Chaos i medytacja
Nadwyrężyłem sobie w sobotę na ściance jeden z mięśni, taki w okolicach biodra. Nie bacząc na to, następnego dnia, w niedzielę, ponownie wybrałem się na ściankę, lekko kuśtykając. Nie chciało mi się siedzieć w domu. „Jakoś ten mięsień rozruszam, poza tym, to będę ostrożny” – powiedziałem sobie. W efekcie ledwie umiałem chodzić, przez następne dwa dni. Tak to jest z mięśniami, czasami jest lepiej po ruchu, czasami jest inaczej.
I chyba dlatego, że musiałem siedzieć w domu, obejrzałem sobie kawałek podcastu na temat medytacji, stąd inspiracja na temat tego bloga. Był to wywiad Andrew Hubermana, profesora neurobiologii, z dr. Richardem Davidsonem, profesorem psychologii i psychiatrii z Uniwersytetu Wisconsin–Madison. Jest on pionierem w badaniach naukowych na temat medytacji.
Nie jest to streszczenie tego podcastu, tym bardziej że go jeszcze nie obejrzałem do końca, ale parę informacji, które zapamiętałem i parę własnych myśli. Interesuję się trochę tym tematem, a poza tym praktykuję krótką medytację od lat.
Czym jest medytacja, ta, o której oni mówili? Nie chodziło im o jakąś konkretną formę medytacji, bo istnieją różne, chociażby mindfulness (uważność). Davidson opisywał medytację jako praktykę rozwijania świadomości tego, czym w danym momencie zajmuje się nasz umysł. Nie chodzi o pozbycie się myśli ani o ich zmianę, ale o zauważanie tego, co właśnie się pojawia. To uważne spojrzenie na to, jakie myśli przelatują przez głowę, jakie emocje się odczuwa w danym momencie.
Nie chodzi o zajmowanie się nimi, ale o zwrócenie na nie uwagi. Tego typu medytację można praktykować na siedząco albo na stojąco, z otwartymi lub zamkniętymi oczami, nawet chodząc albo zmywając naczynia.
![]() |
| Spokój nad jeziorem |
Po co w ogóle medytować?
Badania wskazują, że niektóre interwencje oparte na uważności (mindfulness) mogą poprawiać samopoczucie i zmniejszać objawy lęku czy depresji. W części badań ich skuteczność była podobna do skuteczności niektórych metod psychoterapeutycznych, między innymi CBT. Chociaż medytacja nie ma zastąpić terapii, może być mimo wszystko jej dobrym uzupełnieniem.
Davidson wspomniał o badaniach, w których już pięć minut medytacji dziennie przez miesiąc wiązało się z pozytywnymi zmianami, jak zmniejszenie objawów depresji, lęku i stresu oraz wzrost dobrostanu.
Sam czytałem już wcześniej o badaniach wskazujących na zmiany w funkcjonowaniu mózgu, a w niektórych badaniach również w jego strukturze, związane z praktyką medytacji.
Problem z medytacją jest taki, że często trudno jest się za nią zabrać, tak jak trudno wyjść regularnie na spacer czy wykonywać inną aktywność. Czasami trudno jest też wytrzymać parę minut, zajmując się tylko swoimi odczuciami i myślami. Bywa, że zauważy się wtedy, że w głowie panuje pewien chaos. Umysł cały czas pracuje, nawet bez impulsów z zewnątrz – coś tam sobie wymyśla, reaguje potem na to, co sam stworzył. Nie zawsze jest to przyjemne, nierzadko trzeba przezwyciężyć dyskomfort. Z tym wiąże się idea neuroplastyczności: powtarzanie określonego treningu mentalnego może prowadzić do trwałych zmian w funkcjonowaniu mózgu.
To, jak odczuwa się medytację, może zależeć nie tylko od jej formy, ale też od osobowości osoby, która ją praktykuje. Ci z nas, którzy na co dzień reflektują, obserwują swoje myśli i emocje, są może do tego przyzwyczajeni. Wiele osób żyje jednak tak po prostu, nie zastanawiając się nad tym, co dzieje się w ich głowie. To też ma swoje pozytywne strony. Z tym że dla nich spotkanie ze swoim wewnętrznym światem może być czymś nowym.
Medytacja nie zawsze jest prosta, szczególnie w pierwszym tygodniu. Huberman porównał to do wysiłku mięśni przy bieganiu, treningu na siłowni lub w czasie innych aktywności fizycznych. Pierwszy tydzień bywa najtrudniejszy, tym bardziej że można mieć od nich zakwasy. Gdy chodzi o medytację, nie są to bóle głowy, ale u części osób może pojawić się większy dyskomfort albo chwilowe nasilenie odczuwanego lęku podczas jej praktykowania. Czasami przychodzą myśli i emocje, które odczuje się mniej przyjemnie.
Z biegiem czasu regularna praktyka może stać się nawykiem. Łatwiej wtedy ją kontynuować. Davidson mówi, że najlepsza forma medytacji to ta, którą rzeczywiście będziemy wykonywać. Zaleca rozpoczęcie od minimalnego czasu, który jesteśmy w stanie wykonywać codziennie przez 30 dni.
I jak z każdym ćwiczeniem, czy to fizycznym, czy mentalnym, warto posłuchać własnego ciała i własnej głowy, nie starać się robić nic na siłę. Przy silnych problemach mentalnych dobrze jest mieć wsparcie fachowca, na przykład psychoterapeuty.
Medytacja nie jest wymysłem współczesnych czasów. Ma tysiące lat historii, a różne formy praktyk medytacyjnych rozwijały się między innymi w starożytnych Indiach i Chinach. Praktyki kontemplacyjne znajdziemy również w tradycjach starożytnej Grecji i Rzymu, między innymi u stoików i platoników.
Dzięki wieloletnim badaniom można również porównywać mózgi osób dopiero zaczynających medytować z mózgami bardzo doświadczonych praktyków, którzy spędzili na medytacji dziesiątki tysięcy godzin. U tych drugich obserwuje się charakterystyczne różnice w funkcjonowaniu i połączeniach mózgowych. To jeden z ciekawych przykładów neuroplastyczności.
Nowsze badania sugerują również, że pewne zmiany można obserwować już po stosunkowo krótkim okresie regularnej praktyki, choć skala i charakter tych zmian są oczywiście inne. Jak to się mówi, trening czyni mistrzem.
Różne formy medytacji albo chociażby uważne spojrzenie na własne myśli i emocje mogą pomóc w pracy nad własnym balansem emocjonalnym. Może być dobrym uzupełnieniem innych sposobów dbania o równowagę w życiu, takich jak ruch, odżywianie czy kontakty społeczne. Przyda się również do walki z wszechobecnym stresem i nadmiarem bodźców.
Czasami warto na chwilę ustawić telefon na tryb wyciszony i spojrzeć w głąb siebie albo skupić się na czymś na zewnątrz, na muzyce lub choćby kwiatku za oknem albo tym w doniczce na parapecie.
- Czy przyglądasz się czasami swoim myślom i emocjom, pozwalając im płynąć?
- Może próbowałaś/-eś już kiedyś jakiejś formy medytacji? Jeśli tak, to jakie były Twoje doświadczenia?
Link do zapisków A. Hubermana, zawierający także linki do podcastu i wspomnianych w nim badań.
https://www.hubermanlab.com/episode/science-based-meditation-tools-to-improve-your-brain-and-health-richard-davidson

Cześć!
OdpowiedzUsuńDałeś popalić mięśniom, to się później męczyłeś. Pamiętam, jak mnie ręka bolała to celowo polazłem na basen, żeby jeszcze bardziej ją rozruszać, ale u mnie przyniosło to dobry efekt, nie tak jak u Ciebie.
Pięć minut dziennie, to brzmi dobrze. Tylko muszę jeszcze raz to przeczytać, aby się dobrze za to zabrać. Uważne spojrzenie na własne myśli? Staram się to jakoś robić, spojrzeć jakby z boku i czasem widzę, że ośrodek myślenia podrzuca rozwiązania, które chce uzyskać mimo tego, że są one mało realne lub ocierają się o rzeczy niemożliwe. Dodaje mi to zamętu w głowie, a mało w tym logiki. Z tym, że nie wiem czy wszystko w życiu musi być logiczne, a brak podejmowania "ryzykownych" decyzji nie będę kiedyś żałował.
Ale wpis ciekawy i zachęcający do poznania nowego tematu 👍 Miłego wieczoru, ja zbieram się do wyjazdu.
Hej,
Usuńno właśnie, czasami trzeba rozruszać mięśnie, a czasami dać im spokój, różnie to bywa :)
Co do medytacji, to najprościej chyba siąść sobie gdziekolwiek, gdzie jest w miarę spokojnie, czy to w domu, w samochodzie, czy w parku na ławce (gdzie nie okradną), czy nad jeziorem, zamknąć oczy i po prostu spokojnie oddychać, na przykład w kwadracie. To chyba najprostsze.
Jest też rodzaj medytacji z przymrużonymi oczami.
Można sobie ustawić jakiś alarm, albo spoglądać na zegarek.
Myślę, że ważne jest, żeby zacząć i robić to regularnie, wtedy jakiś tam sposób sam się wypracuje.
Niektórzy praktykują krótką medytację na jodze, czy nawet na sztukach walki.
Dziękuję, również spokojnego wieczoru
i dobrej podróży życzę! :)
Podoba mi się to w parku, albo gdzieś nad wodą o ile jest cisza i spokój.
UsuńDzięki 👍 Niebawem będę mógł odprężać się nad morzem.
Tak, spokój na łonie natury :)
UsuńDobrej podróży i przyjemnego pobytu nad morzem! :)
Medytacja wydaje mi się czymś nieosiągalnym dla mojego chaotycznego umysłu...
OdpowiedzUsuń
UsuńEj tam. Nie chodzi właśnie o jakąś super-medytację, czy o uspokojenie umysłu.
Tak się czasami słysze, że medytacja oznacza "pozbycie się myśli" czy jakoś tak.
Pewnie też są takie formy medytacji, które do tego dążą.
W tej opisywanej przeze mnie praktyce chodzi o to, żeby siąść na chwilę i przyjrzeć się swoim myślom czy temu, co się w ogóle czuje. Jak się uda przy tym spokojnie oddychać, to już plus. Można zacząć od jednej minuty czy nawet 30 sekund.
To nauka jakiejś tam nowej umiejętności.
To nie wyścigi czy zawody. To bardziej spotkanie ze samym sobą.
Można przy tam głaskać psa czy kota, albo słuchać muzyki. To nie jest istotne.
To okazja, żeby poznać coś nowego, przejść jakąś granicę, nauczyć się jakoś tam wpływać na swój stan.
Można to też potraktować jako naukę kontrolowania oddechu, w kwadracie. Jak kto woli.
Nie oczekiwać niczego, po prostu się przyglądać.
Oj, powiem ci, że kiedy zacznę przyglądać się moim myślom, to może być różnie i może się to skończyć potężnym atakiem lęków albo histerii. :') U mnie właściwie byle g... potrafi być niespodziewanym triggerem.
UsuńTak, do długiej medytacji należy podchodzić ostrożnie.
UsuńZ tym, że przy takiej 1 czy 5-minutowej, jeszcze w komfortowych warunkach, to raczej nie ma czasu na to, żeby się za bardzo trigerować. Bo na co dzień też ciągle coś tam sobie myślisz , denerwujesz się, reflektujesz pisząc na blogach. Wpis robisz na pewno dłużej niż 5 minut.
To też pytanie, czy podchodzi się do własnego umysłu jako do czegoś, co żyje własnym życiem, czy jest to część osobowości, nad którą ma się pewną kontrolę, którą można zmieniać, do pewnego stopnia. Zbiór różnych wzorców myślenia, których siłę można wzmacniać lub osłabiać.
Bo czym są takie "triggery"? To najczęściej wyuczone reakcje na pewne wspomnienia.
Tu chodzi właśnie o nauczenie się, że można jakoś wytrzymać swoje myśli, nie trzeba przed nimi uciekać.
Co do twojego komentarza do wpisu "czemu tak długo", to mi się jeszcze skojarzyło.
Oczywiście, człowiek dąży do jakiejś tam lepszej sytuacji, lepszego stanu, denerwuje się, jak go nie osiąga i to go też czasami napędza lub blokuje.
Z drugiej strony możesz spojrzeć na to, jak było u ciebie 10-15 lat temu?
Czy kiedyś myślałaś, że może być tak jak teraz? Z tego co opisujesz, to widzisz postępy.
Dlatego mówi się, że warto patrzeć na to, jakim było się "wczoraj", a nie porównywać się z innymi. Wiadomo, człowiek i tak się porównuje, ale czasami takie spojrzenie wstecz bywa pomocne :)
Chyba właśnie w tym jest sporo spokoju — pozwolić myślom i emocjom płynąć, zamiast za każdym razem za nimi podążać. Dzięki za ten tekst i chwilę zatrzymania. 🙂
OdpowiedzUsuńProszę uprzejmie :)
UsuńMyślę, że tego też trzeba się nauczyć, żeby nie łapać się każdego wątku myśli.
Czasami wątki myśli potrafią ponieść daleko, jak pająka jesienią, w jego pajęczynie.
To takie pająki czasami spory kawałek przelecą, ale to już taka zoologiczna ciekawostka ;)
Witam Pana, trafiłam tu z innego bloga. :) Medytacji nie próbowałam, jednak jako skrajna introwertyczka nieraz siedzę/leżę w ciszy i "odpływam" w głąb własnej jaźni. :)
OdpowiedzUsuńWitam Panią w skromnych progach mojego bloga ;)
UsuńWedług tego, co mówił Richard Davidson, albo według tego, jak ja go zrozumiałem, to takie "odpływanie" też jest formą medytacji.
Człowiek reflektuje albo i nie, przyglądając się temu, co się w głowie dzieje.
W sumie, to chodzi chyba też o to, żeby nabrać lekkiego dystansu do chaosu, który czasami panuje w głowie. To niezależnie od tego, czy jest to radosna twórczość, czy po prostu bałagan :)
Dla mnie osobiście jest to czasami jak wędrówka, bywa, że interesująca, bywa, że uciążliwa, ale zawsze coś się tam dzieje. ;)
Dobrze mieć taki "ogląd" własnego umysłu. Czasami pozwala człowiekowi dojść do wniosku, że trochę błądzi. :)
UsuńCzasami świat fantazji przeplata się z rzeczywistością, to też ma swój urok ;)
UsuńJa bym właśnie trochę chciała wyjść ze swojej głowy i skupić się na uważności otoczenia. Czasem za bardzo odpływam w swoje myśli i emocjie i nawet jeśli jestem ich świadoma, to gdzieś tracę na tej codzienności, w której jest dużo pięknych rzeczy.
OdpowiedzUsuńMyślę, że w praktyce robisz jedno i drugie. Robiąc na przykład zdjęcia kwiatom na wystawie, albo zdjęcia miasta, albo wąchając kwiaty.
UsuńJa z przyzwyczajenia obserwuję otoczenia, na przykład jadąc na rowerze, nie tylko ze względu na to, żeby mnie nikt nie rozjechał ;) To dla mnie czas, gdy przyglądam się wszystkiemu, świadomie. Obserwuję na przykład zmieniające się pory roku, widoczne na drzewach. W domu wychodzę na balkon i przyglądam się ptakom czy drzewom, od czasu do czasu.
To pewnie też kwestia osobista, ile czasu poświęca się na to, co dzieje się we własnej głowie, a ile reaguje na impulsy z zewnątrz.
Poza tym, to z czasem człowiek też nazbiera chyba wiele wspomnień, z tego, co jest na zewnątrz ;)