Lęk przed upadkiem
Siedziałem na miękkiej macie i spoglądałem na jedną z dróg. Coś mnie dusiło. "Oddychaj głęboko" -- powiedziałem sobie. Tak też zrobiłem. Potem wstałem i opyliłem dłonie kredą. Włączyłem stoper w zegarku -- przyzwyczajenie, a nie potrzeba. Moja głowa wie przez to, że czas na działanie. Pierwszy chwyt był dobry. Dojście do trzeciego w miarę łatwe, choć nie bez wysiłku. Potem ten przedostatni, w kształcie talerza. Trzymałem się jego krawędzi czubkami palców, oparty stopami o ukośny występ ścianki. Ktoś nazwał to miejsce "łamaczem paznokci". Zawahałem się -- długo nie mogłem tak wisieć, więc zaryzykowałem. Pociągnąłem się -- starając się schwycić końcowy uchwyt -"top", znajdujący się nad moją głową. Palce lewej dłoni były już blisko jego górnej krawędzi -- nie dotarły do niej. Widziałem, jak w zwolnionym tempie zaczynają się obsuwać. Odbiłem się stopami od ściany -- by uzyskać lepszą kontrolę w czasie upadku. Lądując -- przewróciłem się na bok -- idąc za siłą...