Jak mózg uczy się odporności na lęk?
Co robić, gdy odczuwamy lęk? Unikać go – o ile się da?
Unikanie – to taktyka, która nie zawsze sprawdza się w praktyce. Po pierwsze to nie da się uniknąć wszystkich sytuacji wywołujących u nas lęk, po drugie nie zawsze ma to sens.
Weźmy prosty przykład: lęk przed osami czy pszczołami. Latem łatwo spotkać je w parku czy kawiarni. Siedzisz spokojnie z lodami i tu nagle jedna z nich przylatuje do kubka. Takie spotkanie najczęściej skończy się dyskomfortem psychicznym – nie jest on jednak na tyle silny, byśmy w ogóle zrezygnowali ze spożywania lodów na wolnym powietrzu.
Najczęściej jesteśmy w stanie kontrolować nasz lęk w takiej sytuacji, to znaczy, odgonimy co najwyżej ręką natrętnego owada. Pokonujemy nasz refleks ucieczki nawet wtedy, gdy robi nam się gorąco i coś sznuruje nam klatkę piersiową. Ktoś inny w takiej sytuacji poderwie się i odbiegnie z krzykiem na bezpieczną odległość – takie przypadki też się zdarzają. Tej osobie nie udało się opanować refleksu unikania. Nie mówię tu o przypadkach, gdy ktoś jest na osy czy pszczoły uczulony.
Siedząc spokojnie, wytrzymując stres związany z lękiem – uczymy się tej reakcji. Nasz umysł doświadcza, że jesteśmy w stanie kontrolować naszą sytuację. Możemy mu w tym aktywnie pomóc, choćby przez spokojny oddech, albo rozważania w stylu: „Ciekawe, czy to ta sama osa, co ostatnim razem”.
Istotny jest tutaj sposób, w jaki reagujemy na lęk w danej sytuacji. Jeśli pozostajemy w sytuacji mimo dyskomfortu, uczymy się czegoś ważnego: że lęk może się pojawić, ale nie musi przejąć kontroli. Pomaga w tym spokojny oddech albo prosta, racjonalna interpretacja, np. „to tylko pszczoła, nic mi nie zrobi”.
Tego typu odporność nie ogranicza się tylko do jednej kategorii wydarzeń. Badania pokazały, że może się ona przenieść na inne obszary życia. Gdy staniemy się bardziej odważni w sytuacji jak ta z osą, istnieje duże prawdopodobieństwo, że także nasze problemy w kontaktach społecznych ulegną poprawie – choć gwarancji na to nie ma. Wtedy na przykład podczas zakupów w sklepie łatwiej będzie nam zapytać o coś ekspedientkę. Tu też może pomóc myśl: „Ekspedientka nic mi nie zrobi, nawet jak ma tak ponurą minę”.
Część neurobiologiczna (uproszczony model)
Badania sugerują, że regulacja lęku wiąże się z interakcją kory przedczołowej (PFC / prefrontal cortex) i układu serotoninowego, w tym jądra szwu grzbietowego (DRN / dorsal raphe nucleus), które moduluje reakcje ciała migdałowatego (amygdala), odpowiedzialnego za wykrywanie zagrożeń.
Chodzi tu o dwukierunkowy obwód regulacyjny:
- kora przedczołowa (PFC) → hamuje DRN (kontrola top-down)
- DRN (jądro szwu grzbietowe) → moduluje PFC (wpływa na kontrolę poznawczą i stabilność emocji)
W efekcie „odczuwany lęk” nie jest prostą reakcją jednego ośrodka, lecz wynikiem dynamicznej regulacji między systemami odpowiedzialnymi za ocenę zagrożenia i kontrolę poznawczą.
Warto jednak podkreślić, że opis ten jest modelem uproszczonym, użytecznym do zrozumienia podstawowych mechanizmów, a nie pełnym odwzorowaniem złożonej dynamiki neuronalnej.
Poniżej link do badań dotyczących tego tematu.
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC10205144/

Cześć! Ciekawy wpis 👍
OdpowiedzUsuńMożna siedzieć "spokojnie" gdy osa sobie lata obok, ale robię tak jedynie gdy muszę 😁 Czyli wtedy, gdy jestem przy ludziach i muszę udawać spokój.
Ostatnio podskoczyłem jak osa przyleciała na mój balkon. Pogoniłem ją wymachując rękami w każdą stronę 🤣
Hej, dzięki!
UsuńWiadomo, to tylko model naukowy, ale wydaje się do pewnego stopnia odwzorowywać pewne mechanizmy.
Gdy siedzisz "spokojnie", to też uczysz się zachować spokój, to znaczy, faktu, że jesteś w stanie wytrzymać to obciążenie psychiczne.
Z perspektywy tego modelu istotne jest, żeby mieć jakiś cel w opanowywaniu emocji i środki do tego.
Zareagowałeś "spokojem", czyli z takim skutkiem, że nie uciekłeś i nic Ci się nie stało. Zrobiłeś to świadomie, bo celem było nieokazanie lęku na zewnątrz (czy coś w tym rodzaju). Nie wiem, jakich technik użyłeś, czy oddychania, czy trzymanie się kurczowo krzesła (czy czegoś), ale z sukcesem pokonałeś jakiś tam lęk. To znaczy, nie uległeś reakcji unikania.
Przy następnym takim spotkaniu z osą w kawiarni Twój umysł będzie wiedział: "jestem z dużym prawdopodobieństwem w stanie przez to przejść". To może pomóc mPFC w dezaktywizacji działania DRN. Aktywne DRN pobudza amygdalę, ta z kolei pobudza DRN i człowiek może się nakręcić. Przynajmniej w uproszczeniu, tak jak to rozumiem.
Nawet jak osę pogonisz, to też jesteś aktywny, w sensie "walki z nią", nie chowasz się przed nią do mieszkania. Wariantem bardziej eksperymentalnym byłoby ćwiczenie własnej reakcji w takim przypadku i obserwowanie wyników. Machanie rękami często pomaga, o ile się jej przypadkowo nie trafi, bo wtedy ona może polecieć gdzieś niekontrolowanie. ;)