Nate The Lawyer i postępy neurochirurgii

W zeszłym tygodniu oglądałem jak zwykle parę rzeczy na YT. Jest wiele kanałów, które mnie interesują, od sportu przez wiadomości, po opowieści młodej baletnicy. To ostatnie może dlatego, że ona ma niesamowitą kontrolę ciała i zmysł równowagi. To znaczy, jak na baletnicę może normalną, ale we mnie zawsze wzbudza podziw, gdy ktoś stoi na jednej nodze i drugą potrafi podnieść nad głowę, z lekkością.

Ale nie o tym dzisiaj -- bo chcę powiedzieć, że w zeszłym tygodniu zobaczyłem, że jest nowe wideo Nata-Prawnika (Nate The Lawyer). To prawnik z USA, taki prawdziwy, który skończył studia, a nie udawany, jak to się może zdarzyć na YT. Oglądam go dosyć regularnie, od paru lat, bo ciekawie opowiada o różnych wydarzeniach z USA, podając przy tym ich prawną interpretację. Jest republikaninem, z tego co rozumiem, ale krytykuje też Trumpa. Opowiada on między innymi o problemach powodowanych korupcją - a że jest ciemnoskóry, to nie posądzają go od razu o rasizm, jak powie coś mało pasującego do poprawności politycznej.

Na tym wideo na jego kanale nie było ani o polityce, ani o jakichś innych sprawach, ale o jego zdrowiu. Zatytułowane jest "Módlcie się za mnie", choć Nate nie jest specjalnie religijny.

Wideo było krótki i dosyć ciemne. On leżał na szpitalnym łóżku i powiedział, że właśnie wykryto u niego nowotwór mózgu i ma być niedługo operowany, w miarę bardzo niedługo.

W pierwszym momencie pomyślałem, że może to jakaś ściema, bo to wiadomo, internet. To by jednak do niego nie pasowało -- przeszło mi przez głowę.

Nate opowiadał, jak to nagle źle się poczuł, ale żona zawiozła go na pogotowie. Tego nie powiedział, ale wiem, że jest ona lekarzem. Teraz ma nowotwór -- mówił Nate -- ale ma nadzieję, że nie złośliwy. Mówiąc to uśmiechał się czasami, bo on zazwyczaj ma dobre poczucie humoru na swoim kanale, jak widać, nawet w szpitalu w takiej sytuacji. Powiedział, że to pewnie coś poważnego, bo nawet starszy doświadczony lekarz -- po tym jak zobaczył skan jego mózgu -- zrobił zatroskaną minę i wysłał go od razu karetką do specjalistycznego szpitala.

Nate powiedział, że jesteśmy wszyscy w podróży, razem z nim, oglądając jego kanał. Dlatego z wahaniem -- ale jednak -- zdecydował się to krótkie wideo opublikować, bo jest to część jego wędrówki. Na koniec zastanawiał się, czy mu włosów nie obetną, bo ma długie, a tu wiadomo, operacja na mózgu.

Tu link do tego krótkiego wideo Nate in hospital.

Jakoś w ten wtorek zobaczyłem, że jest nowe wideo na kanale Neta, tym razem jako nagranie "live" (na żywo). Obejrzenie go zajęło mi parę dni, jakoś nie wiem nawet dlaczego. Z tym, że wiedziałem – po pierwszych komentarzach – bo jakoś od nich zacząłem, że wszystko jest w miarę w porządku.

Dlaczego o tym mówię tutaj. Między innymi dlatego, bo ten blog dotyczy trochę spraw związanych z mózgiem, z wędrówką, z życiem.

Na tym nowym wideo, nagranym "live", czyli na żywo, Nate siedział z paroma przyjaciółmi na kanale i opowiadał o tym, co mu się przydarzyło. Pokazał też skan swojego mózgu. Nowotwór był spory, ale na szczęście na zewnętrznej, bocznej stronie mózgu, (temporal lobe), tak, że dostęp do niego był lepszy, niż gdyby był gdzieś w środku głowy. Mimo wszystko powodował on spory wzrost ciśnienia w mózgu, które powodowało sporo zaburzeń. Jeden z jego przyjaciół, który był z nim w szpitalu, opowiadał, że Nate miał momenty, że nic nie łapał. Nate i jego przyjaciel opowiadali o paru innych objawach, jak kłopoty z pamięcią, czy niemożności wysiłku, jak podniesienie się z łóżka, bo wtedy ciśnienie momentalnie wzrastało w mózgu i Nate dosłownie padał z nóg.

W tym wideo na żywo Nate siedział w towarzystwie tego dobrego kumpla. Był wesoły, opowiadał, że stał się nagle sławny -- a w szpitalu coraz większe szychy zaczęły do niego przychodzić, po tym, jak w mediach społecznościowych na każdą swój krótki post miał ileś tam milionów komentarzy i nawet we wiadomościach zaczęto o nim mówić.

Nate opowiadał, że operacja trwała około 15 godzin, bo nie chcieli uszkodzić żadnych naczyń ani nerwów prowadzącego do przedniej kory mózgowej (PFC). Miał szczęście -- mówił -- bo akurat udało się ściągnąć dobrego neurochirurga, który już chyba poszedł do domu, ale wrócił, czy jakoś tak, jak go poinformowano o przypadku Neta i potem ostro nadzorował operację przez tych paręnaście godzin.

Na koniec ponad godzinnego wideo Nate spoważniał i powiedział, że musi wziąć leki, które zmniejszają ciśnienie w korze mózgowej, bo kurczą pozostałości nowotworu. Gdy tego nie zrobi, to zacznie mu się znowu mieszać w głowie i może zacznie bredzić. Chce tego oszczędzić wszystkim.

Nowotworu nie usunięto do końca – ileś tam procent zostało. Będą to leczyć napromieniowaniem, może chemią – tego Nate nie wiedział.

Pod koniec spotkania Nate powiedział, że życie jest krótkie i warto próbować żyć tak, jak człowiek zamierza. On sam ma wrażenie – powiedział – że czasami za bardzo dawał się wciągnąć w to życie na mediach. Podziękował swoim przyjaciołom i wszystkim za wsparcie.

Myślę, że jeszcze 20 lat temu taka operacja w ogóle nie byłaby możliwa. Boczna część mózgu jest w dużej mierze odpowiedzialna za skojarzenia.

Życzę Netowi wszystkiego dobrego i myślę, że można się sporo nauczyć, obserwując jego pozytywne podejście do tak trudnej sytuacji. On sam powiedział, że nie wiedział, czy tę operację przeżyje. Przyziemne sprawy – jak choinka – kojarzona z radością świąt, a nad nią gwiazdozbiory obrazujące magię kosmosu.


Zazwyczaj nie piszą tu o znanych osobach, dlatego, że są popularne. Nie mam zamiaru tego robić w przyszłości, ale będę czasami informował o tym, co u Nate.

Komentarze

  1. Rak? Trigger. :')

    W sensie, to nie jest żaden zarzut, bo co możesz poradzić, że jestem rąbnięta. :) Tak, z człowieka, który przez większość życia marzył o śmierci, zmieniłam się w człowieka panicznie bojącego się śmiertelnych chorób.
    Terapeutka wytłumaczyła mi, dlaczego tak się stało. To + antydepresanty na lęki zarówno napadowe, jak i wolnopłynące i jakoś żyję i działam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, chodzi Ci o "Trigger warning", czyli ostrzeżenie, że trudne tematy?

      Przykro mi, że mój wpis wywołał dyskomfort.
      Z drugiej strony, to specjalnie dla Ciebie wstawiłem w tytule "nowotwór", Tomek może to potwierdzić, bo pisałem z nim o tym.

      Stwierdziłem, że jak jest to słowo w tytule, to jest to jakieś ostrzeżenie co do tematu.
      To tym bardziej, że operacja się udała i on był na żywo na YT.

      Nie widziałem też ostrzeżeń w artykułach w gazetach, mówiących o przypadku Nate, ale wiem, że niektóre australijskie gazety wrzucają takie ostrzeżenie, gdy pisze się na przykład o nieżyjących osobach, albo pokazuje ich zdjęcie. To dlatego, że niektórzy tamci Aborigeni czasami mają z tym problemy.

      Uważasz, że warto robić takie ostrzeżenie, "trigger warning". Masz może jakąś propozycję, jak by tu tego typu posty oznaczać?

      Ty chyba też masz podobny problem na Twoich wpisach, które też nie zawsze traktują o łatwych tematach.

      Ja to znowu nie lubię czytać o nieprzyjemnych wypadkach, ale jakieś operacje medyczne zupełnie na mnie nie robią wrażenie. Każdy coś tam ma.

      Spokojnego weekendu :)

      Usuń
    2. W sensie, że słowo "rak" wywołuje u mnie trigger. :) Ale ty masz święte prawo o tym nie wiedzieć, zresztą nie jestem na tyle odklejona, żebym uważała, że cały świat - w tym autorzy blogów - muszą dostosować się mnie. Więc spokojnie. ;)

      Usuń
    3. Ok, wyrzuciłem to słowo z tytułu, bo tylko dla Ciebie je tam wstawiłem, mnie się osobiście jakoś tam nie podobało. Nie będzie Cię drażniło, bo mam nadzieję, że czasami jeszcze zajrzysz. :) Wiadomo, tytuły znikają z pierwszej strony dopiero po iluś tam wpisach.

      We wpisie nie wstawiłem żadnego "trigger warning", jak ktoś będzie narzekał, to wstawię.
      Ty już jesteś "ostrzeżona" :)

      Wiem, jak to jest, z tymi triggerami, nie ma co szaleć, ale jak mnie to nic nie kosztuje i też mnie drażni w tytule, to po co ma tam być.

      Usuń
    4. Nie przejmuj się tym jakoś specjalnie, serio. Napisałam swoje przemyślenia i tyle. :) Może i jestem jebnięta, ale nie jestem takim płateczkiem śniegu, żeby każdy autor każdego bloga musiał ustawiać sobie słowa specjalnie pode mnie. ;)

      Usuń
  2. Cześć. Z tego wpisu nawet nie oglądając wideo można się dowiedzieć, jak kto reaguje w jednej z najtrudniejszych sytuacji życiowych. Bo co można zrobić stając przed możliwością śmierci? Mimo posiadania dużej ilości pieniędzy czy innej władzy jak znajomości nie ma się wpływu na dalszy bieg zdarzeń. Jest się uzależnionym od losu.

    Niewiedza tego co się stanie w wyniku operacji, zrównuje każdego nas do tego samego (bardzo podobnego) poziomu.

    Tu można się nauczyć, że Nate potrafił zachować pogodę ducha i nie załamał się, nie wpadł w depresyjny dół który ogarniałby i determinował jego całego. Albo i jego bliskich. To pokazuje także jak ważne jest, aby był ktoś obok. Przyjaciel, czy bardzo dobry znajomy który w takich chwilach nie zawiedzie, tylko poda pomocną dłoń. To bardzo trudne dla obu stron, bo dotyka najbardziej wewnętrznej strefy istnienia, strachu przed końcem i wielu obaw. Wymaga odwagi i odpowiedzialności. Zrozumienia i myślenia.

    Niektórzy w jakiś tam sposób przygotowują się do odejścia, ale gdy w jednym momencie dowiadujemy się o takim czymś trudno się przygotować. Tym bardziej dobrze, że jego wędrówkę mogą zobaczyć i niejako przeżyć inni, bo może to dać wiarę i siłę, aby stać się lepszymi dla siebie samych i nie tylko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, on sam wspominał, że bez pomocy żony, to by już nie żył, a pomoc przyjaciół bardzo dużo mu dała.

      Co do podejścia do śmierci, to myślę, że jest to trochę kulturalnie uzależnione. W społeczeństwie azjatyckim, na przykład u Japończyków, śmierć zadana samemu sobie może być czymś honorowym. Wiadomo, nikt nie lubi umierać.
      Ale także w kulturze zachodniej, europejskiej, ludzie idą na ryzyko, wspinając się na przykład na wysokie góry (K2, Mount Everest), gdzie przeżywalność jest różna.
      Na K2 możliwość zginięcia leży przy około 20-30%, choć nie sprawdzałem ostatnich statystyk.

      Alex Honnold, który czasami wspina się bez ubezpieczenia, liczy się z tym, że coś może się wydarzyć, ale stara się to ryzyko minimować.

      To oczywiście trudne tematy i są też różne podejścia do nich.

      Zgadzam się, że co innego, jak człowiek się jakoś tam przygotowuje, nastawia, a co innego, jak taka wieść nadejdzie niespodziewanie.

      Mimo wszystko, spokojnego weekendu życzę :)

      Usuń

Prześlij komentarz