Szukanie spokoju ducha?
1. Nasze samopoczucie zależy od wielu czynników, nie zawsze mamy nad nimi bezpośrednią kontrolę. Czasami budzimy się już w ponurym humorze. Przyczyny mogą być różne, na przykład:
Ten nastrój nie trwa jednak wiecznie. Zdarzają się chwile, kiedy poczujemy się lepiej. Czasem wystarczy dobra kawa, śpiew ptaków albo słońce po wielu dniach deszczu. Każdy ma swoje małe źródła radości.
2. Najlepiej byłoby pozostać w tym stanie pogody ducha, ale jak każdy pewnie wie, nie jest to proste. Niemniej jednak można pracować nad tym różnymi metodami.
3. Wszystkie te metody wymienione powyżej wymagają ćwiczeń, by umieć je zastosować wtedy, gdy emocje i myśli próbują nas zdołować.
Oprócz tego istotne jest utrzymanie pewnych praktycznych zasad odnoszących się do stylu życia, jak:
- mamy jakiś konkretny problem: zdrowotny, miłosny albo finansowy
- czujemy nieokreślony niepokój albo brak energii, szczególnie osoby z depresją czy lękami
- myśl o pracy napawa niepokojem, bo stres z klientami i paskudny szef
Ten nastrój nie trwa jednak wiecznie. Zdarzają się chwile, kiedy poczujemy się lepiej. Czasem wystarczy dobra kawa, śpiew ptaków albo słońce po wielu dniach deszczu. Każdy ma swoje małe źródła radości.
2. Najlepiej byłoby pozostać w tym stanie pogody ducha, ale jak każdy pewnie wie, nie jest to proste. Niemniej jednak można pracować nad tym różnymi metodami.
- Istotne jest, żeby zwrócić uwagę na stan, w jakim się znajdujemy. Nie tylko, gdy jest negatywny, ale też, gdy jest pozytywny.
- Możemy pracować nad balansem emocji, uspokajać je za pomocą relaksacji: poprzez kontrolę oddechu, koncentrację na odczuciach ciała, bo to wpływa na poziom pobudzenia organizmu i układu nerwowego. Metod jest wiele.
- Możemy użyć metod poznawczych: przypomnieć sobie, że przecież nie zawsze jest źle, że są momenty dobrej pogody. Dlatego warto zwracać na to uwagę.
- Pomocne są również dobrze wypracowane nawyki. Dzięki nim łatwiej przechodzimy przez trudniejsze dni, nawet gdy brakuje motywacji, ponieważ część działań wykonujemy wtedy automatycznie – można powiedzieć, że działamy wtedy na autopilocie.
3. Wszystkie te metody wymienione powyżej wymagają ćwiczeń, by umieć je zastosować wtedy, gdy emocje i myśli próbują nas zdołować.
Oprócz tego istotne jest utrzymanie pewnych praktycznych zasad odnoszących się do stylu życia, jak:
- dbanie o ruch fizyczny, choćby spacer
- właściwe odżywianie, na przykład unikanie nadmiernej konsumpcji alkoholu czy słodyczy
- dbanie o sen: jego zła jakość lub brak mogą wywołać problemy z koncentracją i zmęczenie.
W przypadku długotrwałej traumy często potrzebna jest również praca nad doświadczeniami z przeszłości, choć jej zakres zależy od konkretnej osoby.
4. Nad własnym systemem nerwowym można pracować, to znaczy, nasz mózg potrafi się zmieniać i dostosowywać, gdy jest odpowiednio trenowany. Możemy stopniowo zwiększać odporność na stres oraz wzmacniać zdolność do wytrwałego działania.
Jednym z powodów, dla których warto próbować, jest fakt, że nasz układ nerwowy nie jest czymś całkowicie stałym.
Oglądałem ostatnio reportaż o dziewczynie, która w wieku 16 lat doznała tak poważnego urazu mózgu, że nie potrafiła zapamiętać niczego na dłużej, niż na dwie godziny. To, co działo się wcześniej, znikało z jej pamięci. Do urazu doszło na koncercie muzycznym, gdy ktoś upadł na nią w czasie „crowd surfing”. Wypadek zdarzył się w roku 2019.
Na początku wydawało się, że nie da się nic zrobić, a szukała pomocy u wielu specjalistów. Na koniec przyszli jej z pomocą lekarze z kliniki specjalizującej się w leczeniu osób po uszkodzeniach mózgu. Dzięki temu udało jej się odzyskać umiejętność zapamiętywania na dłużej. Poprawa była na tyle znacząca, mimo problemów ze stanami epileptycznymi, że ukończyła szkołę pielęgniarską i jest w stanie pracować w szpitalu.
Według opisu terapii pierwsza poprawa pojawiła się już po dwóch tygodniach intensywnych ćwiczeń, zarówno fizycznych, jak i mentalnych.
Ta dziewczyna to Riley Horner. W reportażu o jej leczeniu można znaleźć wypowiedź:
„Mama Riley nazywa to »cudem w górach«, a wszyscy inni (specjaliści) nazywają to Cognitive FX. To po prostu właściwie zastosowana wiedza naukowa”.
Choć uraz mózgu i trauma psychiczna to dwa różne problemy, oba pokazują, że układ nerwowy zachowuje zdolność do zmian i adaptacji. Sama historia Riley pokazuje jednak przede wszystkim możliwości adaptacyjne mózgu, a nie oznacza, że każda podobna terapia będzie skuteczna u wszystkich osób.
Warto zauważyć, że gdy okres traumatyczny był długi, to nad poprawą trzeba często dłużej pracować. Jest to trochę podobne do treningu mięśni: jeśli przez długi czas określone umiejętności lub mechanizmy nie były ćwiczone, ich odbudowa może wymagać regularnych ćwiczeń. Trzeba dyscypliny i wytrwałości, by przywrócić pewne mechanizmy do sprawności lub je skorygować. Leki mogą pomóc, jeśli są odpowiednio dobrane, szczególnie na początek, ale nie zastąpią aktywnej pracy nad własną psychiką.
Nawet nad poprawą własnej motywacji i siły woli można pracować, choć wydaje się to abstrakcyjne. Tu pomagają małe kroki i sporo samozaparcia.
Nie chodzi o to, żeby już nigdy nie przeżywać smutku czy lęku. Celem jest raczej to, aby trudniejsze chwile trwały krócej, były mniej przytłaczające i nie odbierały nam możliwości normalnego życia.
Sam również przekonałem się, że zmiana nie przychodzi nagle. Częściej jest wynikiem wielu małych kroków, które z czasem zaczynają tworzyć nowy sposób funkcjonowania.
Podobne tematy poruszam również w książce: „Dobre i złe dni. O traumie dla wędrowców”, a także we wpisach na blogu i FB.
4. Nad własnym systemem nerwowym można pracować, to znaczy, nasz mózg potrafi się zmieniać i dostosowywać, gdy jest odpowiednio trenowany. Możemy stopniowo zwiększać odporność na stres oraz wzmacniać zdolność do wytrwałego działania.
Jednym z powodów, dla których warto próbować, jest fakt, że nasz układ nerwowy nie jest czymś całkowicie stałym.
Oglądałem ostatnio reportaż o dziewczynie, która w wieku 16 lat doznała tak poważnego urazu mózgu, że nie potrafiła zapamiętać niczego na dłużej, niż na dwie godziny. To, co działo się wcześniej, znikało z jej pamięci. Do urazu doszło na koncercie muzycznym, gdy ktoś upadł na nią w czasie „crowd surfing”. Wypadek zdarzył się w roku 2019.
Na początku wydawało się, że nie da się nic zrobić, a szukała pomocy u wielu specjalistów. Na koniec przyszli jej z pomocą lekarze z kliniki specjalizującej się w leczeniu osób po uszkodzeniach mózgu. Dzięki temu udało jej się odzyskać umiejętność zapamiętywania na dłużej. Poprawa była na tyle znacząca, mimo problemów ze stanami epileptycznymi, że ukończyła szkołę pielęgniarską i jest w stanie pracować w szpitalu.
Według opisu terapii pierwsza poprawa pojawiła się już po dwóch tygodniach intensywnych ćwiczeń, zarówno fizycznych, jak i mentalnych.
Ta dziewczyna to Riley Horner. W reportażu o jej leczeniu można znaleźć wypowiedź:
„Mama Riley nazywa to »cudem w górach«, a wszyscy inni (specjaliści) nazywają to Cognitive FX. To po prostu właściwie zastosowana wiedza naukowa”.
Choć uraz mózgu i trauma psychiczna to dwa różne problemy, oba pokazują, że układ nerwowy zachowuje zdolność do zmian i adaptacji. Sama historia Riley pokazuje jednak przede wszystkim możliwości adaptacyjne mózgu, a nie oznacza, że każda podobna terapia będzie skuteczna u wszystkich osób.
Warto zauważyć, że gdy okres traumatyczny był długi, to nad poprawą trzeba często dłużej pracować. Jest to trochę podobne do treningu mięśni: jeśli przez długi czas określone umiejętności lub mechanizmy nie były ćwiczone, ich odbudowa może wymagać regularnych ćwiczeń. Trzeba dyscypliny i wytrwałości, by przywrócić pewne mechanizmy do sprawności lub je skorygować. Leki mogą pomóc, jeśli są odpowiednio dobrane, szczególnie na początek, ale nie zastąpią aktywnej pracy nad własną psychiką.
Nawet nad poprawą własnej motywacji i siły woli można pracować, choć wydaje się to abstrakcyjne. Tu pomagają małe kroki i sporo samozaparcia.
Nie chodzi o to, żeby już nigdy nie przeżywać smutku czy lęku. Celem jest raczej to, aby trudniejsze chwile trwały krócej, były mniej przytłaczające i nie odbierały nam możliwości normalnego życia.
Sam również przekonałem się, że zmiana nie przychodzi nagle. Częściej jest wynikiem wielu małych kroków, które z czasem zaczynają tworzyć nowy sposób funkcjonowania.
Podobne tematy poruszam również w książce: „Dobre i złe dni. O traumie dla wędrowców”, a także we wpisach na blogu i FB.
![]() | |
|

Cześć! Trzeba cieszyć się z małych przyjemności, małych sukcesów i tego, co się dzieje wokół nas samych. Oczywiście z tych dobrych rzeczy, choć życie nie zawsze jest lekkie łatwe i przyjemne, to umiejętność szukania pozytywów jest istotną kwestią.
OdpowiedzUsuńSzczególnie teraz, gdy zewsząd jesteśmy bombardowani złymi wiadomościami.
Hej, tak, warto się cieszyć z tego, co mamy, bo jak ktoś powiedział, "wyobraźnia ludzka nie zna granic", więc zawsze coś się znajdzie, czego nie mamy albo co nam nie pasuje ;)
UsuńSpokojnego weekendu!
Już nie wspominając, że zawsze można mieć gorzej. Zatem staram(y) się patrzeć pozytywnie na ten cały świat...
UsuńDzięki, wzajemnie! Fajnej soboty i niedzieli!
No tak, mamy tendencję do patrzenie, jak innym "jest lepiej", potem przychodzi zazdrość, znam to po sobie. Niektóre małpy też to mają, psy czy inne koty też, za to niektóre papugi chyba nie ;)
UsuńDzięki!
Jeśli chodzi o taki zwykły smutek, który jest normalnym elementem życia i odczuwania to też czasem warto pozwolić mu po prostu być. Kiedy wydarzy się coś smutnego to pozwolić sobie to odczuć w pełni, wypłakać się, uwolnić te emocje. Walka z każdym smutkiem może sprawić, że tylko go gdzieś tam upchniemy głębiej, co bardziej nam zaszkodzi.
OdpowiedzUsuńTo na pewno, zwykły smutek jest potrzebny, jak każda inna emocja, nawet wspomniałem o tym na końcu wpisu:
Usuń>Nie chodzi o to, żeby już nigdy nie przeżywać smutku czy lęku.
We wpisie chodziło mi tu o taki smutek, który się nie kończy, choćby dlatego, że wynika z traumy, albo z tego, że ktoś nie daje sobie z nim rady. Emocje nie do końca są dopasowane do sytuacji, albo są zbyt silne. Znałem takie przypadki.
Wtedy świadome szukanie dróg wyjścia może być pomocne.
Tak, jak smutek się tylko upycha po szafach, to różnie się to kończy.
Bardzo ciekawy i potrzebny tekst, bo często zapominamy, że nasze samopoczucie nie jest czymś całkowicie „danym raz na zawsze”. Podoba mi się szczególnie podejście do małych kroków — czasem człowiek czeka na wielką zmianę, a tymczasem to właśnie codzienne drobiazgi powoli budują odporność. Zastanawiam się tylko, czy w dzisiejszym świecie nie oczekujemy od siebie zbyt szybkich efektów i nie zniechęcamy się, gdy poprawa nie przychodzi od razu? Chyba warto sobie częściej przypominać, że mózg też potrzebuje czasu i cierpliwości, tak jak każda inna część naszego życia.
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńTak, na tym polega problem, że będąc w jakimś mentalnym stanie, często odczuwamy go jako ten "prawdziwy", a nie myślimy o tym, że on się zmienia.
Zgadza się, przezwyciężanie małych trudności buduje odporność. Jest wiele badań na ten temat, bo jest on dosyć popularny, w związku ze stresem, który jest elementem naszego życia.
>mózg też potrzebuje czasu i cierpliwości, tak jak każda inna część naszego życia.
Może nie tylko jak inna część naszego życia, ale naszego ciała. Gdy nie używamy mięśni, to słabną one, zna to każdy, kto miał jakąś kończynę w gipsie albo inaczej unieruchomioną.
Podobnie jest z kośćmi. Gdy się ich nie obciąża, to ich struktura traci na gęstości, powstaje zaczątek osteoporozy. U mojego kolegi stwierdzono to, po tym jak chodził przez 4 miesiące o kulach. Gościu ma koło 40 i jest w miarę wysportowany.
Tak samo jest z mózgiem. Gdy nie ćwiczymy na przykład obcego języka, to zapominamy słówek, to znaczy, osłabiane zostają połączenia nerwowe, które prowadzą do miejsca w mózgu, w którym jest to słówko "zapamiętane". Poprzez ćwiczenie tego słówka, znowu się je łatwiej przywołuje, wzmacnia się te połączenia.
Pozytywne jest to, że dzięki osłabianiu połączeń możemy odzwyczaić się na przykład od papierosów, albo nie cierpimy wiecznie po nieszczęśliwej miłości.
Pewne mechanizmy funkcjonowanie mózg są bardzo podobne do tych w innych części ciała, bo niby dlaczego miałby się bardzo różnić.
Istotne jest, żeby coś robić, pozostać aktywnym.