Różne stany umysłu

Czy zdarzyło Ci się obudzić rano i mieć wrażenie, że wszystko jest bez sensu. Czujesz się zmęczony i najchętniej schowałbyś głowę pod kołdrę, by przespać cały dzień.

Kilka godzin później albo już nawet po pierwszej kawie, ten sam świat wygląda zupełnie inaczej. Problemy nie zniknęły, ale przestały wydawać się tak przytłaczające.

Co się zmieniło? To nie świat zmienił się w ciągu kilku godzin, ale coś w aktywności mózgu, który ten świat interpretuje. Prawdopodobnie zmienił się sposób, w jaki Twój mózg przetwarza informacje i interpretuje rzeczywistość. Co mam na myśli, łatwiej pokazać na prostym przykładzie.

Podczas jazdy na rowerze nie działa tylko jeden obszar mózgu. Współpracują ze sobą układy odpowiedzialne za ruch, równowagę, uwagę, przetwarzanie bodźców wzrokowych, planowanie i podejmowanie decyzji. Razem tworzą określony wzorzec aktywności pozwalający bezpiecznie dotrzeć do celu.

Wyobraźmy sobie dwie osoby jadące tą samą trasą rowerową.

Pierwsza jest wypoczęta i w dobrym nastroju. Zauważa krajobrazy, czerpie przyjemność z jazdy, niewielkie utrudnienia traktuje jako normalną część podróży.

Druga jest przemęczona, zestresowana i rozdrażniona. Skupia uwagę głównie na zagrożeniach, przeszkadzają jej inni uczestnicy ruchu, a każdy problem wydaje się większy niż w rzeczywistości.

Trasa jest ta sama. Rower jest ten sam. Jednak aktywne są różne wzorce przetwarzania informacji. To może być ta sama osoba w różne dni.

Podobnie jest ze stanami umysłu. Gdy jesteśmy spokojni, zmotywowani i pełni energii, również aktywowany jest określony wzorzec współpracy wielu obszarów mózgu. Gdy odczuwamy zniechęcenie, lęk lub przygnębienie, aktywowany może być inny wzorzec.

Różne stany umysłu można traktować jako różne konfiguracje współpracujących sieci neuronalnych.

Zmiana stanu umysłu, jak w przykładzie z porannym nastrojem, może być więc rozumiana jako przejście od jednego wzorca aktywności mózgu do innego. Chodzi tu o konkretne połączenia neuronowe, jak tory kolejowy, po których wędrują impulsy nerwowe.

Schematyczna ilustracja mająca pomóc w wyobrażeniu sobie wzorców aktywności (z użyciem AI). 



To, co odbieramy jako różne „wersje siebie”, może być skutkiem aktywacji różnych sieci neuronalnych i różnych wzorców przetwarzania informacji.

Możemy pracować nad tym, jak przechodzić z jednego stanu do drugiego. Nie jest to trywialne, ale już sama refleksja nad istnieniem tych stanów i możliwością ich zmiany może być pomocna. 
Następnym razem, gdy wszystko będzie wydawało się bez sensu, warto zadać sobie pytanie: 

  • Czy naprawdę zmienił się świat?
  • A może zmieniło się tylko to, z jakiego „trybu” go w tym momencie obserwuję?


Jakie są Twoje doświadczenia z różnymi stanami umysłu?


Dla uproszczenia pomijam w powyższych rozważaniach wpływ poziomu różnych substancji chemicznych w mózgu: jak serotoniny, dopaminy, kortyzolu i wielu innych. 

O tych i podobnych zjawiskach piszę szerzej w mojej książce (link na marginesie).

Komentarze

  1. Cześć! Dobre porównanie pokazujące, że to samo można wiedzieć na różne sposoby, choć teoretycznie i praktycznie wygląda to identycznie.

    Ja nie przypominam sobie takiego stanu, co najwyżej taki że nie chce mi się iść do roboty, ale to wynikało głównie z lenistwa i niechęci wychodzenia z domu.

    Natomiast sam po sobie widzę, że słuchając tej samej listy utworów czasem muzyka wpływa na mnie bardziej dołująco, a czasem nie. I wiem, że to zależy od tego jakie mam nastawienie do rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, słucha się przeważnie tej muzyki, która utrzymuje dany nastrój. Co innego, jak chce się świadomie zmienić nastrój.
      Dotyczy to także akceptacji albo odrzucania informacji. Te, które pasują do poglądów, te akceptuje się chętniej, mniej pasujące chętniej odrzuca. To znany w psychologii efekt.

      Ciekawe, do jakiego stopnia odczuwasz różne "stany umysłu", czy jesteś ich świadom.
      Na Twoim blogu wspominałeś czasami, że potrafisz zmienić perspektywę na to, co dzieje się w pracy, to znaczy, zdystansować się. To oznacza, że aktywujesz inne wzorce myślenia w danym momencie.

      Ogólnie mówiąc, to wszystkie nasze przekonania są pewnymi "wzorcami myślenia", bo nie wymyślamy naszych przekonań i opinii za każdym razem, ale przywołujemy je z pamięci.
      Myślę, że trudno jest czasami uświadomić sobie, że podobnie jest z emocjami.
      Nasz umysł "aktywuje" pewną emocję, w zależności od sytuacji.
      To trochę jak z palaczem. Jego umysł aktywuje "motywację do palenia".
      Naturalna "niechęć" umysłu do zmiany opinii powoduje, że trudno jest wyjść z pewnego wzorca myślenia, zmienić poglądy.
      Najczęściej widzi się to u innych. Wyobraź sobie, że Twój szef ma zmienić zdanie na coś.
      Z tego, co pisałeś na blogu, wydaje się to prawie niemożliwe.

      Usuń
  2. U mnie z kolei jest tak, że nigdy nie budzę się w kiepskim nastroju, w sensie, nie że otwieram oczy i mam ochotę się zakopać pod kocem i tak leżeć cały dzień - to przychodzi dopiero po chwili. Rano przed wypiciem kawy mam moje standardowe obowiązki: karmienie kotów i sprzątanie kuwet i czasem negatywna energia przypływa do mnie chwilę później. Czasem bez powodu, czasem kiedy widzę chlew w jakimś miejscu, którego nie daliśmy rady posprzątać wcześniej... Nigdy nie mieszkałam w tak dużym domu i utrzymanie tego wszystkiego w ładzie przerasta mnie i mojego partnera też (zwłaszcza, że mamy mało mebli itp.). To jest częstym powodem mojego złego nastroju.

    Dzisiaj też miałam wieczór pt. "wszystko się sprzysięgło", kilka pechowych zdarzeń i ukoronowaniem tego był talerz, który pękł mi w mikrofalówce... No i tak jakoś przypomniał mi się cytat, że nasze życie składa się w 10% z tego, co nam się przydarza, a w 90% z tego jak na to reagujemy. Shit happens, mamy jeszcze kilka zapasowych talerzy z tego zestawu.
    Wolałam dzisiaj myśleć o tym, że mój facet zrobił wspaniały obiad i snuć optymistyczne plany na jutro. Oraz cieszyć się, że niedługo będziemy mieć zrobiony ogród.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, inaczej niż u mnie, z tymi nastrojami.
      Ja mam różnie, czasami mam dobry humor rano, a potem przychodzi lęk, czasami lęk przychodzi w środku dnia. Z tym że nauczyłem się obserwować, co go wywołuje.
      Nie oznacza to, że mam nad nim zupełną kontrolę, ale mam parę procedur, które mogę zastosować. Czasami pomagają lepiej, czasami wcale.

      Możliwe, że nie chodzi u ciebie nie tylko o bałagan, ale o uczucie utraty kontroli, czy bezradność, że nie daje się rady tak, jakby się chciało. Tak sobie po prostu głośno myślę.

      Tak, łatwo jest się nakręcić, jak coś poszło nie po myśli.
      Jeden z psychoterapeutów powiedział, że można się wtedy zastanowić, czy to wydarzenie będzie miało jakieś znaczenie za rok.
      Umysł lubi się czasami zapętlić. To nazywam "stanem umysłu", albo "wzorcem reakcji".
      W praktyce chodzi o to, że pewne "myśli", czyli aktywności neuronów są wzmacniane, trudno je przyhamować.

      W głowie istnieją mechanizmy aktywujące i hamujące (odpowiednie do tego receptory i neuroprzekaźniki).
      Uważam, że to ciekawy temat.

      Poranne rutyny są na pewno pomocne w utrzymaniu balansu mentalnego, wskazuje na to wiele badań.

      Fajnie, że masz ogródek.

      Usuń
    2. U mnie dochodzi też problem "babskich spraw", a konkretnie hormonów. Mam tylko jeden jajnik, który pracuje normalnie, ale nie mam już 20 lat i muszę zrobić sobie badania krwi u ginekologa - to jest zresztą sugestia mojego psychiatry. Po prostu tuż przed okresem zaczynam się zachowywać jak "typowa baba" i to jest coś okropnego. Fizycznie jest ok, ale psychicznie tragedia...

      Co do poczucia kontroli, możesz mieć rację. To jest bardzo charakterystyczne dla DDA, z tego co czytałam.

      Usuń
    3. Tak, hormony u kobiet mogą nieźle skakać, z tego co wiem.
      Ciekawe, jakich technik używasz, żeby przejść przez ten trudniejszy okres?

      Co do hormonów, to dużo badań przeprowadza się na męskich osobnikach. Nie dlatego, że patriarchat i kobiety się nie liczą, jak twierdzą niektóre feministki, ale dlatego, że nie ma dodatkowej zmiennej spowodowanej przez hormony związane z miesięcznymi zmianami.
      Powoli zaczyna się to zmieniać, nie tylko gdy chodzi o badania związane z umysłem, ale także z innymi gałęziami medycyny, na przykład ortopedii. Ale to tak tylko, na marginesie.
      Ciekawe, na ile zmienia się działanie leków w takim okresie.

      Utrata kontroli jest bolesna nie tylko dla osób z DDA, ale dla wszystkich, którzy reagują silniej na stres. Jeden mój kumpel, który kiedyś nawet ćwiczył MMA, nauczyciel filozofii, strasznie się denerwował, że zgubił słuchawki. Myślę, że też nie dlatego, że takie drogie, ale człowiek czuje się głupio i bezradnie.
      Wiem to po sobie. Dlatego staram się obserwować takie rzeczy i relatywizować je.
      W stylu "czy za rok, albo 5 lat będę się tym jeszcze przejmował"?
      Jeśli nie, to znaczy, że nie jest to aż tak ważne. :)

      Usuń
    4. Psychiatra powiedział mi, że kiedy zrobię te badania i będę znać wyniki + ginekolog też zapewne zapisze mi jakieś leki, to zmodyfikuje mi dawkę Setaloftu zależnie od etapu cyklu menstruacyjnego.

      A, zapomniałam o czymś napomnkąć w kwestii tego bałaganu w domu. Całe życie żyłam w bałaganie i chaosie. Jako dziecko z dysfunkcyjnej rodziny nie potrafiłam sprzątać i utrzymywać w ładzie swojego pokoju, a mama mi w tym nie pomagała, tylko złościła się, że mam bałagan. Jednocześnie nie robiąc nic, żeby nauczyć mnie utrzymywania porządku. Ojciec wpadał od czasu do czasu, rzucał że mam "burdel jak w chlewie" czy coś takiego, i znowu znikał za swoim murem butelek. Jako dziecko byłam zupełnie sama z tego typu problemami, ale ciężko się dziwić, patrząc na problemy psychiczne moich rodziców.

      Życie w bałaganie mnie męczy i frustruje mnie fakt, że nie umiem nad tym panować. Do tego teściowie też często nam dogryzają i to jest bardzo niemiłe i niesprawiedliwe. Mój partner ma podobnie, tyle że u niego w domu nie było wizualnie chaosu i bałaganu, bo jego matka sprzątała, albo kazała sprzątać jemu. Ale co z tego, jak on przez większość swojego życia chciał tylko umrzeć...? :') Teść z kolei jest "chomikiem" i każda stara śrubka czy pudełko kiedyś na pewno mu się przyda, w efekcie mają zawalone wszystkie szafy i pawlacze. Mój ojciec też miał takie coś.

      Także i mój facet, i ja, nie bardzo potrafimy panować nad domowym bałaganem, a dom jest spory (a i tak nie wszystkie pomieszczenia są w użyciu, bo w dwóch pokojach mamy przejściową graciarnię)...

      Usuń
    5. To super, że dopasują leki do poziomu hormonalnego! Lecznictwo idzie z postępem :)

      To super, że walczysz z bałaganem.

      Dla mnie to rodzaj walki z samym sobą, można się prze tym czegoś nauczyć.
      Nie chodzi o sam bałagan, ale naukę wiary w siebie, w to, że potrafi się kontrolować jakiś aspekt swojego życia.
      Co do bałaganu, to kiedyś miałem z nim większy kłopot. Teraz jest lepiej. Pracuję też nad tym. Poza tym to mam odkurzacz robota, polecam.
      Kupiłem sobie też kiedyś pełno różnych przezroczystych plastikowych pudeł z pokrywami, dużych i małych. Można stawiać jedne na drugich. Widzę, co jest w środku, a równocześnie zmusiło mnie to do posortowania rzeczy, które leżały na półkach i w szafkach.

      Stosuję też metodę małych kroków. Wspomniałem o tym, że staram się wieczorem nie mieć nic w zlewozmywaku. Tak krok po kroku zacząłem bardziej regularnie zmywać naczynia.
      Robienie małych rzeczy, na które nie ma się ochoty, ale które da się radę zrobić, wzmacnia siłę woli. Z punktu widzenia neurobiologii chodzi o aMCC, które jest aktywowane.
      Poza tym to powtarzając coś, trenuje się nawyk, ten jest zapamiętywany w pamięci proceduralnej.
      To wszystko może pomóc w utrzymaniu kontroli nad innymi obszarami mózgu, jak tymi związanymi z emocjami. Patrz aMCC.

      Dlatego radzę każdemu, kto nad tym chce pracować, żeby robił codziennie jedną rzecz (no może oprócz świąt i niedziel), taką, którą jest w stanie wykonać, ale która sprawia trudność.
      Na przykład zrobienie dwóch przysiadów (albo 5). Wydaje się to głupie, ale człowiek uczy się konsekwencji działania i tego, że jest w stanie utrzymać jakiś nawyk.
      Aktywowane jest przy tym aMCC, które też kontroluje "emocje" (ma połączenia z Amygdalą).
      Wiele osób zaczyna od czegoś zbyt trudnego i rzuca tym, jak nie wychodzi. Badania wskazują na to, że nawet małe rzeczy mają pozytywny wpływ.

      Warto kontynuować z czymś małym, powiedzmy sobie przez rok czy pięć lat. Wtedy widać, jak to działa. Człowiek poznaje lepiej własny umysł.

      Także badania na szczurach na to wskazują, to tak, tylko na marginesie :)

      Usuń
  3. W sumie "rano" to złe słowo, bo śpimy bardzo długo i tutaj też dopatruję się istotnego źródła problemów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co wiem, to nie tyle chodzi o godziny snu, ale ich regularność, by miał on dobry efekty.
      Poza tym to warto wiedzieć, kiedy ma się więcej energii. Późne chodzenie spać i późne wstawanie niekoniecznie musi być negatywne.
      Z tym, że warto unikać substancji pobudzających po godzinie 14 czy 16 (kawa, herbata, kofeina), bo to może negatywnie wpłynąć na regenerację. A co za tym idzie, na odporność psychiczną, energię.

      Usuń
  4. Nie twierdzę, że mam rację, w tym co piszę we wpisach czy komentarzach. Staram się raczej przedstawić swoją perspektywę, która jest oparta na modelach działania mózgu. Model to nie rzeczywistość, ale jego uproszczona wersja, obarczona błędami.
    Dlatego staram się go weryfikować, ale równocześnie wiem, że sama weryfikacja nie jest prosta.

    Człowiek lubi mieć rację, bo to daje mu poczucie bezpieczeństwa, ma wrażenie, że ma lepszą kontrolę nad teraźniejszością i przyszłością, także relacjami z otoczeniem.

    Poza tym, to potrzebujemy pewnej bazy wiedzy, przekonań, by móc normalnie funkcjonować. nie możemy wymyślać codziennie wszystkiego od nowa, potrzebujemy pewników.

    Weryfikacja poglądów może być przydatne, gdy rzeczywistość skrzeczy, to znaczy, nie pasuje w niektórych miejscach do naszych wyobrażeń.

    Poza tym, to patrząc na to w sposób bardziej popularnonaukowy, interesująca jest próba zrozumienie jak to wszystko działa. Elementem tego jest szukanie błędów we własnym modelu rzeczywistości, konfrontacja z niewygodnymi nawet informacjami. Nie każdego to interesuje, mnie jak widać tak :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twój przykład wstawania rano trafia do mnie w stu procentach. Ogólnie gdy rano obudzi mnie budzik, to nie jestem sobą - jestem potworem jakimś. Jeśli się obudzę, to musze poczekać 30-60 minut żeby dojść do swojego normalnego postrzegenia. Ale jeśli pójdę spać dalej -- Wstane późno po poludniu to jestem na siebie wsciekly i mam poranne mysli, czasem nawet samobojcze.

    Ciezko z tym sobie radzic. Zaburzenia snu. No tak to wygląda, ale stan sie polepsza od kiedy z tym walczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To z budzikiem może dlatego, że wyrywa cię w połowie jakiejś fazy snu. Jedna faza trwa koło 90 minut, z tego co pamiętam. W tym czasie dochodzi do silnych zmian w poziomie neuroprzekaźników.
      Ja czasami jestem bardziej spokojny, gdy obudzę się w nocy.
      Nad ranem zwiększa się poziom kortyzolu, co powoduje u większość ludzi, że się budzą.

      Próbowałeś iść wcześniej spać i budzić się bez budzika? Ciekawe, co jak byś się wtedy czuł.
      W sumie, to muszę sprawdzić, czy mój poranny stan ma coś wspólnego z tym, czy sam się obudziłem, czy sąsiedzi z góry, albo jakieś inne hałasy.

      W zaburzeniach snu na pewno pomaga unikanie spożywanie kofeiny po południu. Podobno dobry jest krótki spacer o zmierzchu, ale tego sam nie praktykuję. Niższy poziom oświetlenia ma być dobry, tego staram się trzymać.

      Podobno dla regenerującego efektu snu bardziej istotna jest jego regularność niż długość, o ile się nie przesadza.

      Usuń
  6. Miałam taki okres, kiedy właśnie poranki były najgorsze, ale tu głównie leki pomogły. Ogółem też jak mam gorszy czas, to pomaga trochę sama świadomość, że to minie, bo jest różnie raz lepiej raz gorzej, to normalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zgadzam się. Świadomość tego, że to stan przemijalny może być pomocna.
      Ja sam staram się to utrwalać. Jak jest mi dobrze, to czasami mówię sobie: "o zapamiętaj, jest ci dobrze". A jak jest źle: "o teraz źle, ale pamiętasz, że to się zmienia".
      Wydaje mi się, że to jak ze wszystkim, trening pomaga.

      Niektórzy takie stany nazywają "małą osobowością", bo to w sieci neuronowej połączenie emocji i kognicyjnego podejścia do świata (upraszczając). Dlatego obraz świata jest wtedy spójny, bo to nie pojedyncze emocje, ale wszystko naraz.

      Dla mnie obserwacja tego jest fascynująca. Wiadomo, jak jestem w dołku, to nie jest mi przyjemnie, wiadomo. Ale to jak obserwowanie jakiegoś dziwnego zwierza, które jakoś tam się zna i lubi. :)

      Usuń
    2. Poza tym, to ja sporo zapisuję, gdy chodzi o stany. Uważam, że werbalizacja aktywuje inne spojrzenie na problem/świat, niż przez same emocje i kognicję.
      W praktyce do werbalizacji czy wizualizacji używa się innego obszaru mózgu niż do "emocji", z tego co wiem :)

      Usuń

Prześlij komentarz