Gdy ciało reaguje szybciej niż myśl

🌟 Życzę Wam wszystkim dużo zdrowia i pogodnych dni w Nowym Roku — oraz udanych wędrówek, zarówno tych geograficznych, jak i w świecie myśli oraz emocji 😊


Może to nie jest szczególnie radosny wpis jak na Nowy Rok, ale niesie za sobą ważną myśl: nad swoimi emocjami i problemami mentalnymi można pracować — i realnie poprawiać swój stan psychiczny.
 
  • Dla niektórych osób sama świadomość, że ktoś inny zmaga się z podobnymi trudnościami, może być źródłem motywacji do pracy nad sobą. Nawet małe kroki mają znaczenie — wiem to z własnego doświadczenia.
  • Nowy Rok może stać się jednym z kamieni milowych na drodze ku zmianie.
 
Poniżej wycinek z mojego życia.
 
W poniedziałek rano miałem jakiś taki sobie humor. Potem otrzymałem wiadomość głosową — od Rudej. Nie lubię wiadomości głosowych, bo albo trzeba być w spokojnym miejscu, żeby ich odsłuchać, albo muszę to zrobić parę razy, żeby wszystkie szczegóły wyłapać, szczególnie gdy jestem w stresie. Do tego po jakimś czasie nie wiadomo już, w której wiadomości była jaka informacja.

Ruda mieszka w lokalu, za który jestem odpowiedzialny. Dlatego najczęściej, gdy przychodzi od niej wiadomość, chodzi o jakiś problem. Dla mnie to stres — myślę, że pogłębiony przez moje cPTSD.

I rzeczywiście, tym razem znów coś było nie tak. Na ścianie pojawił się grzyb. Nie po raz pierwszy. W zeszłym grudniu też był. Jakby o tej porze roku przypominało jej się, że trzeba mnie o tym poinformować — albo jakby sam grzyb miał taki zimowo-mokry nastrój i wtedy wychodził, szukając towarzystwa ludzi. Pokazuje się na ścianie, machając swoimi ciemnymi mackami, a tu nikt go nie rozumie.

W zeszłym roku okazało się, że w dachu była dziura — brakowało dachówki, więc woda lała się, jak chciała. Dach załatano, kawałek ściany odnowiono i przez kilka miesięcy był spokój. To znaczy — dla mnie aż do tego poniedziałku.

W chwili, gdy zobaczyłem zdjęcie grzyba, przez moje ciało przeszła jakaś dziwna fala. Trwało to ułamek sekundy, ale wystarczyło, żebym poczuł jej skutki. Coś ścisnęło mi klatkę piersiową, jakby jakaś pięść wbiła się w żołądek. O skupieniu się na czymkolwiek nie było mowy. Wstałem od biurka i podszedłem do okna.

„Może by się tak zabić” — przeszło mi przez głowę, gdy patrzyłem przez firankę na ulicę.

„Interesujące” — odezwał się inny głos. — „Tak cię to stresuje, że pojawia się myśl o samobójstwie. Ciekawe dlaczego.”

Wiedziałem dlaczego. To wyuczony odruch, jeden z refleksów. Gdy pojawia się problem, można od niego uciec — bo jeśli się zabiję, problem przestanie istnieć. Rozwiązanie proste, choć mało konstruktywne.

Kiedyś próbowałbym uciekać od myśli o grzybie. Ostatnio jednak mam inne podejście — staram się przechodzić do działania. Tak było już w zeszłym roku. Umówiłem się wtedy na oględziny, przygotowałem narzędzia. Teraz też jestem lepiej wyposażony: mam higrometr do ścian, robię zdjęcia, szkice, notatki.

Tej nocy spałem słabo, ale rano pojechałem rowerem do mieszkania Rudej. W drodze było poniżej zera, więc rześkie powietrze starło mi z twarzy resztki snu. Pomierzyłem, pooglądałem dach, porobiłem zdjęcia. Następnym krokiem będzie uporządkowanie materiału i zgłoszenie sprawy do zarządu mieszkań. Kupię też termometr laserowy, żeby łatwiej ustalić, gdzie leży problem. Zaczynam bawić się w detektywa — bo wiem, że jeśli nie będę miał nic konkretnego w ręku, osoby odpowiedzialne za dach łatwo mnie zbyją.

Dopiero potem wróciłem myślami do wywiadu, który oglądałem wcześniej — rozmowy Andrew Hubermana z Davidem Choe. W zasadzie to bardziej monolog artysty niż klasyczny wywiad. Choe opowiada o swoim życiu, płacze, śmieje się. Huberman prawie nie przerywa, jakby nie chciał naruszyć tej narracji. Uważam ten materiał za interesujący — być może wrócę do niego jeszcze, gdy obejrzę całość, bo pozostała mi końcówka.
Tu opis tego wywiadu na Hubermanlab (po angielsku), z linkiem do niego na YT : Hubermanlab-David Choe.

Wywiad nosi tytuł „Transform Pain & Trauma Into Creative Expression” („Zmień ból i traumę w kreatywną ekspresję”). Choe opowiada, że udaje mu się przekształcać trudne emocje w sztukę. Mówi też o wstydzie, który odczuwał, gdy jego prace były odrzucane — a zdarzało się to często. Paradoksalnie właśnie wtedy budziła się w nim nowa energia. „Ja wam pokażę” — mówił sobie — i zamieniał się w pracoholika.

Choe również ma PTSD, a do tego zmaga się z uzależnieniem od hazardu, które stara się trzymać pod kontrolą – czasami używając do tego siły fizycznej przyjaciół.

U mnie wygląda to mniej artystycznie, ale w obliczu problemu z grzybem również przechodzę w tryb działania. Muszę przełączyć kilka kontaktów neuronowych w głowie, wjechać na inne tory myślenia, włączyć inny schemat. Zamiast odrętwienia pojawia się pytanie: „jaki termometr kupić?”. To pozwala mi wyjść z paraliżu.

Choe opowiadał, że rano zakładał hełm „wielkiego artysty”, który pomagał mu wydostać się z marazmu myśli o własnej nieudolności.

Na koniec chodzi właśnie o włączenie odpowiedniego schematu myślenia i odczuwania — bo te dwie rzeczy są ze sobą powiązane. Na tym między innymi polega terapia schematów, ale to już temat na inną okazję.

No i rozpisałem się dzisiaj trochę, w ostatni dzień roku. 

A tu grzyby w parku, bardziej sympatyczne moim zdaniem, niż te na ścianie mieszkania. Są żółte, tak jakby latem nazbierały energii słonecznej na zimę.


Nowy Rok 2026 i grzyby

Komentarze

  1. Kiedyś też miałem firanki, ale to jednak słabe jest. Ogranicza ilość światła, brudzi się i ogólnie - mało dla mnie potrzebne, więc się pozbyłem. Karnisze też. Ale przy okazji będę musiał pozbyć się tych dziur w ścianie...ale nie spieszy mi się. Pewnie by ktoś powiedział że to strasznie wygląda, ale co to kogo obchodzi?

    Są jakieś tam preparaty (Laboratorium Pani Domu) na pleśń, nie stosowałem ale niby dobre opinie mają bo czytałem kiedyś.

    Dzięki, udane wędrówki i pogodne dni to już całkiem dużo dobrego 😃 Przyjemnego wieczoru, oraz pomyślności w Nowym Roku 👍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to mam domy ze wszystkich stron, więc mam w niektórych oknach.

      Dzięki. Rudy używa różnych preparatów. One działają, ale nie wtedy, jak woda skądś tam leci. Muszę zbadać, o co tam chodzi, co nie jest taki proste.

      Dziękuję, wzajemnie. Twoje wędrówki fajnie dokumentujesz, jak to Turkusowe Wzgórze :)
      Przyjemnego wieczoru i pomyślnego Nowego Roku!

      Usuń
  2. Mnie się udało przekształcić trudne emocje w sztukę - problemem było tylko to, że nikogo to nie interesowało. :) Ale potem zrozumiałam, że to tylko moja trauma z dzieciństwa (odrzucenie). Niedługo napiszę o tym więcej.

    Mój facet niestety tak ma, że zamiera w każdej trudnej sytuacji. Ja już jakiś czas temu przestawiłam się w tryb szukania rozwiązań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, tak to jest ze sztuką. Różnie to bywa, czy ktoś się zainteresuje. Wiadomo, człowiek się cieszy, jak ktoś inny jest w stanie to docenić, może też dlatego, że jest to też jakaś forma komunikacji. Nie mówiąc o tym, że czyjeś uznanie też jest ważne.

      Chyba najważniejsze, że kreatywność artystyczna Tobie ona pomaga.

      Ja też mam tendencję do zamierania, czy złoszczenia się, albo jedno i drugie. Z tego nie zawsze wynikała akcja. Teraz jak wpadam w taki stan, to staram się "przełączyć". Myślę, że to kwestia treningu. Nie twierdzę, że jest to teraz super łatwe dla mnie, ale jest możliwe i pracuję dalej nad tym. To jak z wieloma rzeczami, trzeba trenować, wtedy są efekty.

      Z tym że do zmian przydatna jest też świadomość problemu i możliwości rozwiązań. U każdego może być trochę inna. Dlatego piszę na te tematy, nie oferując konkretnych "rozwiązań", proponując tylko jakieś tam metody. Każdy ma jakąś tam swoją drogę, choć istnieją podobieństwa.
      Mnie zrozumienie działania umysłu pomaga, bo dodaje motywacji i ułatwia poszukiwanie właściwej ścieżki :) Czasami też zabłądzę, ale, tak to jest w życiu :)

      Usuń
    2. W ogóle doszłam ostatnio w Twojej książce do rozdziału o myślach samobójczych, i u mnie było identycznie. Też czasem tak mam, że "po co żyć", a potem sobie uświadamiam, że to tylko stary schemat - i mam po co żyć. :)
      Pozdro w nowym roku.

      Usuń
    3. Ano, fajnie, że znajdujesz tam coś swojego :)

      Tak, jak tak mam jak jestem w dołku, choć raczej nie mam już myśli samobójczych. Włącza się jakiś schemat myślenia i muszę użyć siły woli i nawyków, by z niego wyjść. Pozytywne jest to, że ta metoda funkcjonuje :) W psychoterapii schematów jest to schemat "przeszłości".
      Dla mnie to fajne, bo wyobrażam sobie trochę, jak różne połączenia nerwowe konkurują ze sobą o aktywność. Niektóre trzeba przyblokować innym dodać energii.

      Wiadomo, jak człowiek jest w dołku, to czuje się w dołku, ale u mnie wyskakują już te inne myśli, jak u Ciebie -- "mam po co żyć" albo "nie jest tak źle" :)
      Z jednej strony nie jest to przyjemne, ale z drugiej strony trochę fascynujące.

      Jak już jesteśmy przy sztuce w tym wpisie, to ciekawe jak Ty to przedstawiasz na rysunkach, te sprzeczności?

      Dzięki, pozdro w nowym roku :)

      Usuń
    4. Nie wiem jak miałabym to opisać, ale jak chcesz pooglądać moje rysunki, to w moim profilu znajdują się stosowne linki. :)

      Usuń
    5. Ciekawiło mnie właśnie pokazanie tej wewnętrznej walki za pomocą rysunków.
      Myślę, że słowami łatwiej pewne rzeczy opisać, choć z drugiej strony obraz mówi więcej niż 1000 słów, czy jak to było.
      Twoje rysunki widziałem już wcześniej, dlatego też pytam o to, jak Ty to widzisz.

      Usuń
    6. W ogóle to zapomniałam pochwalić grzybki na zdjęciu. :) Więc: ładne zdjęcie i faktycznie leśne grzybki są dużo lepsze od tych domowych na ścianach...

      Usuń
    7. Dzięki! :)
      No, nie wiem, czy nie dało by się ich zjeść, bo 24 godzinach gotowania ;)
      Wiem, że niektóre się da, bo to było na kursie o grzybach i lesie, ale już zapomniałem które.
      Duuużo lepsze od tych na ścianach :)

      Usuń
  3. Powiem Ci tak... Uciekanie od problemów = śmierć? One i tak nas złapią. A czasem się ukrywają pod postacią "głupich problemów". Jak masz głupi problem, to sobie myślisz, a po co ja się tym mam zajmować? Ale to nieprawda. Trzeba się tym zająć, bo rozwiązanie każdego czyni nas większymi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, trzeba się tym zająć.

      Na tym jednak polega kłopot z niektórymi wyuczonymi reakcjami -- nie zawsze są konstruktywne.
      Jeżeli powstaje problem, to ucieka się: czy to w alkohol lub inny narkotyk, czy w myśli o śmierci albo hazard. Możliwości jest wiele. Byle mniej czuć, co się czuje.

      Wiadomo, że topienie problemów w alkoholu mało co przynosi, bo te umieją pływać, ale wiele osób używa tej techniki, bezskutecznie, patrząc na statystyki i niektóre postacie w parkach.

      Na tym też polegają różne formy terapii, żeby złe nawyki myślenia czy reakcji emocjonalnej wyprostować, nauczyć się nowych, takich, które pomagają iść do przodu, jak mówisz, czynią nas większymi.

      Te złe nawyki powstały często w dzieciństwie, gdy mieliśmy mniejszą kontrolę nad własnym życiem: Teraz w dorosłości możemy próbować je świadomie przekształcić, na bardziej pozytywne.

      Usuń
  4. Wstyd, frustracja, mentalny dół który ogarnia całego człowieka. Wydaje mi się, że ludzie którzy mają ambicję przejmują się krytyką i takim odrzuceniem prac. Można się poddać lub walczyć. Ja staram się nie podejmować pochopnych decyzji, dać sobie czas na wyciszenie emocji i przemyśleć sprawę za 2-3 godziny na przykład. Tak, żeby wyciągnąć z sytuacji jak najwięcej nauki dla siebie i w miarę możliwości nie żałować podjętych działań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, odrzucenie własnych prac -- w tej czy innej formie -- jest jak odrzucenie części tego, co człowiek sam sobą reprezentuje.

      Zgodzę się z tym, co David Choe mówi, że odrzucenie należy do życia artysty.
      Dotyczy to też osiągania postawionych sobie celów. Artysta chce, by jego prace osiągały jakieś grono, by został zrozumiany albo doceniony. Na przykładzie D.Choe, F.Kafki czy Van Gogha widać, że nie zawsze to prosta droga.

      Nie inaczej jest w sporcie -- na przykład we wspinaczce. Tu człowiek uczy się dosłownie na błędach. Profesjonaliści próbuję czasami dniami, tygodniami, czy nawet latami zrobić jakąś trudną drogę. Jedna z najtrudniejszych dróg wspinaczkowych na świecie to "Silence" w Norwegii. Jak na razie tylko jedna osoba ją przeszła, choć wiele teraz próbuje.
      Może to dobry temat na jakiś wpis ;)

      Tak, najlepiej nie reagować emocjonalnie na krytykę, szczególnie gdy jest ona mało konstruktywna, to znaczy, nie wskazuje na konkretne błędy i metody poprawy, ale jest ogólna i nic nie mówiąca, w stylu "to jest do niczego".

      Spokojnej niedzieli życzę :)

      Usuń

Prześlij komentarz