Lęk przed upadkiem

Siedziałem na miękkiej macie i spoglądałem na jedną z dróg. Coś mnie dusiło. "Oddychaj głęboko" -- powiedziałem sobie. Tak też zrobiłem. Potem wstałem i opyliłem dłonie kredą. Włączyłem stoper w zegarku -- przyzwyczajenie, a nie potrzeba. Moja głowa wie przez to, że czas na działanie. Pierwszy chwyt był dobry. Dojście do trzeciego w miarę łatwe, choć nie bez wysiłku. Potem ten przedostatni, w kształcie talerza. 

Trzymałem się jego krawędzi czubkami palców, oparty stopami o ukośny występ ścianki. Ktoś nazwał to miejsce "łamaczem paznokci". Zawahałem się -- długo nie mogłem tak wisieć, więc zaryzykowałem. Pociągnąłem się -- starając się schwycić końcowy uchwyt -"top", znajdujący się nad moją głową. Palce lewej dłoni były już blisko jego górnej krawędzi -- nie dotarły do niej. Widziałem, jak w zwolnionym tempie zaczynają się obsuwać. Odbiłem się stopami od ściany -- by uzyskać lepszą kontrolę w czasie upadku. Lądując -- przewróciłem się na bok -- idąc za siłą impetu, bo nie spadłem pionowo.

Leżałem chwilę na plecach oddychając ciężko. Wpatrywałem się w miejsce, gdzie brakło mi paru centymetrów do małego sukcesu. Byłem blisko przejścia tej drogi boulderingowej -- albo może mi się tak tylko wydawało.

Próbowałem jeszcze parę razy -- bo tak sobie wcześniej postanowiłem. Z każdą podejściem mniej się dusiłem. Upadki zamieniał się w rutynę. Mimo wszystko uważałem. Nie bez powodu karetka podjeżdża czasami pod halę -- choć nie na sygnale. Znaczy to, że ktoś skręcił kostkę albo coś w tym rodzaju. W zeszłą niedzielę też była -- poproszono mnie nawet, żebym pokazał kierowcy dojazd z drogi. Może załoga była nowa.

Nie zrobiłem tej drogi tego dnia, bo palce robiły się coraz słabsze. Może była za trudna dla mnie. Z tym, że chcę próbować dalej -- wiedząc chyba lepiej, jak ustawić ciało, gdzie i jak chwycić. Może dam radę, zanim jej nie odkręcą i nie ułożą nowej, za jakieś dwa tygodnie. 

Dawno już nie robiłem projektu na ściance. "Robić projekt" -- tak się czasami określa naukę przejścia drogi, która wymaga wielu prób. Nie wiem dlaczego znowu zacząłem. Czy to wpływ wiosny, a może fakt, że mniej uważam na paznokcie?

Czy warto tak ryzykować? Nie wiem. Myślę, że można się przy tym czegoś nauczyć. Choćby tego, że do pewnych stresujących sytuacji można się przyzwyczaić -- ćwicząc je, nawet na granicy komfortu. Wiadomo, nie ma też co zbytnio generalizować.

A tutaj kwiaty bzu przed balkonem -- pachnące miodem w słońcu.


 

Komentarze

  1. Masz pasję i super jest. Z początku myślałem, że to będzie wpis na temat "lęku przed porażką, tudzież upadkiem" Bo ten temat ogólnie jest mi baardzo bliski. Niestety strach się pojawia często. Ja go toleruję, ale nie jestem pewien, czy jest dobry.

    Ja teraz gram w Assassin Creed 2 i tam muszę skakać po budynkach i wychodzić w góre... :D

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie, to lęki często związane są z jakimiś wspomnieniami, bo uczymy się ich, raczej nie biorą się znikąd. Lęk przed porażką też może mieć źródła w dzieciństwie, gdy ktoś człowiekowi wmawiał "nie dasz rady". Ale też odporność może się brać z przeszłości, gdy człek nauczył się, że daje sobie radę. Trzeba sobie to często uświadamiać i pracować nad wzmacnianiem tych pozytywnych schematów myślenia, czy podejścia do świata. Mówię tu o osobach, które mają bardziej negatywne podejście, mniej wiary w siebie. Wtedy praca nad balansem jest przydatna.

      Takie wirtualne skakanie po budynkach też jest pewnie fajne :D

      Usuń
  2. Cześć! Czyli teraz regenerujesz paznokcie, widzę że nie mają u Ciebie lekko 😁

    Jeżeli chce się coś osiągnąć, pewne ryzyko prawie zawsze jest potrzebne. Człowiek wybiera wtedy, czy chce podjąć takie wyzwanie i zaryzykować czy odpuścić. Gdy wybierze to drugie, może to oznaczać postój w tym samym miejscu, a przecież chcielibyśmy iść do przodu? To tak jak z moim awansem w D. Próbując coś osiągnąć trochę ryzykuję - ale nie robiąc nic miałbym doła że nic nie robię właśnie.

    Bzy pachnące miodem - poezja! Ja mam inne zapachy nieopodal mojego mieszkania niestety. I nie jest to miód...

    Powodzenia na ściance, bo wiem że niebawem spróbujesz. No i miłego weekendu 😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, nie regeneruję paznokci, bo zastępstwa się już skończyły :P

      Tak, przekraczanie albo przesuwanie własnych granic związane jest z ryzykiem.
      No, fajnie, że masz w pracy jakiś konkretny cel, ten awans.

      Miło jest z tymi bzami.
      Wspominałeś o tych zapachach, ale też o tym, że nie chcesz ryzykować, że sąsiad poczuje się urażony. Może by mu to dobrze zrobiło, jakaś taka uwaga. Ja miałem takiego kumpla. Moja ówczesna dziewczyna powiedziała mi, żebym mu zwrócił uwagę, że jego koszule pachną tak sobie. Zwróciłem i gościu w sumie mi podziękował, bo powiedział, że mieszka sam i tak jakoś przestał zwracać uwagę na to.

      Dzięki, będę próbował, choćby jako trening, ale drogi wymieniają średnio co 3 tygodnie, a ta już tam jest ponad tydzień.

      Miłego weekendu :)

      Usuń
    2. Ale nigdy nie wiadomo kiedy znów się pojawią zastępstwa, a warto być przygotowanym - paznokcie na pewno to docenią 😃

      No właśnie to był Twój kumpel, czyli zupełnie inaczej niż tu u mnie - to gość którego widuję raz na miesiąc na klatce schodowej i tyle. Nie mam pewności że to on jest winowajcą odoru, zresztą od kilku dni problem się zmniejszył.

      To wewnętrznie mógłbym zastosować do jednego ze współpracowników w D. On też ma średnio pachnące ubranie. Po prostu nie używa pralki i rzadko się myje. Główny manager z nim rozmawiał, ale nie pomogło.

      Dzięki, szykuje się piękna pogoda, zamierzam trochę spacerować, trochę na rowerze, no i uczyć się też muszę...

      Usuń
    3. Możliwe, że jeszcze będę coś tam zastępował, raz na tydzień, ale już nie tam, gdzie bardziej potrzebuję dobrych paznokci, bo grają trudniejsze technicznie utwory, które ich wymagają.

      Zgadzam się, to różnica, czy kumpel, czy ktoś nieznany, jak chce się zwrócić uwagę.
      Ciekawe, dlaczego ktoś rzadko używa pralki. Może nie czai, że ludzie wolą się ustawiać w stosunku do niego pod wiatr, niż z wiatrem?

      To owocnej nauki i słonecznej majówki!

      Usuń

Prześlij komentarz