Dlaczego wiem, co powinienem zrobić, ale nie mogę zacząć?

Siedzę przy biurku i chcę się zabrać za zrobienie tego wpisu. Coś mi to jednak nie wychodzi. Zamiast zacząć klikać na klawiaturze, obserwuję, jak dziesiątki myśli przemyka mi przez głowę. Takich w stylu: „Nie wiem, o czym”, „Nikomu się nie spodoba”, „To nie ma sensu”. Równocześnie czuję, jak coś mi ściska klatkę piersiową, jakaś siła mnie lekko unieruchamia. Inaczej to bym się wziął za pisanie.

Zbierając się tak w sobie, dostrzegam jakieś okruchy na brzegu biurka. Wstaję więc i idę do kuchni po ściereczkę – muszę je przecież zetrzeć. Nie przeszkadzały mi wcześniej – czy to dlatego, że ich nie zauważyłem?

Sytuacja jak powyżej nie jest niczym niezwykłym. To prokrastynacja – odsuwanie na przyszłość tego, co chciałoby się zrobić teraz. Może dotyczyć ona przygotowania do trudnej rozmowy, w relacji, w pracy albo z jakimś fachowcem czy urzędem przez telefon. Może to być też wyjście z domu, niektórzy mają z tym problemy. Wiele jest wariantów aktywności, przy których występuje odkładanie na później albo na jutro.

Zawsze interesowało mnie, dlaczego tak się dzieje. Bo niby chcę, ale nie mogę. Coś niewidzialnego stoi mi na przeszkodzie. Czym jest ta siła?

Poniżej jedna z możliwych odpowiedzi.

Mózg cały czas pracuje, przygotowując nas do tego, co może się wydarzyć. Stara się przewidzieć przyszłe scenariusze, wykorzystując wcześniejsze doświadczenia, kontekst i aktualne informacje.

Jak jest gorąco, to czasami jest to myśl o zjedzeniu zimnych owoców, zimą za to – myśl o wypiciu gorącej czekolady, kawy lub herbaty. Gdy za oknem pada deszcz, wychodząc z domu, zabieramy pelerynę lub parasol. Nasza głowa wie, że możemy zmoknąć, jesteśmy więc do tego przygotowani.

Nie inaczej jest, gdy świadomie zabieram się do czegoś. Tutaj też głowa zaczyna snuć rozważania na temat działania i jego konsekwencji. Jak coś napiszę, to mogę zostać skrytykowany. Nie muszę o tym myśleć świadomie, ale automatycznie odczuwam niepokój. Przyjemniej jest wtedy wstać od biurka, opóźnić ten moment konfrontacji z tym nieprzyjemnym uczuciem.

Wstaję i idę po ściereczkę do kuchni. Wygląda to tak, jakby moja głowa wybrała ten wariant działania: „usunięcie denerwującego mnie kurzu”. Kto inny zaczyna myć okna w podobnej sytuacji.

Często nie reagujemy na samo zadanie, lecz na przewidywane przez nas jego konsekwencje lub związany z nim stan emocjonalny. Czy to robienie wpisu, czy przygotowanie do rozmowy z szefem. Myśl o tym wiąże się z nieprzyjemnym uściskiem w brzuchu, robię więc coś innego, by lepiej się poczuć. Unikam.

Emocje związane z wyobrażeniem przyszłej sytuacji potrafią nie tylko zamrozić czy namieszać w głowie, ale także wywołać złość, bezradność czy smutek. Można na przykład złościć się, że trzeba gadać z „głupim szefem”, albo żalić nad sobą, bo „nic mi nigdy nie wychodzi”. Ten sposób myślenia wiedzie nas w stronę: „Dlaczego mam to w ogóle robić?”.

Siedzę przy biurku i wiem, że klawiatura mnie nie ugryzie. Wiem, że tyle już zrobiłem wpisów i przeżyłem. Klikam więc i tak powstaje ten tekst.

Stosuję różne metody, by przeskoczyć przez własny cień i móc w trudnych chwilach coś zrobić. Poniżej parę z nich, bo można:

  • Zauważyć, że odczuwam niepokój lub lęk, i oddzielić go od rzeczywistego zagrożenia.
  • Stosować techniki relaksacyjne: takie jak kontrolowane oddychanie.
  • Robić trudne zadania, gdy ma się najwięcej siły do tego.
  • Traktować wyzwanie jako trening.
  • Zacząć od nawet śmiesznie małego kroku jak napisanie pierwszego zdania.
  • Skorzystać z muzyki w tle albo użyć kofeiny – ta pomaga nawet myszom.
  • Wykorzystać rutyny, nawyki.

 

A co zrobić, jak mimo wszystko nic nie wychodzi? Bo takie sytuacje też się zdarzają. 

  • Nie traktować porażki jako totalną przegraną, ale jako nowe doświadczenie:
  • Teraz nie wyszło, ale nadal będę nad tym pracował.
  • Szukać nowych metod, by osiągnąć cel.


Warto kontynuować wysiłki, bo każdy sukces, nawet mały, może ułatwić osiągnięcie przyszłych celów. Dlatego warto zwracać na nie uwagę, bo skoro raz dałem radę, wiem już, że jest to możliwe.

Powtarzanie działań wymagających wysiłku może trenować zdolność do podejmowania wysiłku i kontroli, a jedną z hipotez dotyczących mechanizmu są zmiany w efektywności sieci mózgowych zaangażowanych w kontrolę.

Doświadczenie przejścia trudnej sytuacji – zakończone sukcesem – może osłabić lęk następnym razem. W ten sposób uczymy się również, że przewidywane zagrożenie nie zawsze się pojawia. Nie musi to oznaczać wymazania starego lęku. Często chodzi o nauczenie się nowej zależności, która może hamować wcześniejszą reakcję.

Odsuwanie zadań w przyszłość jest popularnym tematem. Tutaj skupiłem się na pokazaniu, że może ono dotyczyć wyboru alternatyw, w formie tendencji do unikania. Nie jest to jedyny powód i jedyna interpretacja tego zjawiska. Niemniej jednak można nad nim pracować, bo nasz mózg jest zdolny do adaptacji, to znaczy, jedną z jego cech jest neuroplastyczność.

– Ciekawe, czy Ty też dostrzegasz, że unikanie może czasami polegać na wybieraniu bardziej przyjemnych albo mniej nieprzyjemnych wariantów myśli i działań?

Podobne tematy poruszam również w książce „Dobre i złe dni. O traumie dla wędrowców”, a także w innych wpisach na blogu i FB.

Linki do badań naukowych:

„Training Willpower: Reducing Costs and Valuing Effort”: https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC9095966/

Cytat: „It is possible that caffeine, like selective adenosine A2A antagonists, could have some therapeutic benefit for treating effort-related symptoms.”:  https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/29408363/ 

Komentarze

  1. Miałam taki problem bardzo często, gdy w moim życiu były jakieś odgórne obowiązki, typu studia czy praca. Jak w tych memach, że "miałam zacząć pisać magisterkę, ale wzięłam się za segregowanie mieszanki studenckiej". :)

    Ale strach przed porażką i krytyką bardzo często przyświecał mi podczas rysowania, i do dzisiaj łapię się na tym, że takie coś mi się pojawia... Z tym że to kwestia po prostu starych nawyków i przyzwyczajeń. Po terapii poukładałam sobie pewne rzeczy i zrozumiałam, dlaczego w mojej głowie pojawiały się dane obawy czy myśli.

    Nadal nie jestem odporna na krytykę. Ostatnio czytałam teorię - acz to tylko teoria, nie fakty naukowe - że ludzie z zaburzeniami osobowości mają bardzo słabą jungowską maskę i z tego powodu są m.in. bardziej wrażliwi na różne przejawy krytyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre: "segregowanie mieszanki studenckiej" ;o)

      Myślę, że krytyki to każdy się jakoś tam boi, jeden mniej drugi więcej.
      Z tym, że jak się coś kreatywnego robi, przy czym pokazuje na zewnątrz jako artysta, to jest się szczególnie narażony. To dlatego może, że tworzy się coś związane z własnymi emocjami, człowiek się niejako otwiera. Wtedy krytykę odbiera się też bardziej osobiści.

      Jak ktoś krzywo sobie powiesi obrazek w domu, to najwyżej go rodzina skrytykuje, a jak się namaluje jakiś obrazek i wystawi w galerii, czy w internecie, to "krytyków" jest dużo więcej. Nie znaczy to, że wielu z nich wie, o co chodzi :)

      No, fajnie, że ci terapia pomogła :)

      Wielu artystów nie dożyło uznania za życia, Kafka, van Gogh i inni, tak bywa. Mimo wszystko, robili swoje.
      Nawet dzieła Bacha prawie, że uległy zagubieniu. To wtedy, jak barok przestał być popularny. Podobno Chopin go na nowo odkrył, ale nie sprawdzałem.

      Na jungowskiej masce, to ja się w ogóle nie znam.
      Ogólnie, ostracyzm był kiedyś zagrożeniem dla życia, wykluczenie z grupy, więc lęk przed krytyką mamy w genach.

      Usuń
    2. Myślę sobie, że jako osoba która wydała książkę poruszającą w pewnym stopniu tematykę prywatną (np. dzieciństwo w dysfunkcyjnej rodzinie), też mogłeś odczuwać coś takiego?

      Ja z tym krytykowaniem w necie wyznaję zasadę "Don't rain on someone’s parade", a przynajmniej w kwestii darmowych rzeczy. Też nie podoba mi się wiele prac artystycznych, ale zachowuję to dla siebie i po prostu tego nie oglądam, zamiast pisać autorom jakieś niemiłe rzeczy. Większość sztuki jest w pełni darmowa i przecież nikt nie stoi za mną z pistoletem zmuszając mnie do oglądania tego, czego oglądać nie chcę. ;)

      Kiedyś niestety potrafiłam się tak zachowywać... Teraz wolę zastanowić się, jakie moje negatywne uczucia wzbudza czyjaś praca, że aż mam ochotę napisać coś przykrego autorowi. I dochodzę do wniosków, że to jest MÓJ problem, nad którym muszę popracować, a nie autora rysunku.

      Uważam, że czegoś, co ktoś sobie rysuje i za darmo publikuje online, bo chce i może, nie powinno się krytykować (chyba że mówimy o jakichś mocno toksycznych treściach) - o ile artysta sam o to nie poprosi. A i wtedy powinno się po prostu wymienić wady i zalety dzieła, które widzimy, a nie obrażać autora z pobudek np. ideologicznych.

      Bo są różne powody, dla których człowiek tworzy - i często jest tak, że gnojony w domu, w szkole czy w pracy po prostu ucieka w tę twórczość, a nieprzyjemne komentarze są ostatnim, czego taka osoba potrzebuje. Been there, done that.

      Usuń
    3. Tak, musiałem ostro ze sobą walczyć pisząc tę książkę, żeby nie poddać się myśli, że nie dam rady, albo że będzie do niczego ;)
      To mi też pewnie pozwoliło lepiej zrozumieć jak walczyć, bo się zażarłem, żeby ją ukończyć, to znaczy, wydać.

      Ja też unikam krytykowania czyichś prac, chyba, że mnie ktoś o to poprosi.
      Ale wtedy staram się o konstruktywną krytykę, to znaczy, określenie, co dokładnie mi nie pasuje, ale też co mi się podoba. Jeszcze lepiej, jak uda mi się podać metodę na poprawę.
      Wiadomo, staram się przynajmniej ;)

      Jak sama mówisz, niektórzy potrzebują być kreatywni, coś tam tworzyć, bo im to pomaga przetrwać. Wtedy nie jest tak istotne, jak ma się to do standardów kogoś innego, bo jest to dla nich samych ważne.
      Dla niektórych osób to forma komunikacji z otoczeniem i ze sobą samym.

      Usuń
    4. "Tak, musiałem ostro ze sobą walczyć pisząc tę książkę, żeby nie poddać się myśli, że nie dam rady, albo że będzie do niczego ;)" - tak sobie przypomniałam, że miałam dokładnie to samo pisząc magisterkę...

      Usuń
    5. Człowiek uczy się nowych rzeczy, próbując coś robić i nie poddając się :)

      Usuń
  2. Napiszę tu w komentarzu o tym, jakby się ktoś miał dziwić, albo miał jakiś pomysł.

    Chyba AI korzysta z mojego bloga, bo bardzo stare wpisy są często wywoływane od paru dni. Właśnie te, na których miałem masami komentarzy, bo używaliśmy tego jako czata.
    Inaczej nie umiem sobie tego zjawiska wytłumaczyć.
    Czego się AI na tych komentarzach nauczy, tego nie chcę wiedzieć ;)

    Włączyłem statystykę i będę obserwował ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam forum, gdzie piszą dwie osoby raz na jakiś czas - i ostatnio jest tam tak ogromny ruch, że mi szczęka opadła. Oczywiście to jest tylko i wyłącznie sztuczny ruch, bo nikt nowy się nie rejestruje i tak dalej. Więc wiadomo, że boty i AI... Na blogach też mam takie "najazdy".

      Usuń
    2. Wygląda na to, że AI poszła z dużą siecią na ryby ;)

      Ja włączyłem sobie wczoraj statystykę googla, zobaczymy, co pokaże. Po prostu byłem i jestem ciekaw :)

      Usuń
  3. Bardzo trafnie opisane. Prokrastynacja często nie wynika z lenistwa, tylko z napięcia, lęku przed oceną albo obawy, że coś pójdzie nie tak. Podoba mi się szczególnie przypomnienie, że czasem wystarczy zacząć od maleńkiego kroku — jednego zdania, jednego telefonu, kilku minut działania. Dziękuję za ten tekst, daje do myślenia. 🌿

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miły komentarz :)

      Tak, małe kroki bywają przydatne.
      Czasami trudno jest nawet wykonać jeden telefon, więc to też można rozłożyć, na mniejsze odcinki, na odpowiednie przygotowanie do rozmowy. ;)

      Usuń
  4. Temat rzeka. Osobiście samo pisanie takie "od siebie" daję mi radość i nie odkładam na później, nie mam blokady. Ale gdybym miał pisać bardziej rzeczowe kwestie, gdzie trzeba korzystać w wielu źródeł, to pewnie już tak pięknie by nie było.

    Osobiście miałem od 1 sierpnia szukać pracy, ale plan się rozjechał, bo były inne priorytety. Mam głębokie przekonanie, że od niedzieli to zacznę robić. Zobaczymy, czy się uda. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, rzeczowe kwestie wymagają chyba więcej koncentracji, żeby pozostać przy temacie ;)

      Ja nie korzystam z wielu źródeł, bo przeważnie piszę to, co wiem czy słyszałem. źródła załączam bardziej dla czytelnika, ale trochę też dla mnie samego, bo sprawdzam, czy nie wypisuję głupot ;)

      Powodzenia w szukaniu pracy! Ważne, żeby się nie poddawać, jak jest określony cel, bo jakieś przeszkody są zawsze.
      Z książką ci wyszło, jak widać! Gratulacje jeszcze raz!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Już się nadziękuję wszystkim :) Spoczko. Teraz trzeba żyć i zwiedzać nowe tereny rzeczywistości. Powodzenia w Twojej pracy twórczej!

      Usuń
    3. Ano, trzeba żyć i iść do przodu, albo w którąś tam stronę ;)
      Dziękuję, wzajemnie!

      Usuń
  5. Cześć! Ale ciekawy wpis! Podoba mi się 😀

    Fakt, gorącą czekoladę konsumuję w chłodniejsze dni, a teraz to bardziej lody - najlepiej takie bez cukru.

    Też mi się zdarza oglądać rzeczy, których nie lubię robić, ale czasem spadają one na mnie niespodziewanie i nie mam wyboru - muszę iść na rozmowę z szefem mimo że nie mam ochoty. Ale gdy mogę, to odkładam wykonanie telefonu czy inną sterującą czynność tłumacząc sobie, że teraz zrobię coś innego. Do niedawna nie wiedziałem, że to na swoją nazwę.

    Fajnej soboty i dużo ☀️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dzięki!

      Już sam fakt, że to zjawisko ma swoją nazwę, świadczy pewnie o tym, że jest dosyć często spotykane.
      Jak się czyta o czymś z psychologii, to łatwo je napotkać, bo jednym z jej powodów może być "unikanie". A to jest prawie standardem przy problemach z lękami.

      Dzięki, również fajnej soboty i słońca :)

      Usuń
  6. Najbardziej trafia do mnie ten rozdźwięk między świadomością a działaniem. Ile razy człowiek doskonale wie, co byłoby dla niego dobre, a mimo to odkłada pierwszy krok na później? I chyba właśnie ten pierwszy krok jest najtrudniejszy, bo wtedy kończy się wygodne analizowanie, a zaczyna realna zmiana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pierwszy krok bywa najtrudniejszy. Jak mówisz, dlatego, że kończy się teoria, a zaczyna realizacja.
      Inną przeszkodą może być nie tylko lęk przed czymś, ale brak wiary w siebie, w sens próby zmiany czegoś. To jest czasami jednym z powodów, że ludzie tkwią w jakiejś sytuacji, bo uważają, że sobie nie poradzą. Często dotyczy to osób, które miały trudne dzieciństwo, gdzie nie nauczyły się, że swoją akcją wpływają na zachowanie otoczenia. To na przykład wtedy, gdy opiekun zachowywał się irracjonalnie, bo pod wpływem jakiejś substancji.

      Jak wspominasz, świadomość tego, że można i warto by coś zmienić, jest pomocna, ale nie zawsze wystarczająca.

      Usuń
    2. Mój partner jest właśnie takim dzieckiem, chociaż rodzina bez nałogów i "normalna". Cokolwiek zrobił, było surowo krytykowane przez jego rodziców... On się nauczył, że jego działania mają oddźwięk, ale wyłącznie taki, że dostawał ochrzan, złośliwości albo wyśmiewanie od najbliższych mu wtedy ludzi.

      Usuń
    3. @Lou Fontaine No tak, jako dziecko nauczył się pewnie, jak opisujesz, że cokolwiek by nie zrobił, to wyjdzie na źle. A przynajmniej te bardziej negatywne wydarzenia bardziej utrwalił.

      Teraz jako dorosły widzi może lepiej, że chodzi o przeszłość, jest bowiem już w innej sytuacji, nie jest już dzieckiem. Jego akcje mają też pozytywny oddźwięk, chociażby twój.
      Wiadomo też, że tego typu refleksja może być trudna.

      Jako dorosły może też próbować nauczyć się, choćby małymi krokami, bardziej realnych wzorców myślenia i reakcji emocjonalnych. To też nie jest proste, wymaga energii, czasu, nauczenia się wiary w siebie i sporej dozy autorefleksji. To ostatnie przynajmniej w przypadku, gdy nie korzysta się z fachowej pomocy.

      Usuń
    4. Korzysta - bierze trzy rodzaje antydepresantów. Niestety psychoterapia na NFZ to tragifarsa.

      Usuń
    5. Antydepresanty to już duża pomoc, chociażby poprzez dodanie energii i możliwości do pracy nad zmianami.

      Z tym że leki, jak wiadomo, same w sobie nie zmieniają wyuczonych wzorców myślenia i emocji, choć mogą pomóc w pracy nad tym.
      Praca nad sobą, nawet bez pomocy psychoterapii, także może przynieść wiele pozytywnych efektów. Już wykształcanie pozytywnych nawyków może być małym krokiem do przodu. Nie mam pojęcia rzecz jasna, jak on działa w tym kierunku.

      Usuń
  7. Podziwiam osoby, które radzą sobie z takimi sprawami same. Ja potrafiłam nad sobą pracować tylko współpracując z psychoterapeutą. Sama nie czułam się kompetentna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że niektóre osoby mają problem z zaufaniem komukolwiek, także więc psychoterapeucie. Dlatego rozpoczynają pracę nad sobą samodzielnie. Dopiero może potem zwracają się do psychoterapeuty. Różnie to bywa.

      Usuń

Prześlij komentarz