Zimowe opony

Śnieg leżał na ulicach, także na drogach rowerowych. Ograniczało to moje ruchy -- nie miałem ochoty wywalić się na nos. Pod tym śniegiem chował się czasami lód. Poza tym, to zimno było.

Kupiłem za to bilet miesięczny -- to już drugi miesiąc. To dlatego, że muszę jeździć na drugi koniec miasta. Nawet latem byłoby to daleko rowerem.

Włóczyłem się trochę po ortopedach, z kumplem, który ma kłopoty z kolanem i nie do końca mówi perfekcyjnie po tutejszemu, bo jest z innego kontynentu. On narzeka, że mało kto mu pomaga -- ma na myśli kumpli ze sportu. To od kiedy nie chodzi na sport -- no bo to kolano. 

Ogólnie to obserwuję zachowanie ludzi, zarówno własne, jak i jego. Pomagałem mu, co czasami zajmowało mi parę godzin z rana, a on jakby z lekkimi oporami zapraszał mnie potem na kawę i jakiegoś rogalika. W sumie, to sam się chyba wpraszałem, bo uważałem, że mi się należało. A może mi się tylko tak wydawało. Muszę go zapytać, jak to jest na jego kontynencie.

Dzisiaj przejechałem się wreszcie na rowerze, bo miałem coś do zrobienia z 15 minut od domu. Wracałem przez park. Ten był zupełnie biały i ziemia oblodzona, choć śnieg powoli zaczynał topnieć. Nie bałem się, że się wywalę, bo przemogłem lenistwo i parę dni temu założyłem na przednie koło oponę zimową -- tą z kolcami.

Opona z kolcami


Wystarczy mieć taką na przednim kole -- wtedy rzadziej wpadnie ono w poślizg. Zmniejsza to szansę, że polecę na twarz. Z tylnym kołem nie mam takich problemów, czasami pochybocze nim trochę i tyle -- co najwyżej się cieplej zrobi z wrażenia.

Były czasy, że miałem kolce na oponach samochodowych, ale to był kraj północny, gdzie renifery z dzwoneczkami biegały po lesie. Gwiazdy wisiały tam na wyciągnięcie dłoni, ale nigdy nie udało mi się ich dotknąć.


Komentarze