Wybór myśli i emocji?

Siedzę w kafejce na ściance (boulderingowej), przede mną filiżanka z kawą. Czuję ramiona, to pewnie przez tę drogę, którą na koniec próbowałem parokrotnie przejść, bezskutecznie. Ćwiczę ją już drugi tydzień. Podejrzewam, że kiedyś ją zrobię, bo widzę postępy. Mimo wszystko, w głowie pojawia się znany monolog.

– Nie dałeś rady, a powinieneś, jesteś do niczego.

Budzi się uczucie frustracji. A może na odwrót, najpierw czułem frustrację, a potem przyszły te myśli. Koło mojego stolika przechodzi kumpel, który się lepiej wspina.

– On ją na pewno zrobił – myślę sobie.

Czuję rozgoryczenie.

– Czemu mnie nic nie wychodzi – kontynuuje płacz nad sobą.

Te myśli są realne, to znaczy, w mojej głowie. Z tym że równocześnie mam inne.

– Czym się przejmujesz, po raz pierwszy udało ci się przejść środek tej drogi – mówi głos w głowie.

– Poza tym, to robiłeś wcześniej inne ćwiczenia, miałeś zmęczone palce.

– Nie wspominając już o tym, że najważniejsze, że tu w ogóle przyjechałeś, poruszałeś się trochę.

Mam teraz do wyboru albo skoncentruję się na tej myśli, że się do niczego nie nadaję, albo na tej, że jestem na ściance po to, żeby się tu zrelaksować. Przyjechałem tu rowerem, poruszałem się trochę, pogadałem z ludźmi, a to dobre dla zdrowia, zarówno psychicznego, jak i fizycznego, ogólnie mówiąc.

To znaczy, mogę się nakręcać, wzmacniając uczucie frustracji, a mogę skupić się na pozytywnych aspektach tego treningu, czy jak to zwał. Mogę cieszyć się kawą i tym, że słońce świeci.

Zdecydowałem się rzecz jasna na ten pozytywny aspekt. Uczucie frustracji nie zniknęło od razu, ale straciło na sile. Pojawiało się i znikało jak fale na morzu. Kiedyś tam zapomniałem o nim, nawet nie wiem kiedy.

Te wypady na ściankę to dla mnie poletko eksperymentalne. To trening nie tylko fizyczny, ale też mentalny. Większość osób walczy tam z tym, żeby pokonać jakąś drogę, taka już uroda tego sportu. Szuka się wyzwań, z tym związane są porażki, ale też małe zwycięstwa. Ma się dobre i złe dni.


 Odmienna perspektywa na różne drogi.


Powyższą sytuację podaję jako przykład na to, że mamy pewną kontrolę nad własnymi emocjami i myślami. Nierzadko możemy zdecydować, której myśli poświęcimy więcej uwagi i jak zareagujemy na pojawiającą się emocję. Nie znaczy to, że ta inna znika.

Mimo wszystko, poprzez tego rodzaju trening uczymy się obserwować własne myśli i emocje, zwiększamy szansę na pozytywny nastrój, na poprawę balansu psychicznego.

– Ja tego nie muszę robić, wiem, co czuję. Taki mam charakter i już – może ktoś powiedzieć.

To prawda, każdy z nas ma własny sposób myślenia i reagowania. Tyle że nie zawsze zastanawiamy się, skąd się on właściwie wziął.

Na nasz sposób myślenia i reagowania wpływa także to, czego nauczyliśmy się w przeszłości. Mnie na przykład rodzic wpajał, że się do niczego nie nadaję i nic ze mnie nie wyrośnie. Było to mało konstruktywne podejście, trzeba przyznać. Czy mam się go teraz trzymać?

Ktoś inny mógł się w dzieciństwie wystraszyć osy. Teraz taka osoba podrywa się z krzesła i ucieka z krzykiem, gdy takie stworzenie się zbliży. To znaczy, nie dosłownie, ale taką chęć może odczuć, gdy ten potwór nadlatuje. Z czasem można się jednak nauczyć, że nie każda taka reakcja musi kończyć się ucieczką.

Nie twierdzę, że każde negatywne myśli i uczucia należy przekierowywać na inne tory. Nie chodzi więc o to, żeby każdą negatywną myśl zastępować pozytywną. Chodzi raczej o sprawdzenie, czy dana myśl i emocja pasują do tego, co dzieje się teraz. Czasami są to te, które zostały wyuczone w przeszłości, na przykład w dzieciństwie, gdy mieliśmy mniejszą kontrolę nad własnym życiem.

Zwodnicze bywa czasami, że szuka się dowodów na to, że ma się rację. To w psychologii tak zwany efekt potwierdzenia (confirmation bias). Możemy sobie na przykład powiedzieć: wszyscy ludzie są źli, oprócz mnie i paru innych osób, rzecz jasna. Szukać potem wybiórczo informacji potwierdzających tę tezę. Zbierać dane na temat zabójstw, wojen, oszustw i temu podobnych. Nietrudno będzie coś znaleźć. W praktyce ludzie są po prostu różni. Jedni zachowują się lepiej, inni gorzej. W internecie, ale też w życiu, można znaleźć również pozytywne treści.

Nie rozpisuję się już na temat tego, że można też widzieć pewne sprawy zbyt pozytywnie. Nie bez powodu mówi się na przykład, że miłość jest ślepa. Z tym że to już trochę inny temat, bardzo obszerny w dodatku.

Na początku wpisu pokazałem, że sam nie jestem wolny od wewnętrznych sprzeczności. Uważam jednak, że mając świadomość tego, łatwiej czasami wyrwać się ze spirali niedopasowanych do rzeczywistości myśli i emocji. To może pomóc w zachowaniu mentalnego balansu. I tutaj także trening może zwiększać szansę na sukces.

– Czy Ty także czasami masz poczucie, że możesz zareagować na daną sytuację na różne sposoby?


Link: Efekt potwierdzenia (wikipedia)

A tu ta droga, z którą walczę, ta żółta. Zaczyna się z prawej strony, idzie trawersem na lewą stronę.



Żółta droga.

Komentarze

  1. Cześć!

    Ja często widzę to jakbym był na rozdrożu. Najpierw mogę wybrać drogę w prawo lub w lewo (czyli albo myśli pozytywne, albo nie), a następnie kilka(naście) kolejnych wyborów - od radykalnych i destrukcyjnych do optymistycznych i budujących.

    Często ma się ukierunkowane twierdzenia, które okazują się dość mocno błędne, bo łatwo pójść w stronę że wszyscy/wszystko się uwięzili na mnie, sam to przerabiam. Ale gdy ktoś z zewnątrz popatrzy na to, to widzi inaczej zespół sytuacji które mnie otaczają. A gdy do tego jeszcze ma się kontakt z taką osobą i ona to wyrazi/powie, że fakty jednak stanowią o innym stanie rzeczy, można to sobie na spokojnie poukładać i chociaż spróbować wytłumaczyć. Ale już bardziej racjonalnie - biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw.

    To nie dla mnie, tego nigdy nie zrobię, jestem zbyt słaby aby to w ogóle spróbować - czasem takie myśli panoszą się po głowie. Może nie dosłownie wsparcie (chociaż dlaczego nie?), ale spojrzenie na to przez inną osobę z którą ma się dobry kontakt dużo daje. Ja to muszę jeszcze uczyć się olewac współpracowników, którzy zawsze są "przeciw" 🤣

    Pozdrowienia z bardzo słonecznego miejsca 🌟🏝️🏊🏖️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej,
      no tak, czasami jeden wybór pociąga za sobą drugi.

      Myślę, że w tym problem z "ukierunkowanymi twierdzeniami", że człowiek bierze je jako pewnik i nie poddaje w wątpliwość. To na przykład przekonania czy opinie na jakiś temat.
      W dodatku, gdy ktoś miałby je zmienić, to może się odezwać jakiś mechanizm, który w tym przeszkadza, na przykład lęk. Zmiana przeważnie kojarzy się z niepewnością.

      Tak, brak zaufania we własne siły, albo wątpliwości, to ma chyba każdy. Niektórzy idą na ryzyko, a inni poddają się w przedbiegach. Jak mówisz, spojrzenie z zewnątrz może pomóc, bo ktoś w miarę neutralny zazwyczaj nie odczuwa tak silnych emocji w czasie próby oceny sytuacji, jak osoba, która chce się z czymś zmierzyć.

      To znaczy, musisz olewać tych współpracowników, którzy są zawsze na "przeciw", czyli blokują. Ale chyba nie wszyscy tacy są, patrząc na to statystycznie?

      Pozdrowienia do słonecznego kawałka świata :)

      Usuń
  2. Rzeczywistość jest obiektywna, istnieje poza naszym umysłem, ale już nasze postrzeganie rzeczywistości jest mocno subiektywne, możemy na nią patrzeć na wiele różnych sposobów. Możesz wybrać sobie dowolny sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w naszej głowie mamy tylko jakiś tam przybliżony model rzeczywistości. Ten dodatkowo może być wypaczony przez wpływ emocji, które nie zawsze są racjonalne ;)

      Wiadomo, można wybrać dowolny sposób jej interpretacji, ale nie każdy prowadzi do celu, o ile się do jakiegoś celu dąży, na przykład do poprawienia równowagi emocjonalnej, albo bardziej efektywnego wykonywania jakichś zamierzeń.

      Usuń
  3. Samo to, że się wspoasz jest godne podziwu. Nie każdy się odważy. Cokowiek być nie zrobili zawsze znajdzie się ktoś kto zrobi to lepiej, więc nie ma co się porównywać. Staram się zmianiać sposób realcji na różne sytuacje ale czasem jest ciężko. Czasem pojawiają się myśli, że okłamuję sama siebie myśląc pozytywnie. Raczej nie wzięło się to z wychowania. Chyba że bardziej rodzice mnie chwalili a potem zdałam sobie sprawę że dużo rzeczy idzie mi źle. Dopada uczucie, że zawiodłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, choć ja nie widzę wspinaczki w kategoriach odwagi, raczej walki z lękiem i własną słabością. Głównie jednak chodzi o radość z uprawiania tego sportu i rozwiązywania zadań związanych z poszukiwaniem właściwego rozwiązania drogi :)
      To także satysfakcja z tego, że widzi się jakieś tam postępy, albo walka z frustracją, gdy ich nie ma ;) Może zrobię osobny wpis na ten temat, albo będę nadal wspominał o tym.
      Walka z lękiem jest czasami irracjonalna, a czasami trzeba rzeczywiście uważać, bo kontuzje się zdarzają.

      Jak piszesz, czasami trudno stwierdzić, w którym jest się miejscu oceniając jakąś sytuację. Czy myśli się zbyt pozytywnie (może bardziej jak ty siebie oceniasz), czy może zbyt negatywnie (bardziej jak ja).
      Zawsze znajdzie się ktoś lepszy, ale nawet ci "lepsi" mają podobne problemy. Widać to znowu na wspinaczce (boulderingu). Ja staram się zrobić 6-kę, a kumpe 7-kę. Obieramy sobie takie drogi, nad którymi musimy pracować.
      Tu pomaga porównywanie się z tym, jakim było się "wczoraj". Zazwyczaj jest bowiem tak, że po iluś tam sesjach udaje się daną drogę przejść (choć nie zawsze).
      Akurat rozmawiałem z tym kumplem dzisiaj o tym, przy kawie na hali ;)
      Gdy próbuje się iść do przodu, to wtedy rzadziej chyba przychodzi uczucie, że się zawiodło, albo łatwiej je uchwycić i pracować nad nim. Na tym chyba polega praca nad osiąganiem jakiś tam swoich celów, że dąży się do nich. Jak się je zrealizuje, albo i nie, bo nie wszystko w życiu wychodzi, to ma się inne, następne. Na przeszkodzie stoi często frustracja, niemoc, zwątpienie, ale też radość, czasami twórcza, że coś się tam czasami zrobiło. Inaczej, to byłoby chyba nudno ;)
      Moim zdaniem, dopóki staramy się jakoś tam iść do przodu, każdy na swój sposób, to nie zawodzimy samych siebie.

      Usuń
  4. Nie zawsze mamy wpływ na to, co pojawia się w głowie, ale możemy zdecydować, czy chcemy temu poświęcać swoją uwagę. Z emocjami jest chyba podobnie — trudno je wyłączyć na zawołanie, zwłaszcza gdy dotyczą czegoś ważnego, ale można nauczyć się nie reagować na każdą z nich od razu. Czasem już samo zatrzymanie się przed kolejną reakcją pozwala spojrzeć na sytuację zupełnie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, nie zawsze mamy wpływ na to, jakie myśli pojawiają się w naszej świadomości, ale możemy poświęcić im mniej lub więcej uwagi.
      Jedną ze znanych metod na dystansowanie się do mało konstruktywnych myśli jest na przykład STOP, czyli cztery kroki:
      - S: Stop – zatrzymaj się, zanim pozwolisz, by negatywna myśl eskalowała.
      - T: Take a breath – to czas na głęboki oddech, aby się uspokoić.
      - O: Observe – obserwuj swoje myśli i emocje, identyfikując zniekształcenia poznawcze.
      - P: Proceed – przemyśl sytuację i odpowiedz na nią w bardziej świadomy i zrównoważony
      sposób.

      Co do emocji jest chyba podobnie. Szczególnie przy PTSD, ale też innych problemach, warto sobie zadać pytanie, na ile dana emocja, albo jej siła, dopasowana jest do realnej sytuacji.
      Ja na przykład kiedyś silnie reagowałem na kroki na klatce schodowej. To dlatego, że źle mi się kojarzyły. Widząc o tym, mogłem użyć różnych technik na złagodzenie tego stanu, nauczyć się, mniej reagować. Teraz mam mniejsze z tym problemy.
      Ktoś może nie lubić kogoś, bo ta osoba mu się źle kojarzy.

      Jak napisałeś, już samo zatrzymanie się, może pozwolić na lepszą kontrolę reakcji, choćby weryfikację. Wiadomo, niektóre emocje są niezbędne do przeżycia, na przykład w czasie wspinaczki z liną. Tu warto odczuwać pewną dozę lęku, lekkomyślność nie jest zalecana ;)

      Usuń

Prześlij komentarz