Dlaczego to tyle trwa?

Pracuję nad sobą, nad swoimi lękami i błędnymi przekonaniami. Widzę zmiany, ale odnoszę wrażenie, że następują one zbyt powoli.

Dlaczego to tyle trwa – zadaję sobie pytanie.

Już nie chodzi mi o to, że innym osobom idzie łatwiej, co jest frustrujące, ale o to, że nawet jak się coś u mnie zmienia, to strasznie długo to trwa. Chodzi mi tu o te pozytywne zmiany.

Jedną z takich zauważalnych zmian było u mnie zmniejszenie lęku przed regularnym prowadzeniem notatek na temat własnych emocji. Wiem, że blokowało mnie już postanowienie: „Musisz to robić codziennie”. Teraz nie mam z tym kłopotów, więc podaję to jako przykład, taki dobrze zauważalny.

Czy da się zrozumieć wszystko, co dzieje się w głowie? Oczywiście nie, przynajmniej nie na naszym poziomie wiedzy i technologii. Nie znaczy to, że nie można poznać i wykorzystać pewnych mechanizmów, które są znane. Użyć tego, by lepiej zrozumieć, czemu pewne rzeczy sprawiają tyle kłopotu. To trochę jak ze zrozumieniem funkcjonowania telefonu komórkowego. Mamy jakieś tam pojęcie, że chodzi o fale radiowe, dlatego czasami odbiór jest słabszy. Wiemy, że są w nim jakieś tranzystory i bateria. Dlatego może się zepsuć, jak upadnie i nie ma co pukać w niego pięścią jak w stary telewizor lampowy, żeby znowu zaczął działać.

– Ale mózg jest magiczny, to siedziba ducha i miłości – może ktoś powiedzieć.

Tak, z tym że nie zmienia to faktu, że pewne mechanizmy działania mózgu są już dobrze poznane. Dlatego rozumiemy, choćby po części, sposób działania leków psychotropowych, na przykład tych z grupy SSRI. To oczywiście nie oznacza, że rozumiemy mózg na tyle dobrze, żeby dowolnie nim sterować.

Dzięki tej wiedzy nikomu nie przyjdzie już do głowy, żeby szpikulcami do lodu majstrować coś w przednim płacie czołowym. Dokonywano tego w latach pięćdziesiątych w USA, Związku Radzieckim i w Europie. Nie żartuję. Chodzi o lobotomię. Można sobie poszukać na ten temat informacji, na przykład tutaj: António Egas Moniz.

Wracając do tematu powolności zmian: Niektóre procesy w umyśle potrzebują czasu i energii. Dotyczy to także tych związanych z pamięcią.

To między innymi dlatego, że pamięć związana jest wprawdzie z połączeniami między komórkami nerwowymi, ale także z tym, co zachodzi wewnątrz komórki.

W procesie długotrwałego zapamiętywania dochodzi do zmian w samej komórce, a nie tylko na jej powierzchni.

Jednym z białek uczestniczących w tych zmianach jest CREB (cAMP response element-binding protein). Na załączonej ilustracji przedstawiony jest schematycznie proces zapamiętywania u ślimaka morskiego (Aplysia californica). 
 

 


W związku z tym, że dochodzi do zmian pewnych mechanizmów działania komórki, jest to nierzadko powolny proces. Pewne cząsteczki muszą przewędrować od powierzchni komórki aż do jej jądra. Nie ma tam Ubera ani roweru, więc trwa to ileś tam czasu. Po drodze potrzebne są kolejne sygnały chemiczne, które uruchamiają odpowiednie procesy wewnątrz komórki. W badaniach nad Aplysia ważną rolę odgrywa między innymi serotonina.

Ten dosyć obrazowy przykład jednego z procesów zapamiętywania pozwala jednak zrozumieć, dlaczego pewne zmiany potrzebują czasu.

To trochę jak z ćwiczeniem siły mięśni. Ja ćwiczę od miesięcy siłę moich palców. Postępy mam bardzo słabe, ale jakieś tam są. Mógłbym pewnie ulepszyć metody treningu, ale mi się nie chce. Jestem zadowolony z tego, że trzymam się jakiejś tam rutyny. Szukam swoich własnych granic i staram się je przesuwać. Wiadomo, nie przeskoczę sam siebie, ale traktuję te ćwiczenia jako eksperyment. Mam z niego satysfakcję.

Z pracą nad własnym umysłem jest trochę podobnie. Czasami nie widzi się postępów albo są one mizerne, co nie znaczy, że należy z pracy nad jakimś tam problemem rezygnować. Może użyte metody nie są skuteczne, może brakuje czegoś innego. Mózg jest jednak zdolny do adaptacji — to między innymi neuroplastyczność.

Czy ktoś szuka tej zmiany, czy chce nad tym pracować, choćby dla własnej satysfakcji, to jednak osobista decyzja.

Badania nad uczeniem się wskazują też na korzyści z rozłożenia nauki w czasie. Zamiast jednego dnia uczyć się przez kilka godzin, a potem przez kilka dni nic, korzystniejsze może być regularne powtarzanie materiału, nawet przez krótszy czas. Przypuszcza się, że proces ten ma także do czynienia ze wspomnianym już białkiem CREB.

Przedstawione procesy są ogromnym uproszczeniem, ale wskazują na biofizyczne mechanizmy działania pamięci i wynikające z tego konsekwencje, także dotyczące czasu wymaganego do wystąpienia zmian.

– Ciekawe, czy słyszałeś już kiedyś o tym, że uczenie się dotyczy adaptacji wewnątrz komórek nerwowych?


Poniższe linki mają raczej ułatwić poszukiwanie informacji, niż dawać odpowiedź na wszystkie pytania dotyczące pamięci długotrwałej i CREB:

Injection of the cAMP-responsive element into the nucleus of Aplysia sensory neurons blocks long-term facilitation.

The Right Time for a Synapse to Change: Windows and Mechanisms of Multiday Training Trials


Komentarze

  1. Cześć!

    Z mojego punktu widzenia wydaje się, że lepszy jest tutaj powolny marsz do przodu, zamiast szybkiego sprintu, który może przynieść skutki uboczne.

    Już sam fakt pracy nad sobą jest dużym plusem, ponieważ taka praca nie jest łatwa, a każdy z nas ma trochę inaczej w głowie. Trudno mi oceniać (jeśli w ogóle) czy coś robię ze sobą szybciej czy wolniej, bo cieszy mnie że idę do przodu. Bo widzę, jak było rok temu a jak jest teraz. I pamiętam jak się ze sobą męczyłem.

    Inna, ale też ważna sprawa to taka, że czasem człowiek sam różnych rzeczy u siebie nie widzi i nie ma świadomości, że można coś poprawić zamiast się męczyć.

    Kiedyś w ogóle się nad tym nie zastanawiałem - o czym tu piszesz. Zatem odpowiadając na Twoje pytanie - nie, nie słyszałem o tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!

      No tak, warto patrzeć na to, co samemu się robi, bo w sumie o to najczęściej chodzi.

      Racja, człowiek często sam u siebie pewnych rzeczy nie widzi. Pewnie dlatego trudno czasami wyjść z koła jakichś tam przekonań, przezwyciężyć na przykład własny brak motywacji. Choćby tej, do pracy nad poprawą własnego stanu.

      Przeprowadzono parę eksperymentów w szkołach, gdzie uczniowie otrzymywali dużo pozytywnych informacji zwrotnych. To znacząco poprawiło ich wyniki. Z tym, że to pewnie też zależy od tego, jacy to uczniowie byli. W tych eksperymentach chodziło o trudnych uczniów, albo z trudnych środowisk, o ile dobrze pamiętam.

      Myślę, że mało się o tym czyta gdzieś tam w prasie, na czym polega działanie systemu nerwowego, także pamięci. Więcej się mówi o symptomach związanych z pewnymi problemami, ze stresem, depresją, uzależnieniem od jakichś substancji. Mniej o tym, jak to właściwie działa. Z tym, że jest sporo porad, jak coś można by zmienić.

      No fajnie, że idziesz do przodu, bo z tego co sam pisałeś, to zdałeś ostatnio dwa rzeczywiście trudne egzaminy.

      Usuń
  2. To jest bardzo dobre, bo nie wciskasz sobie bajki „po prostu uwierz w siebie i cyk, nowa osobowość do wtorku”. Pokazujesz, że zmiana nie zawsze jest widowiskowa — czasem wygląda jak to, że zdanie „muszę codziennie” przestaje być psychicznym alarmem przeciwlotniczym.

    I właśnie przykład z notatkami jest mocny: nie chodzi o to, że nagle pojawiła się żelazna dyscyplina, tylko że osłabł lęk i przymus. To jest realna zmiana jakościowa, nawet jeśli z zewnątrz nie ma fanfar ani konfetti z neuronów.

    Podoba mi się też porównanie do ćwiczenia palców: robisz eksperyment, szukasz granic, nie udajesz, że jutro zostaniesz cyborgiem. Trochę irytujące, że mózg zmienia się jak urząd państwowy — wniosek przyjęty, proszę czekać od kilku tygodni do kilku miesięcy — ale jednak coś tam proceduje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, staram się za pomocą tych przykładów pokazać, że umysł należy trenować, by uzyskać oczekiwany efekt. Jest to proces podobny do ćwiczenia mięśni, wymaga czasu, koncentracji i wysiłku.
      Różnica jest taka, że zmian w mózgu się nie widzi, a te w mięśniach łatwiej zobaczyć, porównując chociażby kulturystów czy innych sportowców, do ludzi, którzy w ogóle nie trenują.

      Czytam czasami, że ktoś próbuje się "oszczędzać", w tylu, unikania stresu za wszelką cenę. I tu znowu, jak z mięśniami.
      Poprzez brak treningu nie uzyskuje się odporności na stres fizyczny (obciążenie), ale osłabienie siły mięśni. Gdy się zbyt dużo trenuje, zbyt dużo obciążenie i brak odpowiedniej regeneracji, to też to niewiele daje, bo można nabawić się kontuzji.
      Podobnie jest z pracą nad lękami czy odpornością na stres. Wystawianiem się odpowiednie obciążenie wzmaga odporność. Rezygnacja z treningu, albo zbyt silny stres, powodują jej osłabienie.
      Czasami odnoszę wrażenie, czytając wpisy na FB, że część osób ma pasywne podejście do własnych problemów. Idą do psychiatry oczekując leku, który ich problemy rozwiąże.

      Tak, irytujące jest, że nie widać, że coś tam się w mózgu dzieje. To chociażby dlatego, że technologia nie jest do tego stopnia rozwinięta. W przypadku "zwykłych" schorzeń stosuje różnego rodzaju badania laboratoryjne krwi, skany komputerowe, rentgen i temu podobne. W przypadku problemów mentalnych brakuje tego.

      Usuń
  3. Zdecydowanie, przeprowadzanie zmian w zakresie swoich emocji, lęków itp., i u mnie stanowi bardzo powolny, chaotyczny i mało widoczny proces. Ale skoro ja taka jestem...
    Np. mam Twoją książkę, bo wydaje mi się, sądząc po Twoich wpisach że warto ją przeczytać. Ale nie przeczytałam do tej pory. Taki osobnik ludzki ze mnie. Przyjdzie moment właściwy - wiem, że sięgnę. Ale staram się siebie nie zmuszać do działania - wiem, że to nie przynosi efektu, wręcz odwrotnie.
    Ale nawet jeśli dwa do przodu, a potem 1, 999 kroku do tyłu, to i tak jest do przodu.
    Dzięki za Twoje przemyślenia, i za wiedzę, którą się dzielisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miły komentarz :)

      Co do obserwacji zmian, to pomocne bywa zapisywanie sobie pewnych rzeczy, choćby nastroju, bo to może pomóc w uświadomieniu sobie zmian. To chociażby dlatego, że już samo zapisywanie pomaga w zwróceniu uwagi na własny stan, także ten pozytywny. Nie wspominając o tym, że pamięć bywa wybiórcza.
      Wiem to po sobie ;)

      Co do mojej książki, to można ją czytać wyrywkami. Możesz sobie na przykład poczytać o pamięci, to rozdział piąty, czy o działaniu kawy.
      W oryginale i tak te ostatnie rozdziały miały być na początku ;)
      W książce chodziło mi między innymi o przełamanie pewnych stereotypów myślenia, jak te: - "Wiem jak jest, świata się nie zmieni, mnie też nie. Może u innych się da, ale u mnie nie".

      Podobnie jest z blogiem tutaj. Wspominam tyle o neurobiologii (łączeni z rysunkami), żeby pokazać, że zmiany są czymś naturalnym. Nie znaczy to, że jest to prosty proces i że łatwo znaleźć odpowiednią metodę, ale z drugiej strony, mózg cały czas pracuje, cały czas się adaptuje.

      Jak masz jakieś pytania czy uwagi co do treści książki, to pisz chętnie, podobnie z blogiem.

      Wydaje mi się, że chodzi nie tylko o to, że człowiek robi ten minimalny (0.001) krok do przodu (2-1.999), ale przy okazji uczy się, że jest w stanie coś zmienić, poznaje też nowe metody.

      Cieszy mnie, że mogłem swoimi przemyśleniami dostarczyć Ci jakichś nowych informacji na temat działania umysłu :)

      Usuń
  4. Fajny wpis i powiało optymizmem - bo ja też mam często wrażenie, że pozytywne zmiany idą zbyt wolno i pewnie to coś ze mnę nie teges...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)

      Z mózgiem, czy umysłem, to trochę jak z resztą ciała. Ile trzeba się namęczyć, żeby mieć six-pack, albo trenować, żeby przebiec maraton w sensownym czasie.
      Z nauką obcego języka nie jest inaczej. To też proces treningu, zapamiętywania, sortowania informacji, wymaga czasu.
      Nie inaczej jest z przyswajaniem sobie innych rzeczy, jak rysowanie, czy gra na instrumencie, albo robienie prawa jazdy.

      Podobnie jest ze zmianami przyzwyczajeń, które nie pasują już do rzeczywistości. Nie dość, że ich nie widać, dostęp do nich jest trudny, to jeszcze wymaga to wysiłku.
      Bez wysiłku nie ma zmiany.

      Te negatywne zmiany są czasami szybsze, albo tak nam się wydaje, ale takie na przykład dzieciństwo, w dysfunkcyjnym otoczeniu, też zajęło lata. Latami uczyliśmy się jakichś reakcji i myśli o sobie i o otoczeniu.

      Mimo wszystko, umysł jest zdolny do adaptacji. Nie wchodziłem w tym wpisie w detale na temat procesów wewnątrzkomórkowych, ale można je znaleźć w internecie, to na przykład z CREB.
      Dlatego też niektóre lekarstwa potrzebują tyle czasu, żeby zacząć działać, jak SSRI -- ze względu na procesy wewnątrzkomórkowe. Takie jest przynajmniej przypuszczenie :)

      Usuń
  5. Tak pozytywne zmiany przychodzą powoli i to może zniechęcić, jeszcze bardziej zniechęca gdy w chwili słabości wszystko się sypie i mamy wrażenie, że wróciliśmy do punktu wyjścia ale to nie prawda. Jakieś zmiany już zaszły i gdy znowu weźmiemy się za siebie nie zaczynamy od początku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, w chwili słabości mogą odezwać się "stare" przyzwyczajenia. Nie znaczy, to, że to, czego się nauczyliśmy znika.
      Dobrze to wyjaśnia ten model mózgu, w którym ucząc się czegoś nowego nie kasujemy tego co jest, ale tworzymy nowe połączenia. Dlatego czasami te stare też się odzywają i człowiek ma wrażeni, że nic nie poszło do przodu.

      Dzięki badaniom mózgu, na przykład skanom komputerowym, można dosłownie zobaczyć, że pod wpływem odpowiedniego treningu dochodzi do zmian.

      Myślę, że dobrym przykładem jest nauka języka obcego, bo dużo osób się za to łapie. Gdy się nie używało danego języka, to słówka się gubią gdzieś tam w pamięci. Człowiek duka coś tam, sypie mu się wiedza.
      W momencie, gdy mamy ponownie kontakt z językiem, to po paru dniach najczęściej idzie to jakoś lepiej, coś tam płynniej się powie, choćby parę zwrotów.
      Nauka kontrola reakcji emocjonalnych, na przykład lęków, też jest formą nauki, dlatego obowiązują w stosunku do nich podobne zasady.

      Usuń

Prześlij komentarz