Zabrałem Młodego z domu – IRRT.
Poniższy tekst jest zapisem mojego wyobrażeniowego ćwiczenia związanego z IRRT (Imagery Rescripting and Reprocessing Therapy).
Podszedłem do łóżka Młodego. Ten usiadł, gdy się zbliżyłem. Widziałem kontur jego sylwetki w półmroku. Nie spał już chyba, kiedy wszedłem do pokoju – wątpię, żeby obudziły go moje ciche kroki. Zapewne wsłuchiwał się od jakiegoś czasu w odgłosy rozlegające się w mieszkaniu. To pierwsze, co robił z rana – rozpoczynał analizę szaty dźwiękowej otoczenia. Sprawdzał, czy usłyszy chrapanie Starego za ścianą albo jego ciężkie kroki w przedpokoju. Chciał też wiedzieć, czy mama jest w domu – wtedy z kuchni rozległoby się jej krzątanie.
– Cześć – powiedziałem.
Młody nie odpowiedział. Zobaczyłem jednak błysk jego oczu – reflektujących światło latarni ulicznej, wpadające przez nieszczelne zasłony w oknach.
– Nie bój się – powiedziałem półgłosem.
– Nie boję się. Kim jesteś? – wyszeptał Młody.
– Jestem tobą, z przyszłości – odpowiedziałem.
– Z przyszłości?
– Tak. Przyszedłem tu, żeby cię zabrać ze sobą.
Młody usiadł po turecku zwrócony twarzą do mnie. Oparł się plecami o ścianę – jakby dawała mu ona mentalne wsparcie w tej niecodziennej sytuacji.
– Zabierasz mnie? Dokąd? – zapytał.
– Do mnie, do Hamburga, to daleko stąd.
Przez moment panowała cisza.
– Nie bój się, Stary tu nie wejdzie. A nawet jakby wszedł, to sobie z nim poradzę – powiedziałem.
– Dasz mu radę? – zapytał Młody.
– Pewnie. Już cię więcej nie dotknie.
– Boisz się go? – zapytałem.
– Tak, aż mnie coś czasami ściska tutaj – powiedział.
Przy tych słowach szary cień Młodego położył dłoń na splocie słonecznym.
– Wiem, że jest ci trudno. Poczujesz się lepiej, jak stąd wyjedziemy – powiedziałem.
– Jakoś lepiej, jak ty tu jesteś – odpowiedział Młody.
– To fajnie. Ubieraj się, spadamy stąd – powiedziałem.
Młody zaczął wstawać.
– Włącz sobie może lampkę – powiedziałem.
Młody nie opowiedział, ale na ścianie nad łóżkiem rozbłysnęło światełko. Zobaczyłem jasną rozmierzwioną czuprynę i szeroko otwarte oczy. Stał przy łóżku, spoglądając na mnie.
– To nie sen – powiedziałem z lekkim uśmiechem.
– Naprawdę mnie zabierasz? – zapytał szeptem.
– Tak. Nie musisz szeptać – odpowiedziałem półgłosem.
– W co mam się ubrać? – zapytał cicho.
– Jakieś ubranie wyjściowe, spodnie, może być flanelowa koszula. Załóż, co chcesz.
Młody skinął głową i zaczął wyciągać części ubrania z szafki nad łóżkiem – robił to prawie bezszelestnie.
– Wiem, że ci często smutno i samotnie – powiedziałem.
– Tak. Boję się wyjść z pokoju, a mama rzadko tu zagląda – powiedział Młody bez odwracania głowy.
– Teraz ja jestem z tobą, nie jesteś już sam – odpowiedziałem.
Młody spojrzał na mnie.
– Naprawdę? – zapytał.
– Tak.
Bez słowa wrócił do wybierania ubrań, a jak w tym czasie usiadłem na krześle przy oknie. Rozejrzałem się wkoło, pomieszczenie Młodego było niewielkie – powstało przez podział pokoju gościnnego na mniejsze części, odgrodzone od siebie meblami i zasłonkami spełniającymi funkcję drzwi. Przestrzeń Młodego nie zawierała wielu mebli: składane łóżko z szafką, składany stół, krzesło. Ozdób nie było wiele, żadnych plakatów czy obrazków na ścianach. „Nie wolno nic wieszać, bo gwoździe zrobiłyby dziury w ścianach” – usłyszał kiedyś Młody. Na górnych półkach stało za to kilka roślin doniczkowych. Całość wyglądała trochę jak cela więzienna, z tym że w oknach nie było krat i na podłodze leżała wykładzina dywanowa.
Spojrzałem na Młodego i głupio mi się zrobiło – tyle czasu zostawiłem go samego. „Ale innego wyjścia chyba nie było” – pomyślałem. Oddychałem powoli – głęboko i kontrolowanie. Młody najwyraźniej znalazł wszystko, czego szukał, bo już po chwili zakładał brązowe spodnie – uszyte ze zwykłego materiału. Ubrał do nich flanelową koszulę w kratkę.
– Gotowy – powiedział, stając przede mną.
Skinąłem głową i podniosłem się z krzesła.
– Idziemy – powiedziałem, kładąc mu dłoń na ramieniu.
Zgasiłem lampkę i ruszyliśmy w stronę przedpokoju. Ja pierwszy, on za mną. Otworzyłem drzwi i odruchowo zatrzymałem się na ich progu. Nie usłyszałem żadnego podejrzanego odgłosu, zrobiłem więc krok do przodu. „Nic ci przecież nie grozi” – pomyślałem sobie.
Pociągnąłem za sznurek lampki, wiszącej na garderobie z lustrem. Odgłos jej przełącznika zabrzmiał jak wystrzał, odbijając się o ściany. Młody zgarbił się odruchowo.
– Nie bój się, wkładaj buty – powiedziałem, poklepując go po ramieniu.
„Pewnie by je znalazł bez światła” – pomyślałem – „ale po co sobie komplikować życie”. Młody włożył buty i zarzucił kurtkę na plecy. Wyszliśmy na korytarz, gdzie wsunąłem na nogi swoje sportowe obuwie o miękkiej podeszwie. Pozostawiłem je koło wycieraczki, zanim wszedłem do mieszkania. Założyłem je teraz w półmroku, bez zapalania światła. Zeszliśmy bezgłośnie po schodach. Stawialiśmy ostrożnie stopy, mimo że dom wydawał się opustoszały – nikt by nas nie usłyszał. Po wyjściu na ganek zamknąłem za nami grube drzwi prowadzące do domu. Zapomniałem, że trzeba unieść lekko klamkę – zazgrzytała więc ostrzegawczo. Wzruszyłem ramionami. „Czym ja się przejmuję” – pomyślałem sobie. Jej skrzypienie nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak kiedyś, przed laty. Zeszliśmy po trzech schodkach na podwórko, stamtąd na ulicę. Było jeszcze dosyć ciemno – z tym że na horyzoncie pojawiła się już jaśniejsza smuga nieba, zwiastująca nowy dzień. Poza tym to latarnia na pobliskim skrzyżowaniu rzucała krąg światła na róg domu. Jej blask docierał do mojego samochodu stojącego przy krawężniku przed bramą. Kliknąłem pilotem i kierunkowskazy mignęły krótko na powitanie. W środku zapaliła się lampka.
– Wskakuj – powiedziałem do Młodego.
Jak tylko wsiedliśmy, odpaliłem silnik. Włączyło się przy tym radio i z głośników rozległa się cicha muzyka. Kiwnąłem głową Młodemu.
– Spadamy stąd – powiedziałem.
Młody przytaknął. Wdepnąłem lekko pedał gazu i ruszyliśmy pustą jeszcze o tej porze ulicą. W lusterku wstecznym widziałem obraz latarni przy domu. Stawał się coraz mniejszy, by zniknąć za moment za koronami drzew.
– Cichy ten samochód – powiedział Młody.
– Elektryczny. To znaczy hybrydowy, bo ma też silnik spalinowy – powiedziałem.
– Fajnie – odpowiedział Młody.
Po paru minutach jazdy opuściliśmy to nieduże miasteczko i wjechaliśmy na drogę wiodącą przez las.
– Zatrzymamy się i zdejmiemy kurtki, bo ciepło się robi – powiedziałem, gdy zobaczyłem zbliżający się przydrożny parking.
– Pewnie musisz w krzaki, znając życie – dodałem.
Młody przytaknął. Samochód ledwie się zatrzymał, gdy wyskoczył z niego i pobiegł między drzewa. Opuściłem szybę i poczułem rześkie powietrze – pachniało igłami i żywicą. Wziąłem głęboki wdech. Łatwiej mi się oddychało tutaj niż tam, w tym ciemnym budynku. Nie czułem już takiego ciężaru na piersiach.
– Na pewno masz chaos w głowie od tego wszystkiego – powiedziałem, gdy Młody usadowił się znowu na siedzeniu.
– Tak, ale cieszę się, że jedziemy – odpowiedział.
Ruszyliśmy znowu. Po paru kilometrach zwykłej drogi wjechaliśmy na autostradę – tu dodałem gazu. Jechało się płynnie, bo nie było dużego ruchu, pewnie ze względu na wczesną porę. Odniosłem wrażenie, że z każdym przejechanym kilometrem lżej mi się robiło na duszy. Zerkałem od czasu do czasu na Młodego. Ten siedział najpierw wyprostowany, ale po jakimś czasie rozłożył się wygodniej w fotelu.
– Potrzebuję kawy – przerwałem milczenie, gdy dojrzałem znak oznajmiający restaurację.
– Chcesz też czegoś. Może coś do zjedzenia?
– Nie, dziękuję – odpowiedział Młody.
Zaparkowałem koło wejścia do małego baru, leżącego zaraz przy stacji benzynowej.
– Możesz na chwilę rozprostować nogi – powiedziałem.
Wysiedliśmy z samochodu.
– Chodź ze mną, jak chcesz – powiedziałem, kładąc mu dłoń na ramieniu.
Po powrocie do samochodu siedzieliśmy w milczeniu. Ja sączyłem gorącą kawę, Młody w tym czasie wgryzał się w bułkę z jajkiem i serem.
– Upiję tylko trochę, żeby mi się nie rozlało i jedziemy dalej – powiedziałem.
Młody przytaknął.
– Fajnie jest – powiedziałem z uśmiechem.
– Fajnie – powtórzył jak echo Młody i odwzajemnił mój uśmiech.
Przez parking jechałem powoli, bo samochód podskakiwał na wyboistej drodze. Na autostradzie wdepnąłem jednak pedał gazu. Chciałem jak najszybciej przekroczyć granicę – pozostawić za sobą tę ponurą krainę razem z jej ciemnym domostwem.
– Nie jest źle, jesteśmy wolni, a w dodatku razem – powiedziałem do Młodego, gdy mijaliśmy słupek graniczny.
– Nie jest źle – powtórzył za mną z uśmiechem.
Samochód sunął przed siebie, połykając kilometr za kilometrem. Robiło się coraz jaśniej. Zobaczyłem nawet pierwsze promienie słońca w lusterku wstecznym.
– Zapowiada się ładna pogoda – powiedziałem.
– No – odpowiedział Młody.
Jechaliśmy przez chwilę w milczeniu. Widziałem kątem oka, że Młody spoglądał raz na drogę, raz na panel rozdzielczy samochodu.
– Fajne to auto – przerwał ciszę.
– No, jest spoko. Lubię je – odpowiedziałem.
Z radia dochodziła nas spokojna muzyka, przerywana od czasu do czasu wiadomościami, teraz już w innym języku. Młody wystukiwał palcami rytm melodii przy niektórych utworach – ja zresztą też. Nie musieliśmy wiele mówić – rozumieliśmy się bez słów. Sunęliśmy otoczeni szumem wiatru – jakbyśmy płynęli żaglowcem. Niósł nas w przyszłość, zarówno tę przewidywalną, jak i tę pełną nowych, nieoczekiwanych przygód i odkryć.
Poniżej przedstawiam elementy procesu reskryptingu, które pojawiły się w moim ćwiczeniu.
Ważne: IRRT nie polega na zmianie tego, co wydarzyło się w przeszłości. Przeszłość pozostaje taka sama. Zmienia się natomiast wyobrażeniowe doświadczenie wspomnienia — pojawiają się w nim nowe elementy, takie jak bezpieczeństwo, ochrona, możliwość wyboru czy pomoc, których wcześniej mogło zabraknąć.
| Moment | Co wnosi do reskryptingu? |
|---|---|
| Dorosły Ty pojawia się przy Młodym | Wprowadzenie obecnych zasobów |
| Młody mówi o swoim lęku | Rozpoznanie i uznanie emocji |
| „Stary tu nie wejdzie” | Ochrona i bezpieczeństwo |
| „Teraz ja jestem z tobą” | Obecność i więź |
| Wyjście z pokoju | Przełamanie dawnego poczucia zagrożenia |
| Opuszczenie domu | Wyjście z sytuacji zagrożenia |
| Przekroczenie granicy | Wolność i pozostawienie miejsca zagrożenia |
| Wspólna podróż | Nowe doświadczenie bezpieczeństwa i bliskości |
A Ty?
Gdybyś mógł dziś spotkać siebie z przeszłości, co chciałbyś mu powiedzieć?

Trudne, ale odpowiem trochę inaczej.
OdpowiedzUsuń1) Ja jako młody chciałbym, aby ten drugi ja pomógł zasłonić uszy. Skutecznie. Albo zabrał dźwięki które mnie otaczały.
2) W drugiej sytuacji wystarczyłaby rozmowa, rzucenie nowego światła lub zrozumienie i wyjaśnienie.
Ucieczka? Może w tej pierwszej wersji. W drugiej sam tego próbowałem, ale zabrakło ostatecznej decyzji.
Auto hybrydowe ☺️
A tak ogólnie - bardzo interesujący tekst. Czytając książkę, łatwiej mi zrozumieć i wyobrazić sobie całą tę sytuację, którą tak dobrze opisujesz. Chętnie poczytał bym więcej takich tematów.
Dzięki :)
UsuńWiadomo, trudny czasami temat.
1) No tak, zasłonięcie uszu to jedna możliwość. Z tym, że ten drugi ma dużo więcej siły, w sumie, jest czymś w rodzaju supermena, może użyć pomocy policjantów czy czego tam chce. Może wrzucę jakiś przykład tego, w podobnej formie co teraz, jak chcesz.
Myślę, że jak z wieloma rzeczami, warto je ćwiczyć, ale bez przesadyzmu. Powroty do przeszłości warto podejmować ostrożnie.
Cieszy mnie, że Ci się podoba. Możesz napisać, czy interesuje Cię taka forma, czy jakiś inny format.
Podobno auto elektryczne jest lepsze od hybrydowego, ale dopóki technologia szybkiego ładowania nie jest do końca opanowana, to preferuję hybrydowe, choćby w wyobraźni :)
No tak. Nie wiem czemu, ale do głowy przyszło mi to jedno - ochrona przed dźwiękiem. Natomiast zniwelowanie źródła dźwięku to też jakieś wyjście ratunkowe, choć zdaje się trudniejsze niż ta pierwsza opcja.
UsuńSamodzielnie to lepiej nie rozdrapywać starych ran. Chociaż nie wiem, gdyby mieć większy dystans to może wtedy.
Nie chcę tu narzucać tematyki bloga, z chęcią czytam wpisy, jednocześnie sam po sobie widzę że taka forma jak tu w ostatnim wpisie najbardziej mi odpowiada. Jest emocjonalna, ludzka i ma szczęśliwe zakończenie. Ciekawie to opisałeś. Już od początku trzymałem kciuki, żeby wszystko się udało. Choć te rzeczy z neuronaukami też są interesujące.
Zgadza się - też na obecną chwilę wolę hybrydę, która dojedzie bez problemu w dalszą podróż. Tak na przeszłość obawiam się wzrostu cen prądu, ale co będzie to się okaże.
Tak, ochrona przed dźwiękiem jest pewnie naturalnym odruchem -- zasłonić uszy.
UsuńW sumie, to chodzi o zmianę wyuczonego refleksu związanego z daną sytuacją: "nic nie jestem w stanie zrobić".
W jaki sposób się tego dokona, to inna sprawa. Postaram się podać inne przykłady.
Co do "rozdrapywania starych ran", to można to robić samemu, ale ostrożnie -- zacząć od czegoś mało stresującego.
Jak w nauce jazdy samochodem. Można ćwiczyć parkowanie w jakimś odludnym miejscu albo na placyku, nie trzeba od razu w środku miasta, gdzie jest duży ruch i spory stres.
W Tajlandii wymieniają baterie w tych ich małych motocyklach, na stacjach wymiany (z tego co pamiętam). Chińczycy pracują nad szybkim ładowaniem lub szybką wymianą, reszta świata też. W Chinach nawet na wsi (w mieście też) używają elektrycznych pojazdów, nawet w małych ciężarówkach.
Gdy prąd będzie z jakichś odnawialnych źródeł, to jest szansa, że będzie to miało w przyszłości sens, przerzucić się na całkiem elektryczne auta.
Na razie istnieje obawa, jak mówisz, że prąd podrożeje. Poza tym, to mało jeszcze miejsc do ładowania. Zobaczymy, co się wydarzy :)
To bardzo poruszający, delikatny i niezwykle obrazowy zapis. Najmocniej wybrzmiewa w nim spotkanie dorosłego „ja” z Młodym — pełne troski, czułości i obietnicy, że od tej chwili nie będzie już sam. Ten prosty gest położenia dłoni na ramieniu ma ogromną siłę.
OdpowiedzUsuńPięknie budujesz atmosferę półmroku, ciszy i napięcia, a szczegóły pokoju sprawiają, że można niemal zobaczyć tę zamkniętą, samotną przestrzeń. Szczególnie poruszające jest to, jak Młody nasłuchuje odgłosów mieszkania i próbuje przewidzieć zagrożenie — widać, jak wiele lęku nosił w sobie.
To trudny tekst, ale napisany z dużą uważnością i empatią. Czuć w nim próbę odzyskania, zaopiekowania się sobą i powiedzenia temu zagubionemu dziecku: „już nie jesteś sam”. Bardzo mocny i potrzebny fragment.
Dziękuję :)
UsuńCieszę się, że fragment się podoba.
W praktyce chodziło mi o wprowadzenie atmosfery przeszłości, nawiązanie emocjonalnego kontaktu ze "wspomnieniem", a także wprowadzanie elementów dających poczucie własnej sprawczości. Elementy jak w tabelce powyżej, we wpisie.
Z jednej strony jest to model "wewnętrznego dziecka", z drugiej strony jest to model bardziej neuronaukowy, w którym stwarza się nowe skojarzenia w danej sytuacji.
Wspominam o tym, bo tak to widzę. Jako pracę nad mniej lub bardziej konkretnymi połączeniami nerwowymi, a nie tylko zupełnie abstrakcyjnym wyobrażeniem.
Nad takimi rzeczami pracuję w kafejce, gdzie mnie przeszłość nie przytłoczy, za to łatwiej jest uczynić ją bardziej plastyczną, szczególnie przy filiżance dobrej kawy :)
Bardzo mi się podoba ten wpis. :)
OdpowiedzUsuńWidzę, że nie tylko mi 😃
UsuńDziękuję, cieszy mnie to :)
UsuńOdczarowujesz terapię i dajesz nadzieję, że z trudną przeszłością można się pożegnać i ruszyć dalej „hybrydą w stronę Hamburga”🙂
OdpowiedzUsuńZmagam się teraz z chorobą nowotworową i gdybym spotkała małą siebie z przeszłości, powiedziałabym jej, że cokolwiek się wydarzy, to i tak ostatecznie będzie dobrze. Bo wewnętrzna siła i spokój są w nas, tylko czasem musimy sobie o nich przypomnieć.
Miłej niedzieli 🙂
Terapia to wbrew pozorom nie jest nic strasznego :)
Usuń@Puszkowa Nie wiem, czy "odczarowuję" psychoterapię, może do pewnego stopnia.
UsuńPokazałem jedną z metod, IRRT, używanych w psychoterapii. Nie twierdzę, że można się "pożegnać "z trudno przeszłością , ale uważam, że można zmienić własne podejście do niej. Na tym polegają ćwiczenia w stylu IRRT. To po to, żeby ta "przeszłość" mniej przeszkadzała w obecnym życiu, gdy przeszkadza.
'Myślę, że psychoterapia dąży w tym kierunku, żeby lepiej zrozumieć co dzieje się w głowie i wykorzystać to w praktyce, podobnie jak działo się to w medycynie.
Paręset lat temu nie było wiadome, czym jest układ krwionośny, bakterie, wirusy i jak leczyć choroby serca, albo nadciśnienie. Często upuszczano po prostu krew albo podawano zioła bez znajomości ich składu chemicznego.
Teraz mało kogo dziwią różnego typu metody zarówno diagnostyczne, jak tomograf , jak czy operacyjne (endoskopijne), jak usunięcie woreczka żółciowego, czy nawet te na sercu.
Zgadzam się z tym co napisałaś:
>Bo wewnętrzna siła i spokój są w nas, tylko czasem musimy sobie o nich przypomnieć.
Dziękuję, również miłej niedzieli :)