy fizycznymi, nad którymi chce się pracować.  Warto jest mieć jakiś plan i się go trzymać. Wyruszy się w drogę i istnieje szansa, że się coś nowego odkryje, choćby w samym sobie.

Tu podobny temat na moim blogu:
A może co ćwiczyć? Czyli AMCC.

Nie rozwijam tego szerzej, bo to długi temat – więcej opisuję w książce:

„Dobre i złe dni. O traumie dla wędrowców”.

Komentarze

  1. Cześć 😃 Ciekawy temat, ładne zdjęcia z książką na siłowni 👍

    Jakiś czas temu dodałem sobie do tych zasad o których piszesz jeden punkt, dzięki któremu łatwiej mi dotrwać do końca zadania, które sobie akurat narzuciłem. Mam na myśli nagrodę. Czyli po ukończeniu jakiegoś etapu na coś tam sobie pozwalam (ustalam to wcześniej). Po zakończeniu nagroda jest większa.

    Niestety zbyt rzadko planuję aż tak dokładnie konkretne zadanie...

    Przyjemnego weekendu 😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dzięki :)

      Uważam, że książka jest dosyć fotogeniczna ;)

      Co do nagrody, to rozumiem co masz na myśli. Taki jakby medal na zakończenie ;)
      Z tym, że wewnętrzna nagroda jest dla mnie ważniejsza. Przypominam sobie ten moment "sukcesu", gdy mi się udało psim swędem ten ciężar podnieść.
      Niektórzy mówią, że proces jest istotny (neurobiolgocznie), ale to dłuższy temat, może coś kiedyś o tym napiszę.

      Ja nie zaplanowałem tego tak dokładnie, to powstawało trochę z czasem, ale postanowiłem sobie, że będę to robił :) Nauczyłem się paru rzeczy w trakcie.

      Dziękuję, przyjemnego weekendu! :)

      Usuń
    2. Masz rację, dziękuję, brakowało jednak tej "nagrody".
      Lista i tak jest dosyć skąpa, ale nagroda powinna na niej być :)

      Usuń
    3. Satysfakcja wewnętrzna też ok, choć gdy ma się niskie poczucie własnej wartości to ona mało daje, bo się wtedy deprecjonuje. Natomiast dla mnie coś, co mogę sobie sprawić jest tym bardziej namacalnym elementem.

      Usuń
    4. Może to brzmi jak jakiś nadmierny konsumpcjonizm, ale nie mam na myśli kolejnego gadżetu czy tego typu rzeczy.

      Usuń
    5. Z tym nagradzaniem się, to chyba złożony temat.

      Gdy chodzi o motywację do długofalowych zadań, to wiele badań wskazuje na to, że wewnętrzna nagroda, satysfakcja, może lepiej działać, niż zewnętrzna nagroda, jak coś do jedzenia, czy kupienie sobie czegoś. Mówię, o długoterminowej motywacji.
      Mając satysfakcję ze zrobienia czegoś, albo z procesu, ma się zastrzyk dopaminy z tym związany, co ze swojej strony podwyższa poziom motywacji.

      >Satysfakcja wewnętrzna też ok, choć gdy ma się niskie poczucie własnej wartości to ona mało daje, bo się wtedy deprecjonuje.
      Myślę, że szczególnie wtedy, gdy ma się niskie poczucie własnej wartości to człowiekowi to więcej daje, że sam sobie pokazał, że jest w stanie coś osiągnąć.

      To pewnie też zależy od tego, co się ocenia jako "wewnętrzną satysfakcję". Może to być satysfakcja "pokazałem im wszystkim".
      O zewnętrznej mówię, gdy chodzi mi o coś nie związanego z danym zadaniem. Ktoś na przykład może nagradzać się lodami za przebiegnięcie iluś tam kilometrów, czyli aktywność nie jest związana z satysfakcją z nagrody, ale nagroda powoduje zastrzyk dopaminy, bo o ten tu w sumie chodzi.

      Usuń
    6. W sumie przy tym moim szkoleniu mógłbym sobie rozpisać plan działania, ale na razie działam tak jak się uda - czyli trochę spontanicznie 😁

      Usuń
    7. Myślę, że różnie to bywa. Pewnie masz jakiś ogólny plan, w głowie, bo o nim pisałeś.

      Ja trzymam się raczej planu dnia i tygodnia, staram się robić pewne małe rzeczy, które są częścią większego planu.
      Tak robiłem na przykład z pisaniem książki. Siedziałem nad tym regularnie i przyglądałem się, jak zrywam wszystkie terminy, które sobie ustaliłem ;)
      Ale tak na poważnie, to mnie pomaga regularność i na przykład tego z "odważnikiem" nie zapisałem, ale wiedziałem, że "mam to robić" jak jestem na ściance :)
      Zapisuję sobie ile zajmuję się danym tematem, wtedy widzę lepiej, czy nad czymś pracuję, czy nie. Używam do tego mindmap.

      Usuń
    8. Tak, jakiś tam plan mam. No i staram się powoli go realizować. Najlepsza byłaby systematyczność, ale czasem ciężko mi się do tego zebrać 😜

      Nie wiem co to jest minidamp, pewnie coś co pomaga to ogarnąć 👍 Miłego wieczoru!

      Usuń
    9. Mnie też jest często trudno z systematycznością, ale czasami mi się udaje.
      Miłego wieczoru :)

      Usuń
    10. Mind map, mapa myśli, ja używam tej:
      https://docs.freeplane.org/
      Może zrobię kiedyś wpis na temat pomocnych do układania pomysłów (planowania) narzędzi choć wiadomo, każdy lubi coś tam innego.
      Nie wiem, czy istnieje wersja na telefon komórkowy, ale można te "mapy" eksportować w różnych formatach, na przykład jako PDF, ale także kopiować w Worda czy na odwrót.

      Usuń
    11. Dzięki 👍 Zawsze warto zobaczyć jakie są możliwości, lub przynajmniej co kto inny używa 👍

      Usuń
    12. Pewnie. Polecam, choć sam latami nie używałem.
      Z tym, że teraz się dziwię, jak mogłem przeżyć bez tego ;)
      Żartuję, nie uważam, żeby to było niezbędne do życia, ale mnie się przydaje, na przykład ze względu na łatwość przesuwania elementów i na przykład możliwość notowania czasu za jednym kliknięciem.

      Usuń
  2. U mnie mniej więcej tak wyglądał mój rozwój. :) Chociaż nie był to żaden określony plan, a efekty były raz lepsze a raz gorsze - ale ostatecznie moje życie zmieniło się na lepsze.
    Przełom to był chyba 2010 rok, jak zdecydowałam się na studia zamiast zamknięcia się w domu z komputerkiem. Gdyby nie ta decyzja, pewnie byłabym dzisiaj przegrywem życiowym, albo w ogóle bym już nie żyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super!
      Widać po tym, jak Twoja odważna decyzja i wytrwałość poprawiły Ci (albo nawet uratowały) życie! :)

      Myślę, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że można swój byt poprawić, z tym, że często jest to związane z ciężka praca. Praca - to znaczy wytrwałość i nierzadko walka z samym sobą, ze słabościami i złymi nawykami, wpojonymi choćby przez otoczenie w przeszłości.

      Miłego weekendu :)

      Usuń
    2. Powiem Ci, że poznałam wielu schizofreników - i spoko ludzi, i totalnych odklejeńców... ale bez względu na wszystko, ci co walczą to zdecydowana mniejszość. Jakkolwiek w przypadku tak poważnej choroby poważnie degradującej umysł to nie jest tak oczywiste i nie każdy jest w stanie coś zrobić ze sobą i swoim życiem.

      Usuń
    3. Tym bardziej cieszy mnie, że Ty wyszłaś na prostą :)

      Myślę, że to złożony problem, dlaczego ludzie nie walczą, czasami jest pewnie tak, że nie mają siły, nie nauczyli się walczyć, nie widzą szans na zmianę.

      Wiem lepiej jak to jest z traumą. Uważam, że można wiele zmienić, co powtarzam, dlatego, że mnie samemu to pomogło. Mnie pomogło też zrozumienie podstawowych zasad działania lęków i racjonalnego myślenia, dlatego tę wiedzę propaguję.

      Myślę, że powoli wzrasta świadomość społeczna, gdy chodzi o zaburzenia mentalne, tak, jak wzrosła, gdy chodzi na przykład o choroby związane z układem krążenia, cukrzycą czy choćby złamaniami kości. Tyle, że czasami potrzeba lat, żeby coś takiego się zupełnie rozpowszechniło, bo wielu specjalistów operuje według tego, czego się nauczyło kiedyś. Dotyczy to też psychologii.

      Usuń
    4. Schizofrenia nazywa się schizofrenią nie bez powodu - czasem ten rozpad umysłu (metaforyczny i rzeczywisty) jest chyba tak silny, że człowiek niewiele może z tym zrobić i często nawet samoświadomość to problem. Poza tym trzeba też pamiętać, że część schizofreników to ćpuny...
      Ja niby mam bardziej zaburzenia osobowości, a nie typową schizę, więc pewnie dlatego.

      Usuń
    5. Tak, schizofrenia może powodować trudne do pokonania problemy życiowe i prowadzić do dezorganizacji.
      Ty się na temacie schizofrenii znasz na pewno lepiej niż ja.

      Dodam tutaj tylko kawałek tej perspektywy, którą podłapałem z różnych źródeł.
      Myślę, że trudno jest określić co to takiego "samoświadomość", z punktu widzenia mniej lub bardziej naukowego.

      Z tego co wyczytałem (kiedyś) to schizofrenii ma różne objawy, zarówno "pozytywne" w sensie czegoś dodatkowego, jak halucynacja, jak i "negatywne" prowadzące do dezorganizacji życia (albo znieruchomienia). Tak się przynajmniej po angielsku nazywają "positiv" i "negativ", w sensie, że dodają coś i ujmują, nie w sensie dobre i złe.

      Moim zdaniem interesujące jest, że wielu fachowców (psychologia, neuronauki) skłania się do opinii, że nasz umysł nie ma jednolitego obrazu świata, ale cały czas kreuje różne jego warianty. To choćby po to, by przewidzieć możliwe niebezpieczeństwo w przyszłości. Nie znaczy to, że wszystko jest płynne.
      Problem zaczyna się wtedy, gdy te wyobrażenia w znacznym stopniu odbiegają od tego, co jest na zewnątrz. Jak narkotyki to zaburzają, to już inna piłka.
      To tylko kawałek modelu działania umysłu, rzecz jasna.

      Na to pasuje to do Twojego obrazu schizofrenii to nie wiem, jak mówię nie siedzę w temacie.

      Model ten wyjaśnia na przykład, dlaczego odczuwa się stany lękowe, bez wystąpienia realnego niebezpieczeństwa (w dużym uproszczeniu mówiąc). Mózg kreuje jakąś sytuację, ale niewłaściwie ocenia poziom zagrożenia. To na koniec kwestia odchylenia tego obrazu od rzeczywistości.

      Usuń

Prześlij komentarz